Weterynaryjna wizyta domowa. Czy to rozwiązanie wszystkich problemów?


Wiele przychodni weterynaryjnych świadczy usługi wizyt domowych. Ale co to właściwie znaczy? Kiedy to się sprawdza?

Wizyta domowa to sytuacja, gdy lekarz weterynarii udaje się do domu, w którym przebywa chory zwierzak. Kiedy tak się dzieje? Wtedy, gdy pies jest zbyt chory lub zbyt duży, aby przywieźć go do lecznicy. Albo zwyczajnie tak jest wygodniej właścicielowi lub lekarzowi.

Pies a koń

Takie wizyty najczęściej dotyczą jednak dużych zwierząt, czyli krów i koni. Zdecydowanie łatwiej przemieścić się weterynarzowi niż choremu koniowi. To drugie wymaga dużego zaangażowania czasu, sił i środków oraz dłużej trwa. Lekarze tak zwanych małych zwierząt (tu mowa głównie o psach i kotach) nie przepadają za wizytami domowymi. Dlaczego?

Osobiście, jeśli mam wybierać pomiędzy dostępnością w przychodni wszystkich leków, rentgenu, USG i pomocą kolegi/koleżanki z dyżuru a pojechaniem do domu właściciela, zabierając tylko część z tych rzeczy i zawsze z ryzykiem zapomnienia czegoś ważnego, wolę, gdy pacjent przyjeżdża do przychodni. Diagnostyka jest pełniejsza, a pomieszczenia w przychodni dostosowane. W domu bywa różnie.

Sytuacja jest opanowana, o ile właściciel dobrze określi objawy pacjenta. Ale zdecydowanie częściej się zdarza, że te objawy czy diagnozy snute przez opiekunów mają niewiele wspólnego z diagnozą lekarza.

Jakie wizyty nie są problematyczne?

Szczepienia – czasem na jednej posesji albo na kilku, w bliskiej okolicy, jest więcej psów, które trzeba w podobnym czasie zaszczepić. Wtedy nie ma problemu! Wizyta profilaktyczna daje gwarancję, że jeśli nie zostanie odkryta jakaś choroba w badaniu przed szczepieniem, przyjazd lekarza do psa da pożądany efekt.

Kontynuacje leczenia – to sytuacje, gdy pies jest już zdiagnozowany, ale wymaga podawania leków czy kroplówek, z którymi nie daje sobie rady właściciel albo zwyczajnie woli, aby robił to weterynarz.

Eutanazje – mimo smutnych okoliczności, gdy właściciele podejmą decyzję o pożegnaniu się z ukochanym zwierzakiem, a są ku temu powody, dość często wybierają oni opcję wizyty domowej. Zwłaszcza dotyczy to zwierząt, które wyjątkowo stresują się przyjeżdżaniem do przychodni.

Kiedy lekarz zostaje kompletnie zaskoczony…

Zdarzają się jednak zaskakujące sytuacje, powodowane ludzką wygodą albo lenistwem. Regularnie przeprowadzam dyskusje o bezsensowności przyjazdu lekarza do domu. Choćby kilka dni temu przyszła do mnie pewna pani z pytaniem o wizytę domową. Rozmowa wyglądała mniej więcej tak:

– Mam psa, który wymaga pomocy. Coś mu się zrobiło w oczy i jakoś się tak ślini.
– No dobrze, to zapraszam z psem.
– Ale pani doktor, ja nie mam jak z nim przyjechać.
– To jak mam pani pomóc?
– A wizyty domowe robicie?
– Tak, zdarza się, jak mają sens.
– No właśnie, to niech pani do mnie przyjedzie.
– Jak duży to jest pies? Myśli pani, że da mi się dokładnie zbadać?
– Nie sądzę. To owczarek niemiecki. Stróżujący. On jest agresywny, biega po podwórku i nie da się złapać. Poza tym, nie przywiozę go, bo on nigdy nie jeździł samochodem!
– To znaczy, że atakuje obcych na swojej posesji?
– No tak! Po to jest.
– To jak sobie pani wyobraża, że zbadam mu oczy i zajrzę do pyska, aby zorientować się, skąd to ślinienie?
– Nie wiem… Nie ma pani jakichś sposobów?

Niestety, nawet najlepszy weterynarz jest jedynie człowiekiem. Jeśli właściciel psa sobie z nim nie radzi, to tym bardziej obcy człowiek nie da rady. Czasem beztroska opiekunów i ich bezmyślność, czy też nieodpowiedzialność, przekraczają wszelkie granice…