Fajerwerki a pies – dlaczego to dla niego realne zagrożenie
Dla człowieka fajerwerki są krótkotrwałą atrakcją, dla psa to chaos sensoryczny bez możliwości zrozumienia, skąd pochodzi zagrożenie i kiedy się skończy. Słuch psa jest wielokrotnie czulszy niż ludzki. Domowe czworonogi wychwycą odgłosy o dużo wyższej częstotliwości, nawet 45 kHz, a dodatkowo lepiej „zbierają” dźwięki z otoczenia dzięki poruszaniu uszami. Do tego dochodzą wibracje powietrza oraz błyski światła, które dezorientują i wyzwalają reakcje obronne.
Organizm psa reaguje tak, jakby znalazł się w sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia. W krótkim czasie dochodzi do ogromnego wyrzutu kortyzolu i adrenaliny, przyspieszenia pracy serca, napięcia mięśni i utraty zdolności racjonalnej oceny sytuacji. To nie jest zwykły strach, który można „opanować”, a czysta reakcja biologiczna skierowana na przetrwanie.
Jak fajerwerki wpływają na psychikę psa długofalowo
U części psów stres kończy się wraz z ciszą po północy. U wielu jednak dopiero wtedy zaczynają pojawiać się konsekwencje. Jedna wyjątkowo intensywna noc może stać się punktem zapalnym dla trwałych problemów behawioralnych.
Po Sylwestrze u niektórych psów rozwijają się fobie dźwiękowe, nadwrażliwość na burze, trzaskanie drzwi i nagły hałas. Pojawiają się problemy ze snem i apetytem, a czasem także zachowania agresywne wynikające z narastającego napięcia. Opiekunowie często mówią wtedy: „Wcześniej się nie bał, a teraz reaguje na wszystko”. Trauma nie zawsze ujawnia się natychmiast i bardzo często narasta wraz z kolejnymi bodźcami.
„Mój pies się nie boi” to najbardziej złudne przekonanie
Wielu opiekunów jest przekonanych, że skoro ich pies nie wpada w panikę przy pierwszych wybuchach, to problem ich nie dotyczy. Tymczasem psy reagują na stres bardzo różnie. Jedne uciekają w panice, inne szczekają, drżą i próbują sforsować drzwi, ale są też takie, które zamierają w bezruchu i nie reagują. To właśnie ta ostatnia reakcja bywa najbardziej niepokojąca, bo często mylona jest ze spokojem.
Brak widocznej histerii nie oznacza braku cierpienia i strachu. Oznacza jedynie inną strategię radzenia sobie z lękiem, która nie chroni psychiki zwierzęcia przed konsekwencjami.
Dramat opiekunów i schronisk
Sylwester to jeden z najtrudniejszych momentów w całym roku również dla schronisk. I to z dwóch głównych powodów.
W pierwszych dniach stycznia do placówek trafiają setki, a nawet tysiące psów po ucieczkach z posesji, zerwaniu się ze smyczy, wyskoczeniu przez otwarte drzwi czy zniszczeniu ogrodzeń w panice. Część z tych zwierząt nigdy nie wraca do swoich domów, ponieważ silny stres dezorientuje psa tak bardzo, że potrafi oddalić się o kilkanaście kilometrów w zupełnie przypadkowym kierunku, tracąc szansę na odnalezienie drogi powrotnej. Dla schronisk oznacza to przepełnienie, braki kadrowe, ogromne koszty leczenia i rekonwalescencji zwierząt w stanie silnego stresu pourazowego.
Jednak przede wszystkim cierpią zwierzęta obecne w schronisku. Każdy, kto choć raz odwiedził to miejsce wie, jak bezdomniaki reagują nawet na pojawienie się kogoś obcego na terenie placówki. Już sama obecność człowieka sprawia, że zaczynają szczekać, krążyć po boksie i stresować się narastającym hałasem. Kiedy dochodzą do tego dźwięki fajerwerków, schronisko zamienia się w otchłań paniki i lęku. Gdy dodamy do tego równania fakt, że przebywają tam psy po przejściach, które niekiedy już mają traumy, nakreśla to bardzo przykry obraz (i nazwijmy to po imieniu) znęcania się nad zwierzętami.
Dlaczego to problem społeczny, nie tylko „czyjegoś psa”
Fajerwerki nie krzywdzą jedynie pojedynczych zwierząt w domach czy schroniskach. Krzywdzą także zwierzęta żyjące na wolności w miastach, ptaki, a pośrednio również ludzi, którzy przez kolejne tygodnie i miesiące próbują odbudować psychikę swoich podopiecznych.
To łańcuch konsekwencji, którego nie widać z perspektywy kilkunastominutowego pokazu na niebie. Problem nie kończy się wraz z ostatnim wystrzałem. On dopiero wtedy zaczyna być widoczny w gabinetach weterynaryjnych, schroniskach i domach opiekunów.
Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami w Polsce co roku apeluje – nie strzelaj w Sylwestra. Czy naprawdę jedna samolubna decyzja ludzi musi generować tyle cierpienia zwierząt?
Czy da się to zmienić? Tak, ale tylko wspólnie
Zmiana nie zaczyna się od zakazów, a od świadomości. Od decyzji, że cudza rozrywka nie może odbywać się kosztem bezpieczeństwa innych, także tych, którzy nie mają głosu i nie wyrażą sprzeciwu.
Coraz więcej miast rezygnuje z klasycznych fajerwerków na rzecz pokazów światła, laserów i projekcji multimedialnych. To rozwiązania, które pozwalają zachować efekt widowiska bez wywoływania paniki i cierpienia u zwierząt. Każda taka decyzja realnie zmniejsza skalę problemu, który koniec końców dotyczy nas wszystkich.
Co może zrobić każdy z nas?
Każdy opiekun ma realny wpływ na to, jak jego pies przeżyje tę noc. Rezygnacja z petard na własnym podwórku, rozmowa z sąsiadami, zabezpieczenie przestrzeni, w której pies będzie przebywał, oraz edukacja i rozmowa – to wszystko są małe decyzje, które w skali miasta i potem kraju mają ogromne znaczenie.
Sylwester można świętować inaczej. Można witać nowy rok bez huku, strachu i ucieczek. A prawdziwą miarą dobrej zabawy nie powinien być dźwięk wybuchów, lecz to, czy następnego dnia wszyscy – także ci na czterech łapach – budzą się w bezpieczeństwie.

Artykuł powstał we współpracy z Towarzystwem Opieki nad Zwierzętami w Polsce.