Pies byłego proboszcza leżał wycieńczony pod kościołem

W upalne niedzielne przedpołudnie w kościele w jednej z podlubelskich wsi trwała msza. W pobliżu kościoła leżał wycieńczony, osowiały pies (później się okaże, że to pies proboszcza, który wcześniej kierował parafią). Nikt nie zwracał na niego uwagi, nie próbował mu pomóc. Jego losem zainteresowała się dopiero kilkunastoletnia wolontariuszka, która wraz z rodziną przyjechała do kościoła z Lublina.

Pies się nie podnosi, oddycha z trudem, miejscami przerzedzona, skołtuniona i zalepiona brudem sierść odkrywa zaczerwienienia na brzuchu i wewnętrznych powierzchniach ud, wśród niej kłębią się liczne pasożyty. Pies jest słaby, osowiały – napisano na facebookowym fanpage’u Fundacji na Rzecz Obrony Praw Zwierząt Ex Lege.

Wolontariuszka, o której mowa, współpracuje z fundacją Ex Lege. Zrobiła zdjęcia psa, nakręciła filmik i wysłała do fundacji. Tam natychmiast zdecydowano o tym, żeby pojechać na miejsce. Gdy wolontariusze dotarli do podlubelskiej wsi, psa nie było pod kościołem, zaczęli więc go szukać.

Czyj to pies? No jak to – to pies proboszcza!

Dopytujemy okolicznych mieszkańców o los zwierzęcia. Kto go zna? Do kogo należy? I tu jesteśmy zszokowani! Znają wszyscy! Wszyscy określają stan psa jako zły i potwierdzają, że pies żyje wolno, bez stałego miejsca zabezpieczającego go przed niekorzystnymi warunkami atmosferycznymi, jednak trzyma się terenu parafii, ponieważ… od wieku szczenięcego należał do księdza, który ponad rok temu odszedł na emeryturę i wyprowadził się z parafii. Według napotkanych przez nas osób, ów ksiądz zostawił go, nie powierzając nikomu nad nim opieki! – piszą wolontariusze na fanpage’u Ex Lege.

Obecny proboszcz potwierdza, że to pies proboszcza, który wcześniej kierował parafią. Okazuje się, że pies jest dokarmiany przez uczniów i pracowników szkoły podstawowej w czasie roku szkolnego, ale teraz… są wakacje. I nie ma kto tego robić. Proboszcz wystawił dwie miski z wodą (niestety brudną) i czasem daje mu coś do jedzenia. Wolontariusze dalej szukają psa i w końcu go znajdują.

Po piąte – nie zabijaj!

Pies dużej rasy, starszy, wyniszczony, wychudzony, słaniający się na nogach, brudny, ze skołtunioną sierścią, cuchnący. Serce pęka, rozum nie ogarnia, łzy cisną się do oczu. Jak się dowiedzieliśmy, pies nigdy nie chodził na smyczy. Mimo że jest podobno łagodny w kontaktach z ludźmi, resztką sił reaguje agresywnie na próbę schwytania, założenie obroży, włożenie do klatki transportowej – piszą wolontariusze Ex Lege na Facebooku.

Psa udało się przewieźć do całodobowej kliniki weterynaryjnej  i jest w trakcie badań. Ex Lege prosi o wsparcie, bo już pierwsza doba w klinice kosztuje 900 zł.

Pomóżcie nam w walce o jego życie. Link do zbiórki: https://www.ratujemyzwierzaki.pl/popiateniezabijaj.

Autor: Magdalena Ciszewska