„Człowiek, który ratuje psy”. Ten mężczyzna pomaga niepełnosprawnym psom w Tajlandii


"Jestem zwykłym facetem, który ratuje psy". Chociaż wiele osób postrzega go jako bohatera, on tego tak nie widzi. Michael J. Baines zmienił życie ponad 2 tys. bezpańskich psów w Tajlandii.

Jakieś 19 lat temu Michael J. Baines, znany w mediach społecznościowych jako „człowiek, który ratuje psy”, wyjechał ze Stanów Zjednoczonych do Tajlandii, aby rozpocząć pracę w jednej z tamtejszych restauracji. Obecnie 52-letni mężczyzna jest szefem kuchni w Carrot w miejscowości Chonburi, a także prezesem i współzałożycielem fundacji „Człowiek, który ratuje psy”. Od wielu lat pomaga niechcianym, potrzebującym i niepełnosprawnym zwierzętom. Jeszcze jako właściciel restauracji w drodze do pracy zatrzymywał się 17 razy, by nakarmić około 80 bezpańskich psów.

Zaczęło się niewinnie

W Tajlandii bezpańskie psy i koty można spotkać dosłownie wszędzie. Nawet w restauracjach. Większość z nich tak naprawdę nigdy nie zaznała ani kontaktu, ani bliskości z człowiekiem. Kiedy stają się ciężarem, bez żadnych wyrzutów sumienia lądują na bruku. Stąd też liczba zwierząt swobodnie wędrujących po ulicach jest poza kontrolą. Nie bez powodu też na Tajlandię mówi się, że jest „krajem bezpańskich psów”.

Na takie traktowanie zwierząt nie godził się Michael J. Baines. Z racji tego, że psy w Tajlandii bardzo często są celowymi ofiarami zatruć, mężczyzna zawsze miał ze sobą antidotum na truciznę. Michael J. Baines już od wielu lat niesie pomoc tajlandzkim psim bidom. Przygodę z ratowaniem psów zapoczątkowała suczka, która kręciła się w pobliżu jego restauracji. Była w bardzo złym stanie i potrzebowała natychmiastowej pomocy, którą oczywiście otrzymała. Od tamtej pory Michael uratował już ponad 2 tys. psów i kotów. Najpierw dokarmiał na ulicy dziennie 80 czworonogów, a gdy była taka potrzeba, do posiłku dodawał też lekarstwa. Później najbardziej potrzebujące zwierzaki zabierał do domu, a także do pokoju znajdującego się tuż nad restauracją. Michael J. Baines chciał jednak zrobić dla tych psów coś znacznie więcej. Został więc współzałożycielem organizacji „Człowiek, który ratuje psy”. Co więcej, z jego inicjatywy powstała też klinika weterynaryjna.

„Człowiek, który ratuje psy”

Organizacja „Człowiek, który ratuje psy” została założona w 2017 roku. W schronisku prowadzonym przez fundację aktualnie przebywa 600 uratowanych psów. Wolontariusze dodatkowo opiekują się i karmią kolejne 350 zwierzaków na obszarze Bangsaen i Sriracha. Na terenie placówki mieści się m.in. klinika weterynaryjna z pełnym zakresem usług, centrum opieki dla psów niepełnosprawnych, 3 baseny do terapii wodnej, 5 głównych pomieszczeń dla psów, miejsce do zabawy i strefa sterylna dla psów z poważnymi chorobami.

W schronisku pracuje 2 lekarzy weterynarii i asystent, 19 wolontariuszy, a także 3 pracowników administracyjnych. Przy tak dużej liczbie (600) psów trzeba było wypracować harmonogram pracy.

Do pracy w schronisku przygotowujemy się już od 5 rano. Między godziną 6 a 9 odbywają się poranne spacery, przygotowywanie posiłków, karmienie i sprzątanie. W międzyczasie – o godzinie 7 – wyrusza ciężarówka, aby nakarmić 350 bezpańskich psów znajdujących się w okolicy. Między 9 a 12 wykonujemy hydroterapię i fizjoterapię niepełnosprawnym psom. O godzinie 14 psy są wyprowadzane na popołudniowe spacery, następnie ponownie karmione i odbywa się sprzątanie. Między 15 a 17 jest konserwacja wózków inwalidzkich, pranie, a także kontrole zdrowotne – relacjonuje Chris Chidichimo, pracownik schroniska.

Koniecznie zerknijcie na Instagrama organizacji, gdzie można zobaczyć wiele uratowanych psów.

„Biegną bardzo szybko, a my nie możemy za nimi nadążyć”.

W Tajlandii jest wiele psów, które zostały niepełnosprawne w wyniku wypadku bądź przez… człowieka. Aktualnie w schronisku, oprócz tych zdrowych, znajduje się 45 niepełnosprawnych psów. W tym ponad 30 poruszających się na wózkach, które codziennie radośnie wspinają się po kamienistej ścieżce. Opieka nad tyloma psami, wśród których znajdują się te, które potrzebują dodatkowej pomocy, bywa niekiedy wyczerpująca zarówno psychicznie, jak i fizycznie. Bez wątpienia schronisko daje jednak chorym, zaniedbanym i maltretowanym tajlandzkim psom szansę na nowe życie, na które przecież zasługuje każde zwierzę.

Kiedy po raz pierwszy widzisz sparaliżowanego psa na wózku inwalidzkim, uśmiechniętego i biegającego swobodnie, jest to jedna z tych rzeczy, która wynagradza ci wszelkie trudności dnia codziennego w schronisku – opowiada Chris Chidichimo.

Tajlandzkie schronisko również zostało dotknięte pandemią

Schronisko jest finansowane wyłącznie z darowizn, a prowadzona przychodnia działa zupełnie za darmo. Z powodu pandemii koronawirusa przyszłość placówki stoi pod znakiem zapytania. Schronisko wydaje dziennie ponad 1300 dolarów (około 4800 zł) na opiekę nad 600 psami i karmienie 350 innych żyjących na ulicach. Ostatnimi czasy darowizny spadły o 40%. Zmniejszyła się też liczba zagranicznych gości, co dało się odczuć.

Dotychczas klinika była czynna 7 dni w tygodniu, obecnie – 5 dni. Przy niewielkiej liczbie odwiedzających darowizny żywności i zaopatrzenia znacznie się zmniejszyły. Ograniczone fundusze zmusiły też do zawieszenia comiesięcznej kampanii na rzecz sterylizacji i kastracji bezpańskich psów.

źródło: www.boredpanda.com | zdjęcie główne: www.instagram.com/themanthatrescuesdogs

Autor: Magdalena Olesińska
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments