Podróżowanie z psem

Co przeżył żółw, czyli rzecz o tym, jak bezpiecznie przewozić zwierzęta

Wakacje. Samochód zapakowany. Dzieciaki umieszczone w fotelikach. Nasz przyjaciel żółw Pazurek, który rzecz jasna jedzie z nami, ułożony w koszyku ze swoimi przysmakami czeka spokojnie na swoją pierwszą podróż. Przed nami zaledwie 200 km.

Typowy obrazek szczęśliwej rodziny jadącej na wypoczynek. Droga spokojna. Wyluzowani jechaliśmy niespiesznie ku wakacyjnej przygodzie. W samochodzie wesoło. Dzieciaki śpiewają albo uśmiechnięte plotą trzy po trzy. Nic nie zapowiada kłopotów. Przecież każdy z nas wsiadając do samochodu przekonany jest o tym, że nic się nie stanie, że jesteśmy świetnymi kierowcami, którzy poradzą sobie w każdej sytuacji. My też tak uważamy.

I nagle na spokojnej drodze robi się zamieszanie. Trzeba hamować a my nie możemy. Pedał hamulca nie reaguje. Coś się popsuło? Przed nami i za nami inne samochody a my nic nie możemy zrobić. To są sekundy, które wywołują w nas przerażenie.

Nigdy nie zapomnę tej podróży, tych chwil bezradności i oczekiwania na najgorsze.  Całą historię spowodował nasz żółw, który w tajemniczy sposób wydostał się z koszyka i zadekował pod pedałem hamulca.

Tym razem nam się udało, ale…

Wtedy właśnie po raz pierwszy pomyślałam, że coś jest nie tak z przewożeniem zwierząt.  Jak bezpiecznie przewozić zwierzęta? Niezabezpieczone zwierzę bowiem może doprowadzić do nieszczęścia.

Zaczęłam rozmawiać i przyglądać się znajomym, temu jak przewożą domowych pupili. Najczęściej psy i koty, bo chyba niewielu z nas ciągnie akwarium z rybkami.  I co się okazało? Prawie 100 %  psów i kotów podróżowało bez żadnych zabezpieczeń. Właściciele kładli sobie na kolanach, na desce rozdzielczej, na tylnej półce przy oknie swoich milusińskich. Większe rasy swobodnie spacerowały po wnętrzu samochodu ewentualnie pakowane luzem do bagażnika.  Przecież podróż dla naszych zwierzaków to wielki stres i trzeba go załagodzić tak,  jak to tylko jest możliwe.

To tylko pech?

„Spokojnie sobie siedzi albo leży” słyszałam od wszystkich. Sama z resztą też tak myślałam.  Do czasu. Zobaczyłam bowiem pewnego dnia  nagrany filmik z miejsca wypadku. W samochodzie z rodziną podróżował labrador. Duży pies. Po zderzeniu przeleciał z tylnej kanapy do przodu a po drodze uderzył w głowę właściciela , doszło do uszkodzenia kręgosłupa szyjnego. Pies nie przeżył ostatniego wyskoku przez przednie okno.  To był drugi sygnał już bardzo tragiczny, że z transportem zwierząt coś sensownego trzeba zrobić. Ale i ten wypadek nie spowodował jeszcze we mnie potrzeby działania. Pomyślałam, no cóż fatalny pech.

Moje podejście zmieniło się dopiero, gdy założyłam fundację zajmującą się edukacją dla bezpieczeństwa drogowego. Zaczęłam przyglądać się sprawie głębiej. Zaczęłam szukać rozwiązań. W międzyczasie nawiązałam współpracę ze Stanową Agencją odpowiedzialną za bezpieczeństwo drogowe w Nowej Południowej Walii (Australia). Dostałam od nich wiele informacji. Wśród nich niesamowicie przygotowaną, bo opartą na rzetelnych badaniach, ścieżkę edukacyjną „od dziecka wczesnoszkolnego do pełnoletności”.  W pierwszym zestawie jedną z najważniejszych pozycji była fantastycznie ilustrowana książka o rodzinie: mamie, tacie, dwójce dzieci i psie. Historia wyglądała następująco:

Rodzinka uwielbiała wyjeżdżać na wycieczki.  Mieli tylko jeden, ale za to poważny problem. Nie mogli zabierać ze sobą swojego ukochanego przyjaciela.  On zostawał sam w domu – smutny i samotny. Bardzo tęsknił za nimi, a dzieci za nim. Zatem wycieczki nie mogły być tak radosne, jakby wszyscy chcieli. I pewnego dnia. Pies pojechał. Dostał w prezencie pasy bezpieczeństwa. Mógł już podróżować.
W Australii nie wolno przewozić zwierząt niezabezpieczonych w odpowiedni sposób.  Grożą za to wysokie mandaty. Pies jest traktowany podmiotowo i należy mu się takie samo bezpieczeństwo jak ludziom.

Nie ma przepisów

Proszę zwrócić uwagę  – wczesnoszkolne czyli około pięcioletnie dzieciaki uczą się bycia świadomymi i odpowiedzialnymi za swoich podopiecznych. W wielu krajach nie ma specjalnych przepisów dotyczących zabezpieczenia zwierząt przewożonych w samochodach osobowych . Natomiast edukacja, uczenie odpowiedzialności, przewidywanie ewentualnych skutków wypadku z psem czy kotem powoduje, że coraz większa liczba państw uznaje za konieczne rozwiązanie tego problemu.

„Lecący” z tylnej kanapy duży pies, spadający z deski rozdzielczej maluch, skaczący z przerażeniem na swojego właściciela, który właśnie jedzie autostradą. Kot wbijający sie pazurami, bo akurat czymś się zdenerwował.  I my jako kierowcy stajemy się bezradni. Mało, że nam grozi niebezpieczeństwo, to jeszcze narażamy innych.  Nie zdążymy zahamować, zareagować w odpowiednim czasie, zostaniemy zranieni i po prostu nie będziemy mogli wykonać żadnego ruchu i zwielokrotnione nieszczęście gotowe.

Kto zajmie się psem?

To jedna strona tego problemu. A jaka jest druga? Proszę sobie wyobrazić wypadek samochodowy. Pojechaliśmy z psem albo kotem niezabezpieczonym w odpowiedni sposób. Nie mamy przy sobie żadnych dokumentów zwierzaka, nie mamy informacji o pupilu. Dochodzi do zderzenia. My jesteśmy ranni, nieprzytomni, przyjeżdżają służby zajmują się nami, a w tym czasie pies lub kot pozostaje sam, często ucieka, błąka się dniami bez żadnej pomocy. Sam też może mieć obrażenia wewnętrzne i bez szybkiej reakcji po prostu umrze. Służby naszymi pupilami się nie zajmą. Najpierw muszą pomóc ludziom, zabezpieczyć miejsce wypadku, przeprowadzić wszystkie czynności techniczne opisujące zdarzenie. Nikt nie ma czasu dla naszych mniejszych braci. A przecież ich kochamy.

A jeśli tak to musimy być świadomi odpowiedzialności za ich bezpieczeństwo, zdrowie i życie. Przecież poza nami nikogo nie mają. Wielkim krokami zbliżają się wakacje. Będziemy wyjeżdżać z naszymi podopiecznymi. Pomyślmy zatem jak bezpiecznie odbyć z nimi podróż.

Co warto wiedzieć przed podróżą?

Zatem zanim wyjedziemy dowiedzmy się jakie są sposoby by zwierzak bezpiecznie odbywał podróż. Dobierzmy do rasy i wagi albo specjalne szelki wpinane w pasy albo transportery ale nie wybierajmy tych najtańszych, mogą nie wytrzymać sił jakie oddziałują na urządzenie w czasie wypadku. To samo dotyczy transporterów.

Czy można umieścić transporter w środku auta czy musimy przeznaczyć część bagażnika? Zabierzmy ze sobą książeczkę zdrowia psa, napiszmy informację z kim się kontaktować gdyby coś się stało i trzeba by było zająć się psem czy kotem. I zawsze pamiętajmy o tym, że w czasie wypadku działają prawa fizyki, których nie da się wyeliminować nawet przez najlepsze systemy bezpieczeństwa, urządzenia itp.

Producenci aut umieszczają w instrukcji obsługi pojazdu informacje, że jeżeli przekroczymy zalecaną przez producenta samochodu prędkość producent nie bierze odpowiedzialności za zdarzenie.

Chroniąc zwierzęta, chronimy też siebie

Pamiętajmy o konsekwencjach tych dla nas, jak i naszych podopiecznych.  Chroniąc ich chronimy także siebie. To my jako ci myślący i racjonalni zobowiązani jesteśmy do tego, żeby czynić nasze podróże jak najbardziej bezpieczne. Pamiętajmy, że nie jesteśmy sami na drodze, że droga to wspólna przestrzeń dla tych co jeżdżą i chodzą. Pamiętajmy też o tym, że na naszej drodze możemy spotkać słabszych od nas, z różnymi ograniczeniami i po prostu starszymi. Pamiętajmy też o tym, że nasi pasażerowie: dzieci czy zwierzęta zależą od tego jak my się zachowamy, jakie podejmiemy decyzje.

Uruchomiajmy wyobraźnię. Każda nasza decyzja niesie za sobą określone konsekwencje a często o tym nie myślimy wsiadając do samochodu.  Nie spieszmy się bez sensu. Jeśli dojedziemy 10 minut później nic się nie stanie.

Więcej informacji o bezpiecznym podróżowaniu na: http://www.josera.pl/pet-on-board/.

Autor: Anetta Czapska, Fundacja Marsz Zebry

Artykuł sponsorowany

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników