Pies i papuga - Psy.pl - mamy nosa!

Pies i papuga

Papuga to ptak niesłychanie uczuciowy, potrzebuje stałej obecności członków rodziny. Jeśli jednak wśród nich jest pies, sprawdźmy, czy nie ma morderczych instynktów

Trzy razy w życiu miałam papugi i zawsze było to zrządzenie losu, a nie mój wybór. Piszę o tym, aby się wytłumaczyć z posiadania zwierząt, które nie powinny żyć w klatce skazane na łaskę i niełaskę człowieka. Tak naprawdę jedynie papużki faliste dość dobrze się w niej czują.

Miałam wtedy może pięć lat, ale doskonale pamiętam ten wigilijny wieczór. Czekałam na Świętego Mikołaja z workiem prezentów. Nagle ktoś delikatnie zastukał w szybę – kiedy tata otwierał drzwi balkonowe, już prawie widziałam ośnieżoną czapę. Nie był to jednak Święty Mikołaj – ojciec trzymał w garści małą, zieloną, zziębniętą papużkę falistą, która okazała się… papużkiem. Ojciec szybko dokupił Władeczkowi niebieską małżonkę Janeczkę. Wkrótce zapapuzienie domu doszło do piętnastu sztuk. Psy, które mieszkały u nas od zawsze, nie miały chyba kłopotu z zaakceptowaniem fruwającego towarzystwa. Nie przypominam sobie, aby którakolwiek papużka została skrzywdzona.

Trzeba jednak wiedzieć, że papugi można zaprzyjaźniać tylko z psami nie posiadającymi morderczych instynktów. Dorosły czworonóg, który nie zna ptaków, z pewnością zainteresuje się szybko przemieszczającym się kolorowym obiektem i nawet niechcący może go uszkodzić. Poza tym ptaki są ogromnie wrażliwe i nie należy narażać ich na stres związany z zaprzyjaźnianiem na siłę. Powinno się to odbywać stopniowo, a podczas takiego poznawania na odległość będziemy w stanie ocenić intencje psa.

Po latach, także w czasie Bożego Narodzenia, gdy Władeczek i Janeczka fruwali już w ptasim raju, do moich drzwi zapukała sąsiadka: „Pani Dorotko, u mnie na balkonie siedzi papuga, taka mała”. Poszłam więc do niej i po chwili trzymałam w dłoniach zziębnięte mikrociałko zielonej papużki falistej – samczyka.

Władzio (dokładniej: Władysław II) był przemiłym i inteligentnym osobnikiem, który szybko się zorientował w domowej sytuacji. Miałam wtedy trzy suczki: Żunię, Punię i Dunię. Żunia, czyli Madame Żużu – ni to ratler olbrzymi, ni doberman miniaturowy, Punia, czyli Opuncja – zajęta tylko sobą, egocentryczna, choć urocza pekinka, i jamniczka Dunia, której duszą miotały sprzeczne emocje łowcy i tchórza. Żunia i Punia nie odczuwały potrzeby dokładnego poznania nowego członka domowej społeczności, podczas gdy Dunia – wręcz przeciwnie. Z jej wnętrzności dobywał się jęk niespełnionego łowcy, kiedy wpatrywała się w zielony, ruchliwy obiekt. Władzio miał klatkę, ale mógł do woli korzystać z całego mieszkania, co w wypadku papugi jest dozwolone tylko przy zabezpieczonych siatką oknach i braku kota. Kota wtedy nie było, okna miałam osiatkowane, ale miałam też Dunię. Na szczęście papuga od razu się zorientowała, że lądowanie na podłodze to duże ryzyko.

Ponieważ papużki faliste żyją w dużych stadach, po kilku dniach kupiłam Władziowi żonę, ale żółto-zielona piękność okazała się samczykiem i otrzymała imię Janek. Obaj unikali kontaktów z Dunią i zajmowali tylko górne partie mieszkania. Dokupiłam jeszcze dwie papużki – tym razem się udało, obie okazły się samiczkami. Niestety jedna z nich była nieostrożna i zdarzało jej się przysiąść na dole. No i stało się. Tłuściutka jamniczka wykazała się świetnym refleksem i złapała niefrasobliwą papużkę. Dunia niewątpliwie miała mordercze zamiary, ale była już prawie pozbawiona zębów, papuzie życie udało się więc ocalić.

Znowu minęło wiele lat. Losy zawiodły mnie na Półwysep Arabski, gdzie pracowałam w lecznicy dla zwierząt. I tam także przygarniałam niechciane istoty. Tak trafiły do mnie bardzo chora suczka i bardzo chora papuga żako. Obie miały zostać uśpione, ale dzięki lekom i dobrym warunkom przedłużyłam im życie. Mogłam przez dwa miesiące być świadkiem niezwykłej przyjaźni.

Suczka była pustynnym kundelkiem z ponosówkowymi powikłaniami. Zapewne nigdy nikt nie okazał jej cienia sympatii, a tu nagle trafiła do raju. Miała nie tylko pełną miskę i dobre słowo, ale i moje łóżko do dyspozycji. Kuracja usprawniła jej schorowane ciało i zdążyła pożyć jako szczęśliwy pies. Papuga cierpiała na ciężkie schorzenie płuc, ale leki pozwoliły jej w miarę normalnie oddychać i… zaprzyjaźnić się z psem. Nie wiem, dlaczego stara, chora papuga zapragnęła bliskości psa, a pies, który nigdy wcześniej papugi nie widział, na tę bliskość nie tylko przystał, ale wręcz ptaka pokochał. Cudownie było patrzeć, jak łysawa papuga drepcze po psie, mamrocząc pod nosem, a suczka wyciągnięta na łóżku nadstawia się do „poskubania”. Były nierozłączne. Nawet na spacer zabierałam papugę – bez niej pies odmawiał wyjścia. On chodził po piasku, a ona po mnie.

Cieszę się, że – nim odeszły – pozwoliłam obu odzyskać wiarę w ludzi i jestem im wdzięczna za lekcję miłości.

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Przeczytaj także

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *