Pies też człowiek - Psy.pl - mamy nosa!

Pies też człowiek

Pałac Prezydencki to miejsce, które kojarzy się z dostojnymi lokatorami i równie dostojnymi gośćmi. W pałacu mieszka też Saba, ukochana suczka prezydenckiej pary. Czytelnikom "Mojego psa" opowiada o niej pani prezydentowa Jolanta Kwaśnie

Kiedy i w jakich okolicznościach Saba trafiła do Państwa domu?
Sabka jest pierwszym zwierzakiem w naszym domu. Zadomowiła się u nas zaraz po śmierci mojej mamy. Pochowaliśmy mamę w czerwcu 1990 roku, a we wrześniu postanowiłam przynieść do domu psiaka, o którym zawsze marzyła nasza Oleńka, a także mój mąż. W sercu miałam wtedy ogromny smutek i pustkę. Pomyślałam, że psiak może wnieść do domu trochę radości. Wtedy nie pracowałam, więc mogłam zająć się szczeniakiem. Jego poprzednia właścicielka, która musiała oddać pieska, poinformowała wprawdzie, że Sabka ma 4 tygodnie, ja jednak nie zdawałam sobie sprawy, że tak mały piesek powinien być jeszcze przy matce. Saba stale piszczała i siusiała w całym mieszkaniu. Była jednak spełnionym marzeniem naszej córki, która pomagała sprzątać po szczeniaku. Ola od początku wiedziała, że jako właścicielka psa, prócz zabawy, będzie miała także obowiązki.
Saba wniosła do domu mnóstwo radości mimo, że była psem nieznośnym, zwariowanym i psotnym. Pierwsze miesiące jej życia pod naszym dachem były bardzo trudne, szczególnie dla mnie. Gdy zaczęłam pracę, nigdy po powrocie do domu nie wiedziałam, co zastanę. Saba wykopywała całą ziemię z wielkiej donicy, gryzła na strzępy liście kwiatów, wysypywała proszek do prania na podłogę, podjadała meble. Sprawiała mnóstwo kłopotów.

Jak suczka zareagowała na Państwa przeprowadzkę do Pałacu Prezydenckiego i na fakt, że mają Państwo dla niej mniej czasu?
Sabinka po przeprowadzce do Pałacu Prezydenckiego czuła się bardzo nieswojo. Miała już wówczas 6 lat i taka duża zmiana warunków – z zacisznego mieszkania do Pałacu, gdzie właściwie przez cały czas słychać jakieś hałasy – była dla niej bardzo dotkliwa. W naszym apartamencie pojawiało się wtedy mnóstwo ludzi, którzy kończyli prace remontowe i urządzali pomieszczenia. Pies był zdezorientowany i przestraszony. Wcześniej, podczas naszej nieobecności, Saba lubiła wylegiwać się przy oknie kuchennym i obserwować, co dzieje się na osiedlu. W Pałacu została pozbawiona jakichkolwiek widoków na zewnątrz, bo okna są wykuszowe i umieszczone bardzo wysoko. Bardzo jej tego brakowało.

Kto zajmuje się Sabą podczas Państwa nieobecności? Gdzie wychodzi na spacery i kto ją wyprowadza?
Gdy nie ma nas, Saba jest wyprowadzana przez panią Grażynkę, która prowadzi nasz dom. Suczka przyzwyczaiła się do swojej nowej opiekunki. Na spacerze obie wędrują po całym Powiślu. Saba nie lubi spacerów ogrodowych, zresztą jako posłuszny piesek nigdy się tam nie załatwia. Uwielbia bardzo długie spacery.

Czy zdarza się, że wyjeżdżają Państwo gdzieś razem z Sabą?
Saba zawsze towarzyszy nam podczas weekendowych wyjazdów do lasu poza Warszawą. Zawsze spędza z nami również wakacje nad morzem. Jest dla nas członkiem rodziny i tak ją traktujemy. Bardzo często mówię rodzicom, którzy zastanawiają się, czy kupić dzieciakom zwierzaka, że muszą to zrobić w takim momencie rozwoju swoich pociech, aby umiały być odpowiedzialne za zwierzę. Aby nie traktowały psa jak zabawki, przedmiotu, którym można się cieszyć przez parę dni, a jak się znudzi, zostawić. Bardzo często mówię: „pies też człowiek”.
Wszystkie choroby Saby przeżywamy tak, jak pozostałych członków rodziny. Nasza suczka w pierwszym roku życia miała poważny wypadek. Wpadła pod samochód i musiała przejść operację. Jej cierpienia trwały przeszło trzy miesiące. Nie mogła wejść na swój ulubiony fotel, ani przyjść do naszego łóżka. Spaliśmy wtedy z nią na podłodze. Może zbyt ją rozpieściliśmy, ale nadal śpi z nami w łóżku. Zwłaszcza teraz, gdy ma przeszło 13 lat i jest bardzo chora. Niedawno dowiedzieliśmy się, że ma chorobę nowotworową płuc. Ma kłopoty z oddychaniem, więc razem z nią nie śpimy po nocach. Głaszczemy ją, żeby mogła spokojnie usnąć. Traktujemy ją, jakby była naszym dzieckiem. Mamy żal do Pana Boga, że źle to wymyślił, pozwalając naszym zwierzakom odchodzić tak wcześnie. Chcielibyśmy, żeby towarzyszyły nam do późnych lat.

W ciągu ostatnich ośmiu lat spotykała się Pani z szefami i głowami państw. Czy w czasie tych rozmów, albo poza protokołem zdarzało się, że mówili Państwo o swoich pupilach? Czy któraś z tych historii szczególnie utkwiła Pani w pamięci?
Z głowami państw spotykamy się bardzo często i rozmawiamy także o naszych zwierzakach. Większość z tych osób ma psy, wielu prezydentów ma koty, konie. Pamiętam bardzo długą rozmowę z prezydentem Bushem w lipcu 2002 roku. Większość naszych rozmówców, jeśli ma swoje psy, jest zupełnie szalona na ich punkcie. Kiedy byliśmy z oficjalną wizytą w Czechach, na uroczystości pożegnalnej prezydenta Havla, pani Dagmar Havlowa opowiadała o jednej ze swoich bokserek, która była w wieku naszej Sabinki, ciężko chorowała i nie można było znaleźć dla niej odpowiedniego leku. Poradziłam wówczas kurację, która wcześniej pomogła naszemu psu. Przesłaliśmy jej także lek, dzięki któremu Saba pozostawała jeszcze do niedawna w świetnej kondycji. Dlatego byłam bardzo oburzona, gdy jakiś czas temu przeczytałam w kolorowym magazynie o smutku w Pałacu Prezydenckim z powodu choroby naszej Saby. Wtedy była jeszcze całkiem zdrowa. Ten ktoś, kto wymyślił nieprawdziwą historię, jakby wykrakał chorobę naszego psa.

Jak Pani zdaniem można rozwiązać problem bezdomnych zwierząt. Czy dość drastyczne przepisy ustawy o ochronie zwierząt, które pozwalają myśliwym na strzelanie do wałęsających się w lasach psów i kotów nie powinny zostać zmienione?
Jest to rzeczywiście poważny problem. Dobrze by było, gdyby te bezdomne zwierzaki mogły znaleźć dom, czy jakiś przytulny kąt i ludzi, którzy chcieliby je kochać i wziąć za nie odpowiedzialność. Jeśli chodzi o bezpańskie koty, powinno się przeznaczyć większe środki na sterylizację – szczególnie tych głodujących w blokowiskach. Kotów jest często tak dużo, że powodują one agresywne zachowania mieszkańców. Moim zdaniem przepisy ustawy, pozwalające na strzelanie myśliwym do wałęsających się psów i kotów, powinny zostać zmienione. Ideałem byłoby, gdyby właściciele otaczali swoje zwierzęta opieką. To rzecz podstawowa. Gdyby dodać do tego przepisy o sterylizacji i zapewnić jeszcze większe środki na właściwe warunki w schroniskach dla zwierząt, byłoby to spełnienie marzeń.
Psy Pierwszych Dam

Bokserka Sugar Dagmar i Vaclava Havlów dosłownie „wygryzła” z Pałacu Prezydenckiego na Hradczanach poprzedniego psa prezydenta Czech – sznaucerkę Dulę, która była ulubienicą pierwszej żony Havla Olgi. Dula trafiła pod opiekę pracowników Pałacu.

Los Humphreya, do niedawna Pierwszego Kota Wielkiej Brytanii, był podobny. Na Downing Street trafił w 1989 r., za premierostwa Margaret Thatcher, potem towarzyszył kolejnemu premierowi Johnowi Majorowi. Jego kolejni właściciele – Cherie i Tony Blairowie wyekspediowali go na wieś, gdzie leczył chorobę nerek. Humphrey omal nie zginął kiedyś pod kołami Cadillaca Billa Clintona.

Jego następca na fotelu prezydenta USA George W. Bush, razem z żoną Laurą od trzech lat mieszka ze szkockim terrierem Barney,em. Pies nie tylko swobodnie porusza się po pokojach Białego Domu, ale prezydencka para często zabiera go w podróże zagraniczne.

Ludmiła i Władimir Putinowie od dawna hodują labradory. Dwa miesiące temu ich suczka Koni urodziła osiem szczeniąt: cztery ciemne, podobne do mamy, i cztery jasne. Ponieważ nastąpiło to akurat w nocy przed wyborami parlamentarnymi w Rosji, a Putinowie pomagali przy porodzie, rano przy urnach wyglądali na nieco niewyspanych.

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *