Czy pies na podwórku na pewno jest bezpieczny?


Ogródek, słonko, trawa, przyjemny podmuch wiatru... I tak przez całą dobę. Ale czy to na pewno bezpieczne dla psa? Czy pies na podwórku jest odpowiednio zaopiekowany? Na co uważać?

Liczni właściciele moich pacjentów mają domy z ogrodem. W związku z tym większość pupili chętnie korzysta ze słońca i możliwości wylegiwania się na trawie. Czy to zawsze jest bezpieczne? Z czym pies na podwórku może się zetknąć?

To zależy wyłącznie od właściciela! Jeśli chodzi o zabezpieczenie ogrodzenia tak, aby pies się nie wydostał poza posesję, to myślę, że sprawa jest oczywista. Trzeba o to zadbać, zanim wypuści się psa do ogródka, i tyle w temacie. Jakie inne niebezpieczeństwa czyhają na psa?

Pies na podwórku – czym to grozi?

Problemem mogą być śmieci i nieznanego pochodzenia jedzenie rzucane przez przechodniów za płot. Niejednokrotnie słyszę, jak to „dobrzy” sąsiedzi dokarmiają „biednego” pieska za ogrodzeniem… resztkami swojego obiadu. Uczniowie pozbywają się w ten sposób niezjedzonych kanapek, gospodyniom domowym zdarza się wyrzucić resztki po rosole. Tylko nikt nie myśli o konsekwencjach! Tak dokarmiony piesek trafia z bólem brzucha do przychodni weterynaryjnej. Taka to niedźwiedzia przysługa!

A jakie niebezpieczeństwo stwarza sam właściciel?

Pewnego lata wpadł do przychodni zdenerwowany pan ze szczeniakiem berneńskiego psa pasterskiego na rękach. Trzymał go pod przednie łapy, a tylne zwisały bezwiednie. W prześwietleniu wyszło złamanie kości miednicy. Pies nie był w stanie się poruszać. Biorąc pod uwagę fakt, iż był młodziutkim pieskiem, niezbędna była szybka i skuteczna operacja osteosyntezy połamanych kości. W innym wypadku pies szybkorosnącej, dużej rasy stałby się kaleką.

Operacja była skomplikowana i kosztowna. Na szczęście właściciel podjął się leczenia psa i szczeniak po długim zabiegu wrócił do zdrowia pod opieką właścicieli. Ale co się właściwie stało? Otóż chwila nieuwagi wywołała tragedię. Szczeniak ułożył się w cieniu samochodu, do którego wsiadł jego właściciel. Pan – sądząc, że pies ucieknie, jak włączy się silnik – niewiele myśląc, odpalił auto i ruszył. Na szczęście bardzo wolno… Jak można się domyślić, piesek nie uciekł spod samochodu. Ale to nie jedyna taka sytuacja.

Nigdy nie mów „zawsze”

Kilka lat temu moja znajoma szybko wyjeżdżała ze swojego podwórka. Spieszyła się wtedy z córkami do kina. Dwa szybkie manewry kierownicą, już prawie wyjechała i trach! Potrąciła swojego psa, który zawsze dotąd chował się na ganek, gdy ktoś włączał silnik auta. Z jakiegoś powodu tym razem tego nie zrobił. Niestety psiak nie miał tyle szczęścia, co szczeniak berneńczyka. Potrącenie było śmiertelne.

Warto więc pamiętać, że nawet jak pies ZAWSZE się chowa, może kiedyś zdarzyć się ten jeden, jedyny raz, gdy tego nie zrobi. Niestety skutki bywają nieodwracalne. I nie będzie to wina psa, a właściciela, który powinien taką sytuację przewidzieć.