Snoopy czy Mona Liza – wywiad z Radkiem Brzózką


Strachliwa suczka, wierny przyjaciel czy pełen werwy i ochoty do biegania beagle? Jaka jest prawda o Monie Radka Brzózki?

Odkurzacz to najczęściej używany sprzęt w moim domu, od kiedy mam suczkę rasy beagle. Mona linieje właściwie przez cały rok, a jej ostre włosy wbijają się wszędzie. I jest jeszcze Magister, kot, którego sierści też nie brakuje. Magister zawdzięcza swoje imię wyjątkowemu sprytowi. Czasem aż boję się pomyśleć, co nowego wpadnie mu do głowy. Miał jeszcze brata bliźniaka Zenka, którego od kociaka ciągnęło do natury i w końcu przepadł bez wieści. Szukałem go po całym osiedlu, ale niestety bez rezultatu.

Moja przygoda z psami zaczęła się kilka lat później, gdy spotykałem się z dziewczyną, która miała foksterierkę Fraszkę. Z podziwem i nieukrywaną zazdrością obserwowałem jej wspaniałe relacje z domownikami. Fraszka wyjeżdżała z nimi na wszystkie wakacje, brała udział w ich życiu jak pełnoprawny członek rodziny. Pomyślałem wtedy, że skoro i tak często pracuję w domu, to idealnym dopełnieniem mojego stada byłby pies. Nie zdecydowałem się jednak na foksteriera, ponieważ już wiedziałem, że w duecie z kotem mogą stworzyć duży problem. Przypomniało mi się wtedy, że mój serdeczny przyjaciel wspominał kiedyś o beagle’ach. Odwiedziłem wszystkie strony internetowe poświęcone tej rasie, obejrzałem dziesiątki zdjęć. Ostatecznie o wyborze przesądziły miłe wspomnienia z dzieciństwa. Snoopy, bohater moich ulubionych bajek, też był beagle’em, do tego sympatycznym i błyskotliwym.

Mona
fot. Celestyna Król

Kto tu rządzi

Relacje Magistra z pięciomiesięcznym szczeniakiem na początku nie były łatwe. Beagielka Mona obdarzyła kota ogromnym zaufaniem, ale on czuł się panem domu i nieraz dawał jej w kość. Obserwowałem ich, ale starałem się nie ingerować, wiedząc, że zwierzaki same muszą się dogadać. Któregoś dnia Magister pacnął Monę otwartą łapą prosto w pyszczek. To zdarzenie zaważyło na ich relacjach, ale także na późniejszych zachowaniach Mony.

Stała się wycofana i nieufna wobec obcych. Tamtego dnia schowała się w najgłębszym kącie na blisko dwie godziny, tak bardzo się przestraszyła. Magister nadal czasem ją gnębi, ale tylko dla zabawy. Mona porusza się po domu bardzo czujnie, szczególnie, gdy mija drzwi, zza których kot może znienacka wyskoczyć. Ale lubią się bawić. Zadziwiające, że kiedy razem baraszkują, Mona szczeka bezgłośnie, to znaczy tylko otwiera pysk. Może nie chce się stawiać kotu? W końcu to on jest szefem.

Pies jak kot

Beagle’e nie ujawniają od razu swojej inteligencji. Spotkałem się z opiniami, że są trudne do ułożenia, uparte, a nawet mało kumate. Mona jest dość nietypowa jak na beagle’a, bo nie lubi obcych, ale widzę, że w jej łepetynie ciągle coś się przetwarza. Są to jednak psy, które mają swój świat, swój pomysł na życie, w czym bardzo przypominają koty. Kiedy zawołam Monę, to chętnie przychodzi, żeby ją pogłaskać, pobawić się, ale to ona decyduje, kiedy ma dość, i po prostu odchodzi, i zajmuje się czymś, co jej bardziej odpowiada, na przykład węszeniem. Łapę, owszem, podaje, ale tylko wtedy, kiedy jej się to opłaca, czyli za smakołyk. Jeśli go nie mam, ostentacyjnie odwraca głowę, jakby podawała łapę za karę.

Radek Brzózka
fot. Celestyna Król

Żwacz za warowanie

Właściciele psów dzielą się na tych, którzy uważają, że psa trzeba nauczyć bezwzględnego posłuszeństwa, i tych, których zdaniem powinien on być przede wszystkim szczęśliwy. Ja wybieram drugą opcję. Mam czasem wyrzuty sumienia, że nie byliśmy na żadnym szkoleniu, ale Mona nauczyła się podstawowych poleceń błyskawicznie. Jedyny problem miałem z warowaniem, bo nie wiedziałem, jak tego nauczyć. Podczas pobytu w Chorwacji, gdzie oddawałem się swojej pasji, czyli lataniu na paralotni, spotkałem właściciela dużej firmy, który z zamiłowania był trenerem psów. I to on podrzucił mi kilka wskazówek, dzięki którym w jeden dzień nauczyłem Monę warowania. Beagielka robi to najchętniej, kiedy poczuje zapach żwacza. To jej ulubiony przysmak. Ostatnio polubiła też inne naturalne gryzaki. Nawet nieco zmieniła swój stosunek do nieznanych osób i bez strachu podchodzi do obcych facetów w parku, jeśli zauważy, że coś pysznego podają swoim pupilom.

Do szkolenia Mony nie używałem klikera, bo to już wyższa szkoła jazdy. Przekonałem się jednak, że można z nim zdziałać cuda. Otóż organizator szkolenia dla paralotniarzy też miał beagle’a, według niego wcielenie diabła. Gdy miał zostać sam, umieszczano go w specjalnym pokoju z drzwiami bez klamki, ponieważ ta nie była dla niego przeszkodą. Forsował drzwi i potrafił zdemolować cały dom. Nasz wspólny znajomy właściciel firmy szkoleniowiec zadeklarował, że wychowa tego niesfornego psa. I udało mu się, choć był to dorosły, pięcioletni zwierzak.

Co z tą kupą

Bardzo lubimy z Moną spacerować po plaży, choć na naszym wybrzeżu niewiele jest miejsc dostępnych dla psów. Ludzie się ich brzydzą i mają pretensje o to, że te załatwiają się na dworze. Szczerze mówiąc, większym problemem są dzieci, które też to robią, ale wykopują na przykład głębokie doły przekształcające się w mało przyjemne pułapki. A po psie łatwo sprzątnąć i śladu nie ma…, pod warunkiem że sprzątamy. Ja zawsze to robię.

Chociaż na Pradze, gdzie mieszka moja mama, nie ma koszy i trzeba wędrować z kupą kawał drogi, żeby się jej pozbyć. Na moim osiedlu sprząta już dość dużo osób, zresztą gmina zadbała o papierowe torebki, które można znaleźć przy drzwiach w każdym budynku. Złoszczą mnie ci opiekunowie większych psów, którzy nie robią tego, tłumacząc, że to za duży balast. Nie rozumiem takiego tłumaczenia. Chętnie wziąłbym udział w kampanii promującej sprzątanie kup, bo bez nieustannej edukacji nie będziemy mieli czystych ulic i parków.

Radek Brzózka
fot. Celestyna Król

Trzy pyski psa

Byłbym niesprawiedliwy, twierdząc kategorycznie, że Mona to nietypowy, choć rasowy beagle. Ona po prostu ma kilka wcieleń.

Mona strachliwa to ta, która panicznie się boi nieznajomych i tłumu. Bardzo lubimy razem wyjeżdżać w góry, na Mazury, nad morze, żeby nabrać oddechu. Szukam wtedy inspiracji do mojej pracy dziennikarskiej i nie wyobrażam sobie, żebym mógł coś wymyślić bez niej. Podobnie jak ja, Mona woli spokój. Na deptaku w Międzyzdrojach cały czas się wyrywa i szuka bezpiecznego miejsca na kryjówkę. To jej oblicze bywa nieco uciążliwe.

Ale jest też Mona – mój wierny przyjaciel, która siada przy mnie, kiedy pracuję, która śpi wtedy, kiedy ja odsypiam zarwane noce, i która wychodzi na wspólny spacer o czwartej nad ranem. Ta Mona zostaje sama z Magistrem i nigdy nic nie niszczy w domu. Nie mam też żadnych problemów w hotelach, ponieważ uwielbia pokoje hotelowe. Zwykle od razu po przyjeździe wskakuje na łóżko i jeśli muszę gdzieś wyjść, grzecznie czeka w tym miejscu do mojego powrotu, żeby potem szaleć z radości, że idziemy na spacerek.

Trzecie wcielenie Mony to prawdziwy beagle, pełen werwy i ochoty do biegania w sforze. Wystarczy otwarta przestrzeń i suczka zmienia się nie do poznania. Tam, gdzie mieszkamy, jest dość spory teren do spacerów, na którym spotyka jeszcze trzech pobratymców tej samej rasy. Jednego z nich, Diega, wypatruje szczególnie, bo to jej cichy wielbiciel. Cała czwórka – Mona, Diego, Iroki i Nona – potrafi ganiać za innym, zwykle większym psem. Mona nie rządzi w tej sforze, ale naśladuje kolegów: otacza i obszczekuje delikwenta, tu już normalnym głosem, oczywiście bez cienia agresji. Budzą się w tych domowych beagle’ach instynkty myśliwskie, choć nikt ich w takim celu nie wykorzystuje.

Jak z obrazu

Mona jest ze mną od trzech lat. Kiedy przywiozłem ją od hodowcy spod Łowicza, długo się zastanawiałem, jakie nadać jej imię. Gdy byłem już trochę zrezygnowany, fajne imię podrzucił mi brat. Teraz widzę, że Mona idealnie do niej pasuje. Przez swoje zamknięcie w sobie sprawia wrażenie, że jest dystyngowana niczym Mona Liza z obrazu Leonarda da Vinci.

Radek Brzózka
dziennikarz radiowy i telewizyjny. Był prezenterem w porannym programie TVP 1 „Kawa czy herbata?”. Obecnie prowadzi autorski program popularnonaukowy „Jak to działa?” w TVP 1. 

Autor: Paulina Król