Mój kumpel Dido – wywiad z Krzysztofem Ziemcem


Okazało się, że prawdziwy pies to wcale nie musi być owczarek niemiecki – mówi dziennikarz Krzysztof Ziemiec.

Tego psa miało nie być, bo wszyscy jesteśmy alergikami. Mieliśmy już przykre doświadczenie ze świnką morską. Najstarsza córka Mania tak się dusiła, że podejrzewaliśmy jakąś poważną chorobę, a okazało się, że wszystkiemu była winna alergia na zwierzę. Szybko więc musieliśmy świnkę oddać w dobre ręce.

Choć zawsze lubiłem zwierzęta, pewnie nigdy nie zdecydowałbym się na psa, gdyby nie wizyta u szkolnej pani psycholog. Zapytała nas, czy wiemy, jakie jest największe marzenie naszej 10-letniej wtedy córki Mani. Okazało się, że marzyła o piesku. Wtedy nas olśniło, że przecież często rysowała siebie z pieskiem prowadzonym na smyczy. Zawsze staraliśmy się z żoną obdarzać całą trójkę dzieci równą miłością i atencją, ale Mani brakowało kogoś, kto byłby tylko jej, komu mogłaby się zwierzyć i do kogo mogłaby się przytulić. Dla jej prawidłowego rozwoju i lepszego samopoczucia mieliśmy rozważyć zakup psa. Kiedy po tej wizycie poruszyliśmy temat w domu, Mania płakała ze szczęścia, ale łzy radości mieszały się ze łzami smutku, bo zdawała sobie sprawę z alergii na zwierzęta nie tylko swojej, ale i mamy, taty i rodzeństwa.

Dido od Franciszka

Żona nie dała jednak za wygraną. Postanowiła znaleźć psa, który nie uczula. Słyszeliśmy o portugalskim psie dowodnym prezydenta Baracka Obamy, w którego rodzinie był podobny problem, ale uznaliśmy, że tak duże zwierzę nie nadaje się do mieszkania w bloku. Przeglądając  internet, żona natrafiła na maltańczyka. Spełniał wszystkie wymogi: był mały, niekłopotliwy, bardzo rodzinny, odporny na choroby, no i mądry. I taki właśnie maltańczyk Dido trafił do nas rok temu z hodowli w Częstochowie.

Mania, gdy tylko może, wychodzi z Didem na spacery i choć ma tylko 11 lat, potrafi się nim doskonale zaopiekować. Nasz pupil jest zrównoważony, radosny, przyjazny i łatwo się z nim dogadać. Nie wybrał sobie jednego pana, nie pokazuje, że kogoś ma w nosie. Nie stroi fochów. Obdarza nas swoją miłością po równo.

Myślę, że w życiu mało rzeczy dzieje się przypadkowo. Nasz 6-letni synek Franio zauważył niedawno, że św. Franciszek, jego patron,  jest także patronem braci mniejszych.

Zapakujcie mnie, jadę z wami

Z dzieciństwa pamiętam tylko koty, które mieszkały u babci i dla których moja mama, w czasach, kiedy wszystko było reglamentowane, zdobywała cudem świeże rybki. Koty były dla babci najważniejsze. Jedyny dotąd kontakt z psem miałem jeszcze w podstawówce. Razem z kolegą, dziś także dziennikarzem – Jarkiem Kulczyckim, i jego wilczurem spędzaliśmy wolny czas na Polu Mokotowskim. My na rowerach, a on biegał radosny za nami. Pewnie dlatego wydawało mi się, że prawdziwy, fajny pies to wyżeł, dog czy owczarek niemiecki. Sądziłem, że tylko takie czworonogi są mądre i mają charakter. Jak bardzo się myliłem, zrozumiałem dopiero teraz, kiedy mam maltańczyka.

Na początku trochę dziwnie się czułem z małym, białym pieskiem. Ale dziś w ogóle się tym nie przejmuję, bo już wiem, że Dido ma swoją wartość. A kiedy przechodnie zachwycają się jego urodą, to jestem z niego bardzo dumny!

Najbardziej urzeka mnie w nim jego niezwykła inteligencja. Był z nami zaledwie parę miesięcy, kiedy wybieraliśmy się na ferie zimowe do Krynicy. Walizki stały jeszcze niepozamykane i raptem w jednej z nich znalazł się nasz maltańczyk. Wyczuł, że wyjeżdżamy, i postanowił nam w ten sposób powiedzieć: „Zapakujcie mnie, jadę z wami”. Szybko też pojął, że dzieci rano wychodzą do szkoły i zamiast, jak to bywało na początku, próbować czmychnąć przez uchylone drzwi za nimi, kładzie się grzecznie z łebkiem opartym na skrzyżowanych łapkach, pogodzony z tym, że zostaje bez nich. I tylko jego oczy zdają się mówić: „Ja tu czekam, wróćcie do domu”.

Mobilizuje do ruchu

Wydawało się, że przy trójce małych dzieci (oprócz Mani i Frania mamy jeszcze 8-letnią córkę Olgę) i moim trybie pracy, nie damy sobie rady z kolejnymi obowiązkami. Ale zarówno mądry wybór rasy, jak i dobra organizacja są naszymi sprzymierzeńcami i dziś trudno by nam było wyobrazić sobie dom bez Dida. Bezsprzecznie to zasługa mojej żony, która w zarządzaniu domem jest mistrzynią świata. Wstaje przed szóstą rano i wychodzi z psem na spacer. Potem razem z nim biegnie po pyszne świeże pieczywo do pobliskiej piekarni. Kiedy dzieci i ja szykujemy się do wyjścia, ona przygotowuje śniadanie. Około 13, jeśli jestem w domu, zabieram Dida na kolejny spacer. Popołudnie, po powrocie ze szkoły, należy do dzieci.

Najważniejsze dla mnie i dla Dida jest wieczorne wyjście. Pies doskonale mobilizuje do tego, żeby się ruszać. Wielokrotnie obiecywałem sobie, że zacznę chodzić na siłownię, że od kolejnego poniedziałku poćwiczę „brzuszki” etc., ale zawsze coś stawało na przeszkodzie. Psu nie mogę powiedzieć, że nie mam czasu albo chęci. Biegamy więc razem co wieczór, raz on mnie przegoni, raz ja jego i potem obydwaj czujemy zdrowe zmęczenie. Tak staliśmy się kumplami i bardzo się lubimy.

Z psem jak z dzieckiem

W pierwszych tygodniach Dido trochę nami sterował. Nie mając doświadczenia, reagowaliśmy na każdą prośbę o wyjście i zdarzało się, że w ciągu dnia spacerował kilkanaście razy. Żona wzięła więc sprawy w swoje ręce i zapisała go na lekcje posłuszeństwa. Wtedy wydawało mi się to zbędne, bo sądziłem, że taki mały, ozdobny pies nie potrzebuje szkolenia. Dziś uważam tę decyzję za ze wszech miar słuszną, bo Dido okazał się pojętnym uczniem. Wielu rodziców dzieci ze szkoły, do której chodzi Mania, rozpoczęło lekcje ze swoimi pupilami, ale po drodze kilkoro wymiękło, bo to deszcz im przeszkadzał albo zmęczenie, albo brak czasu. Widzę teraz, z jakim trudem próbują okiełznać czworonogi, które wchodzą im na głowy. I podziwiam wytrwałość żony, która nie opuściła żadnej lekcji.

Odkryłem też, że z wychowaniem psa jest podobnie jak z wychowaniem dzieci. Trzeba to robić od samego początku i systematycznie. Maltańczyk potrzebuje zrównoważonego pana, bo rasa ta źle reaguje na emocjonalną huśtawkę. Przy dzieciach też trzeba powściągać emocje. Niejednokrotnie się przekonałem, że gdy się na nie pohukuje, one odbierają to jako przejaw naszej słabości. Dlatego także wobec Dida staram się być bardzo spokojny.

Instrukcja obsługi psa

Dido najlepiej czuje się na działce letniskowej, bo ma tam nieograniczoną możliwość ruchu, co uwielbia. W te wakacje pojawił się tam pies sąsiadów, łobuziak wzięty ze schroniska. Kiedy Dido usłyszał nawołujące do psoty szczekanie, znalazł dziurę w płocie i już go nie było. Wrócił, ale był tak umorusany, jakby przeszedł najczarniejsze błota i bagna. Łatałem więc dziury, ale on stale znajdował jakieś nowe wyjście. Po jego krótkowłosym koledze nie było widać śladów szaleństw, ale dla nas ciągłe kąpiele Dida stały się udręką. Spędził więc parę dni na kilkumetrowej smyczy i zrezygnował z kolejnych ucieczek.

Staramy się zabierać go z sobą na wakacje. W samochodzie pod nogami pasażera ma kojec ze starego swetra, w którym przesypia całą podróż. Kiedy jednak wyjeżdżaliśmy tego lata za granicę, pojawił się problem. Na szczęście moja mama, która też nigdy nie miała psa, zgodziła się nim zaopiekować. Mania przygotowała babci na kartce A3 instrukcję obsługi psa. Był tam harmonogram karmienia, spacerów i informacje o zwyczajach naszego maltańczyka. A na końcu znalazła się ważna adnotacja: „I pamiętaj, piesek ma na imię Dido”.

Krzysztof Ziemiec – Dziennikarz radiowy i telewizyjny. W 2008 r. stoczył zwycięską walkę o powrót do zdrowia po pożarze we własnym mieszkaniu, z którego uratował swoją rodzinę. Był gospodarzem wielu programów, m.in. cyklu „Niepokonani” czy „Mam inne zdanie”. Jako narrator wystąpił w filmie „Jan Paweł II – szukałem Was”. Prowadzi „Wiadomości” w TVP 1.

Autor: Paulina Król