Ratowali psa zamkniętego w aucie. Właściciel był wściekły

Zamkniętego w aucie zaparkowanym naprzeciwko filharmonii zwierzaka zauważył przechodzący tamtędy taksówkarz Paweł Strzępek. Wraz z towarzyszącą mu dziewczyną Aleksandrą najpierw usłyszeli pisk i szczekanie zwierzaka, a potem zorientowali się, że dobiegają one z jednego z samochodów.

W środku był niewielki piesek przypięty smyczą do dźwigni hamulca ręcznego. Gryzł smycz tak, jakby chciał się uwolnić – opowiadali reporterom www.gazetalubuska.pl Paweł i Aleksandra.

W aucie były lekko opuszczone szyby. Szczelina wynosiła kilka centymetrów. Tak, że ledwo można było włożyć palce.

Taksówkarz zadzwonił na policję i poinformował, że w zamkniętym samochodzie znajduje się pies. Powiedział też, żeby nie wzywać strażaków, bo sam lekko opuści szybę. Zaczął to robić, gdy na miejsce jechał patrol policji.

Po jakimś czasie zjawił się właściciel psa i zaczął krzyczeć na Pawła i Aleksandrę i się odgrażać. Po czym wsiadł do samochodu i ruszył. W tym momencie podjechała policja i zablokowała mu drogę.

Facet wyskakuje z auta i na widok policji krzyczy, że zniszczyłem mu auto. Mówi, że okopałem mu samochód dookoła, porysowałem i szyby mu się nie otwierają – relacjonuje Paweł Strzępek.

Dodaje, że gdyby tak było, to na parkingu leżałby lakier. Uważa, że właściciel wymyślił zniszczenia auta, by się na nim zemścić.

Niczego nie zniszczyliśmy, szkoda nam było tylko tego pieska – mówi Aleksandra.

W kontekście zachowania właściciela Paweł żałuje, że prosił policję o niewzywanie strażaków.

Wybiliby szybę i byłoby po sprawie – mówi.

Sprawa dotycząca psa zamkniętego w aucie będzie prowadzona przez zielonogórską policję z kategorii znęcania się nad zwierzętami. Właściciel psa w swym zachowaniu nie widzi jednak nic złego.

Wykrzyczał mi, że pies miał lekko uchylone szyby i w dodatku są one przyciemniane, więc jego zdaniem samochód się nie nagrzał – opowiada Paweł Strzępek.

W sprawie rzekomego zniszczenia samochodu policja prowadzi osobne postępowanie. Prawnik komentuje to tak:

Jeżeli osoba świadomie zawiadamia o przestępstwie, którego nie było, musi się liczyć z konsekwencjami prawnymi, a te są poważne. Takie zgłoszenie jest bowiem przestępstwem – mówi mecenas Robert Kornalewicz z kancelarii Szymański Kornalewicz z Zielonej Góry.

Autor: Magdalena Ciszewska