Co z tą eutanazją? Czy weterynarze są nieczuli?

Niedawno trafiłam w internecie na tekst, którego tytuł przykuł moją uwagę. Samego artykułu nie czytałam, ale tytuł zainspirował mnie do napisania tego wpisu. Brzmiał: „Oswojeni z eutanazją”.

Kiedy usypiamy?

Miesięcznie (bo to chyba najlepszy przedział czasowy) trafia do przychodni, w której pracuję, kilku pacjentów na eutanazję.

Przyczyny są różne. Czasem są to pacjenci bardzo starzy i eutanazja jest najbardziej humanitarnym wyjściem. Czasem są to zwierzęta w zaawansowanym stadium nieuleczalnej choroby. Czasem takie, które już długo leczymy i nie ma perspektyw na poprawienie stanu zdrowia. Eutanazji dokonujemy zawsze tylko z korzyścią dla zwierzaka, aby skrócić cierpienie.

Nigdy nie usypiamy zwierząt na życzenie! Bo stary, bo kulawy, bo wyjeżdżamy, bo… Jeśli nie ma wskazania medycznego – nie ma eutanazji!

Oswojeni z eutanazją?

Gdy przeczytałam wspomniany tytuł tekstu, pomyślałam, że faktycznie – jestem oswojona. Nawet gdy trafiła mi się ta nieprzyjemność poddania eutanazji psa mojej siostry, było mi to łatwiej znieść niż jej. Ja też znałam Labę 14,5 roku – mieszkała za ścianą – ale widząc, jak biedna nie mogła już chodzić i wszystko ją bolało, jak źle się czuła, wiedziałam, że to najlepsze wyjście. Inaczej nie można już było jej pomóc.

To, że lekarz, który sugeruje eutanazję zwierzaka, nie płacze razem z właścicielem, nie znaczy, że jest bez uczuć! Niestety w tym zawodzie spotykamy się z ogromem psich tragedii i można powiedzieć, że jesteśmy lekko znieczuleni na to, ale wyłącznie w pozytywnym tego słowa znaczeniu – po prostu nauczyliśmy się sobie z tym radzić.

Najbardziej przeżywamy eutanazję zwierząt, które leczymy przez lata. Znamy właścicieli i wiemy, że zawsze robili wszystko, co najlepsze, dla swojego psiego przyjaciela. Ale niestety, wszystkich nas czeka przejście na tamtą stronę.

Uważam, że to, iż możemy psu ulżyć w cierpieniach, gdy nie ma szans na wyleczenie, jest dobre. Lekarze nie poddają eutanazji zwierząt „bo tak”, ” bo się już nie chce leczyć”, tylko dlatego, że nie ma innego wyjścia.

Pożegnanie z ukochaną Sabą

Raz przyszła do mnie cała rodzina z ukochaną Sabą w momencie, gdy stwierdzony zbyt późno nowotwór doprowadził ją do kompletnego braku komfortu życia. Z suczką byli: mama, tata i córka. O ile kobiety często płaczą w gabinecie i jestem z tym oswojona, o tyle jak zobaczyłam płaczącego ojca, to o mało sama się nie rozpłakałam! Wszyscy oni kochali swojego psa nad życie, ale podjęli jedyną słuszną na ten czas decyzję. Nie egoistyczną, jedyną dobrą dla psa.

Zawód lekarza weterynarii wymaga ogromnego opanowania emocji. Nie inaczej jest w tym przypadku. Nie znaczy to, że wet jest bez serca! Lekarz ma za zadanie utwierdzić właścicieli w tym, że dobrze robią. Ale nie znaczy to, że nie myślimy o tym czy tamtym pacjencie potem cały wieczór…