Ma 18 lat, a już od sześciu prowadzi hotel dla zwierząt. Kim jest najmłodszy petsitter w Warszawie?


Petsitter Bartek Kusz ma 18 lat, a o prowadzeniu domowego hotelu dla zwierząt i zajmowaniu się psami wie już chyba wszystko. Niejeden doświadczony psiarz mógłby się od niego wiele nauczyć. Jak to możliwe, że Bartek ma swój psi biznes już od sześciu lat?

Petsitter Bartek Kusz – tak nazywa się fanpage Bartka na Facebooku. Poza tysiącami fanów ma tam też prawie 200 opinii – pochodzących od właścicieli zwierzaków, którymi Bartek się opiekował. To tylko niektóre z nich:

Jeśli kiedykolwiek jeszcze zajdzie potrzeba opieki nad moimi zwierzakami, to bez zastanawiania zwrócę się do Bartka.

 

Jako usługa opieki nad psem, pełny profesjonalizm, zawsze zgodnie z moimi oczekiwaniami, zaleceniami, wysłane zdjęcia ze spaceru, super. Bardzo polecam.

 

Niezawodność, wzorowa opieka, kameralne warunki dla pupila, indywidualne podejście do klienta.

Jak się to wszystko zaczęło? Czy to możliwe, by nastolatek prowadził psi hotel? Przeczytajcie tę niesamowitą historię!

Skąd wziąć pieniądze, by odciążyć mamę?

Gdy Bartek Kusz miał 12 lat, zapragnął mieć kieszonkowe – jak większość dzieci w tym wieku. Nie chciał jednak brać pieniędzy od mamy. Postanowił poszukać jakiegoś zajęcia poza domem. Pomysł przyszedł Bartkowi do głowy dość szybko – zwierzęta kochał od zawsze, sam miał zresztą psa, który chwilę wcześniej odszedł, zajmował się psami w schronisku. Chciał wyprowadzać psy na spacer, ale że miał wówczas 12 lat, łatwiej było przyjąć psa do siebie i tu z nim wychodzić pod okiem czujnej mamy. Były akurat wakacje, Bartek miał wolne od szkoły, więc zajmował się kolejnymi psami, gdy wszyscy wokół wyjeżdżali. To były pierwsze w pełni przepracowane wakacje.

Choć miał to być pierwotnie tylko pomysł na kieszonkowe i zrealizowanie marzenia – zakup komputera – biznes szybko zaczął się kręcić. Wakacje się skończyły, ale telefony od kolejnych właścicieli psów szukających dla nich opieki nie przestawały się urywać. Jedni zadowoleni opiekunowie polecali Bartka znajomym, ci kolejnym, i tak skala działalności nastolatka zdecydowanie przestała być lokalna.

bartek z mamą

Mocne wsparcie

Nie ma się jednak co oszukiwać, że to wszystko udało się Bartkowi samo. Od początku wspierała go mama, Anna Kusz – nie tylko mentalnie, ale też organizacyjnie. Założyła synowi stronę internetową http://www.petsitter.4kusz.pl/, która funkcjonuje zresztą do dziś, zajęła się odbieraniem telefonów, prowadzeniem kalendarza, logistyką. Krótko mówiąc, jest – jak sama się śmieje – office i marketing managerem całego przedsięwzięcia. Zajmuje się też zwierzakami, gdy Bartek jest w szkole, choć on przejmuje obowiązki, gdy tylko z niej wraca. A także w święta, weekendy, wakacje… Bo od tej pracy nie ma urlopu. Ale gdy się ją kocha, można się z tym pogodzić.

Petsitter Bartek Kusz

Z podwórkowej i okołosąsiedzkiej działalność Bartka szybko przerodziła się w firmę z prawdziwego zdarzenia. Dziś to domowy hotel dla zwierząt, ale nie tylko. Pani Ania i Bartek przyjmują psy do swojego mieszkania na warszawskim Mokotowie, podejmują się też opieki nad kotami – ale raczej w mieszkaniach mruczków – i wychodzą z psami na spacery, jeśli właściciel długo pracuje.

Właściwie robią wszystko, o co poprosi właściciel, a wymagania są różne, i nie każdy hotel podejmuje się takich zadań specjalnych. Przykłady? Ktoś potrzebuje oddać psa do hotelu, ale o 5 rano. Ktoś inny chce swojego pupila odebrać o 23.30. Wystarczy zadzwonić, umówić się, ustalić szczegóły. Jest pani, która dużo pracuje, i oddaje Bartkowi swoją suczkę na dzienną opiekę, a potem prosi, by pieska odwieźć jej do domu o 19. Para jedzie na wesele do przyjaciół, a ich sunia akurat ma cieczkę – i nikt nie chce jej wziąć pod opiekę. Pani Ania i Bartek zawsze znajdują wyjście z sytuacji, i zawsze starają się pomóc. Gdy dzwoni ktoś z trudną i pilną sprawą, zapewne usłyszy w słuchawce: „Czy możemy pomóc? Absolutnie nie… Absolutnie nie możemy zostawić pana na lodzie! Oczywiście, proszę przywieźć pieska”. Albo ustalają inną formę opieki.

Każdy dzień jest przygodą

Gdy pytamy Bartka o typowy dzień pracy, nie wie, co odpowiedzieć. W firmie „Petsitter Bartek Kusz” (tak, tak, to zarejestrowana działalność!) nie ma czegoś takiego jak zwykły dzień. Wszystko zależy od tego, jakie akurat psy mają pod opieką, czy będzie to ta sama ekipa, co poprzedniego dnia (raczej mało prawdopodobne), czy towarzystwo się zmienia. Czy trzeba do jakiegoś psa podjechać i wyprowadzić go na spacer, odwiedzić kilka kotów, a może z jakimś zwierzakiem podjechać od weterynarza. Cała logistyka rozpisana jest na dużej tablicy, by było widać, co jest do zrobienia i by nikt o niczym nie zapomniał.

Teraz, gdy panują takie upały, Bartek i jego mama wstają o 5 rano. Tylko w ten sposób zdążą wyjść z psami, zanim zrobi się naprawdę gorąco. Przeważnie opiekują się w jednym momencie 4-6 czworonogami. Więcej niż 8 raczej nie przyjmą, bo po prostu zrobi się zbyt tłoczno – a psiaki muszą się czuć komfortowo, jak w domu. Wyspacerowane psy jedzą śniadanie, te, które muszą, dostają też leki. Potem, około godziny 10 psy, których właściciele wyrazili na to zgodę, jadą z panią Anią na działkę. To piękny, leśny, ogrodzony teren, znajdujący się zaledwie 30 minut od centrum Warszawy, gdzie psiaki mogą wybawić się, wybiegać, schłodzić w wodzie pod troskliwą opieką człowieka, a potem odpocząć w domku przed powrotem do miasta.

W tym czasie Bartek zostaje w mokotowskim mieszkaniu z psiakami, przyjmuje nowych podopiecznych, oddaje właścicielom tych, którym zakończył się pobyt. Co ważne, żaden pies nigdy nie zostaje sam. Bartek i pani Ania się dziwią, gdy pytamy, czy czworonogi czasem zostają same choć na chwilę. Przecież właściciele dlatego powierzają im opiekę nad swoimi pupilami, że im ufają i wiedzą, że zwierzęta będą pod ich opieką 24 godziny na dobę.

Powrót do bazy

Całe towarzystwo spotyka się znów w mieszkaniu pod wieczór, w godzinach 18-20. Pani Ania po drodze, wracając z działki, czasem rozwozi niektóre psiaki do domów, gdy taka była umowa. Jeśli trzeba z jakimś zwierzakiem pojechać do weterynarza, także nie ma problemu – robi to. Bartek jeszcze prawa jazdy nie ma, ale wkrótce zamierza zrobić, by odciążyć mamę w jeżdżeniu.

Po powrocie psy dostają jedzenie i odpowiednią porcję… czułości i pieszczot. To bardzo ważne, by nie odczuły tego, że brakuje ich właścicieli – pani Ania i Bartek starają ich zastąpić w każdym aspekcie. Dlatego też żaden z domowników nie ma problemu z tym, że zwierzaki w dużej mierze lądują na noc w ich własnych łóżkach. Pani Ania śmieje się, że na fanpage’u „Petsitter Bartek Kusz” najwięcej zdjęć przedstawia jej syna śpiącego w łóżku, obłożonego psami. Dla psiaków ta bliskość z człowiekiem jest jednak niezwykle istotna – dzięki niej mają dokładnie tak jak w domu.

Dobranoc

Przed samą nocą, około godziny 23, wszystkie psiaki wychodzą na ostatni spacer. Przed blokiem, w którym mieści się ich domowy hotelik, znajduje się duży teren zielony, który w zupełności wystarcza na szybką, wieczorną przebieżkę. Potem powrót do mieszkania i całe towarzystwo, zmęczone i szczęśliwe, zasypia – wtulone w Bartka lub jego mamę  Anię.

Jeśli z którymkolwiek z psów coś się dzieje, pani Ania dzwoni do zaufanego weterynarza. Może się z nim skontaktować o każdej  porze dnia i nocy, a potem w trybie natychmiastowym umówić na wizytę. To niezwykle ważne zarówno dla niej, jak i właścicieli psów. Dla niej, bo ma poczucie bezpieczeństwa, wie, że zawsze może się udać po pomoc do profesjonalisty. A ludzie przecież powierzają jej i Bartkowi zdrowie i życie swoich pupili. Dla właścicieli psów przebywających w hotelu to równie ważne, bo mają pewność, że ich pies – choć z dala od domu – będzie doskonale zaopiekowany, nawet gdyby zachorował.

Właściciele zwierzaków są na bieżąco informowani o tym, jak zachowują się ich zwierzaki podczas pobytu w hotelu. Messenger, sms i telefon to główne kanały komunikacji w ciągu dnia. Tą drogą najczęściej właściciele dostają dziesiątki zdjęć, co pozwala im w spokoju spędzać wakacje, bo wiedzą że ich pupile są pod najlepszą, domową opieką.

Opowiedz o swoim psie

Aby zgłosić potrzebę skorzystania z usług Bartka, należy wypełnić formularz na stronie – KLIK! I tu możecie się zdziwić – formularz ma bowiem aż… 40 pytań! Pomyślicie, że to szaleństwo? Nic z tych rzeczy! Wieloletnie doświadczenie Bartka i pani Ani pokazuje, że najważniejsze, to zdobyć jak najwięcej informacji o zwierzaku. Stąd tyle pytań – im dokładniej właściciel na nie odpowie, tym lepiej dla jego psiaka. A w hotelu będą się mogli lepiej przygotować na jego przyjęcie. O co pyta Bartek Kusz, zanim przyjmie psa pod swoją opiekę?

  • Jakiej rasy jest pies (lub w typie jakiej rasy)?
  • Czy jest zaborczy?
  • Ile ma lat?
  • Czy jest wykastrowany/wysterylizowany?
  • Ile waży?
  • Czy lubi dzieci?
  • Czy się czegoś boi?
  • Jaki ma stosunek do kotów?
  • Czy ma skłonności do uciekania?
  • Czy grzecznie zostaje sam w domu?

To tylko część pytań, ale i tak widać, jak wiele informacji należy podać. Wszystko dla dobra naszego pupila – Bartek chce mu stworzyć warunki zbliżone do domowych, a więc musi się dowiedzieć, jak psiak funkcjonuje na co dzień.

Domowo i kameralnie, ale profesjonalnie

„Petsitter Bartek Kusz” to hotel domowy, kameralny, w którym psy są traktowane jak członkowie rodziny. Bartek i pani Ania robią wszystko, by poczuły się swobodnie. Z tego powodu przyjmują tylko kilka psów jednocześnie, by każdemu zapewnić swoją uwagę. Z tego też powodu zapewniają im całodobową opiekę i gościnne łóżko, w którym zawsze znajdzie się miejsce dla kochanego podopiecznego. Zapewniają ruch, zabawę i pieszczoty, kiedy tylko futrzaki tego potrzebują. 

Bartek na pytanie, co może powiedzieć o swojej pracy, odpowiada z uśmiechem. „To nie jest praca, to styl życia. Praca ma określone ramy czasowe, a my jesteśmy dyspozycyjni całodobowo. Przez całą dobę odpowiadamy za bezpieczeństwo i samopoczucie naszych podopiecznych, jak również za spokój ich właścicieli”. 

Ale dlatego też się kształcą i rozwijają, by być w tej pracy coraz lepszym. Bartek już wie, że prowadzenie hotelu „Petsitter Bartek Kusz” to jego zawodowa przyszłość. Dlatego niedawno skończył kurs na profesjonalnego petsittera, wcześniej też kurs pierwszej pomocy czworonogom. Choć doświadczenie już ma ogromne, chce też mieć dobre podstawy teoretyczne. Skoro postanowił z opieką nad czworonogami związać swoje życie, podchodzi do tego bardzo poważne. Trzymamy za niego kciuki!

Więcej informacji na stronie Petsitter.4kusz.pl.


Artykuł sponsorowany