Pomocne utrapienie - Psy.pl - mamy nosa!

Pomocne utrapienie

Z polskimi schroniskami dla zwierząt współpracuje kilkanaście tysięcy wolontariuszy. W niektórych uważani są za przydatną pomoc, w innych - za utrapienie

Przyjaciele wszystkich zwierząt
Każdy wolontariusz będzie musiał zadeklarować, jak często zamierza przychodzić do schroniska (minimum dwa razy w miesiącu), a także zobowiązać się do ścisłego wykonywania zaleceń dyrekcji i zatrudnionych w schronisku opiekunów zwierząt. Wolontariusze mają stać się pomocnikami pracowników schroniska, nie będą już mogli zajmować się tylko wybranymi przez siebie psami, lecz zwierzętami wskazanymi przez opiekuna.
– Nie chcemy, żeby jakiś wolontariusz pomagał np. tylko swojej ulubionej grupie bokserów. Jeśli jest się przyjacielem zwierząt, to wszystkich – mówi Henryk Strzelecki, zastępca dyrektora schroniska.
Każdy wolontariusz będzie podpisywał umowę ze schroniskiem i z góry określał terminy przyjścia do pracy – chodzi o uniknięcie sytuacji, gdy jeden pracownik schroniska zajmuje się większą liczbą wolontariuszy.

Będzie bezpieczniej
Zaostrzeniu ulegną także przepisy bezpieczeństwa. Dla wszystkich nowoprzyjmowanych osób mają być organizowane szkolenia. Kontrowersje wzbudza zasada, że wolontariuszom nie będzie wolno samodzielnie nakładać psom smyczy i kagańców. Gotowe do spaceru zwierzęta przekażą im pracownicy schroniska. Ponadto wszyscy wolontariusze będą teraz ubezpieczeni od odpowiedzialności cywilnej i od następstw nieszczęśliwych wypadków.
Czy równie szczegółowe i restrykcyjne przepisy będą obowiązywać we wszystkich schroniskach w Polsce? Niekoniecznie, jak bowiem sprawdziliśmy, w większości placówek obowiązują regulaminy, przygotowywane przez dyrekcje. Stąd wynika również bardzo różne podejście do wolontariuszy. W częstochowskim schronisku np. nie są oni mile widziani. – Mamy wystarczająco dużo własnych pracowników. Wolontariusze, jako osoby niedoświadczone, zwiększają ryzyko wypadku – mówi Małgorzata Tomżyńska, dyrektor schroniska. Pytana, dlaczego w innych miastach korzysta się z ich pomocy, stwierdza: – Może inni dyrektorzy są odważniejsi…
W Pabianicach jest odwrotnie: do pomocy przyjmuje się niemal wszystkich chętnych. – Dolną granicę wieku ustaliliśmy na 12-13 lat – mówi Patrycja Czajkowska, zootechnik. Ze względów bezpieczeństwa wolontariusze nie mogą jednak wchodzić do boksów. Na spacery zabierają psy z przyschroniskowego hotelu.

Do innych prac
W różnych miastach różnie wygląda też zakres obowiązków wolontariuszy. Najczęściej wyprowadzają psy na spacery, ale czasem też sprzątają boksy, pielęgnują zwierzęta, pomagają przy ich karmieniu. Starają się także o adopcje swoich podopiecznych.
– Najważniejsze, by odpowiednio wykorzystywać zapał wolontariuszy. Nie będzie wielkiej pociechy z osoby, której każemy malować płot, podczas gdy ona chciałaby mieć kontakt z psami – mówi Eugeniusz Rogiel, prezes Zarządu Głównego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami.
Tymczasem w wielu schroniskach brakuje rąk do pracy nie związanej bezpośrednio ze zwierzętami.
– Najlepsze byłoby rozwiązanie, by za każdą godzinę prac porządkowych wolontariusz mógł później przez godzinę popracować z psem – mówi Rogiel.

Listy do prezesa
Do prezesa TOZ-u piszą listy chętni do pracy młodzi ludzie, którym nie pozwolono na pracę w schroniskach. Wobec przepełnienia przytulisk takie odmowy mogą budzić zdziwienie, ale podkreślić trzeba również, że nie wszystkie schroniska są gotowe na przyjęcie wolontariuszy.
– Są dla nas nie tylko pomocą, ale często także utrapieniem i źródłem dodatkowych obowiązków dla pracowników – usłyszeliśmy w jednym ze schronisk, które mimo wszystko przyjmuje wolontariuszy. Schroniska często mają zbyt mało ludzi, by zajmować się zwierzętami, a co dopiero młodymi pracownikami. Problemem są również kwestie finansowe. Czasami brakuje nawet środków na wyposażenie wolontariuszy w odzież ochronną.
– Pamiętam pierwszy spacer z moją podopieczną – opowiada Justyna Koczorowska, wolontariuszka z Płocka. – W schronisku nie było porządnych smyczy i obroży. Smycz kupiłam z pieniędzy od taty, a obrożę sunia dostała po mojej Kamie.

Uczucia w nagrodę
Na co mogą liczyć wolontariusze w zamian za swoją pracę? Z reguły tylko na psie uczucia. Najczęściej miłość, ale bywa też, że na zazdrość innych psów, którym wolontariusz nie poświęca tak wiele uwagi.
W niektórych schroniskach dyrekcje starają się uhonorować swych najlepszych pomocników – wysyłają listy pochwalne do szkół i uczelni. Czasami dzięki sponsorom możliwe są nagrody rzeczowe. Wolontariusze w Jeleniej Górze dostali niedawno zegarki, a w Warszawie władze TOZ podczas „Majówki ze zwierzętami” nagrodziły swoich najlepszych wolontariuszy książkami z dedykacją prezydenta miasta.

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *