Rozalia w krainie zwierząt – wywiad z Rozalią Mancewicz

O psach, które pomogły jej zdobyć tytuł Miss Polonia, oraz o zniknięciu szczeniaka – opowiada Rozalia Mancewicz.

Wywiad z magazynu „Mój Pies i Kot” nr 3(30)/2018Z Rozalią Mancewicz rozmawia Paulina Król.

Kangury i koale, kojarzone przez każdego z Australią, to zwierzęta związane z dzieciństwem Rozalii. Urodziła się bowiem i do piątego roku życia wychowywała w Melbourne, w Australii, dokąd wyjechali kiedyś jej dziadkowie, a potem rodzice. W każdy weekend rodzice zabierali małą Rozalkę na spacery do specjalnego parku, gdzie przebywały oswojone zwierzaki. Chlebkiem karmiła kangury, które same do niej podchodziły.

Jak wspomina, najbardziej przyjazne były kangurze mamy noszące w torbach małe kangurzątka. Z samcami trzeba było obchodzić się z ostrożnością. Czują się obrońcami rodziny, są dużo większe i lubią się boksować.

Już od dawna mieszkasz w Polsce, ale kangury nadal są blisko Ciebie.

Rodzice założyli w Pomigaczach na Podlasiu gospodarstwo agroturystyczne Majątek Howieny. Wraz z dwiema siostrami i bratem zajmujemy się jego prowadzeniem. Jest tu stara kuźnia, wiatrak, wieża strażacka, i dużo starodawnych wiejskich sprzętów. Jedna z największych atrakcji tego urokliwego miejsca to minizoo, które stworzył mój tata.

Tata zawsze chciał mieć zwierzaki, ale babcia, czyli jego mama, nie zgadzała się na żadne zwierzę w domu, nawet na rybki. Teraz on sobie to rekompensuje. Cały zwierzyniec to królestwo taty. Mamy tu małpki, kangury walabia, konie, kucyki, daniele, lamy, kózki, strusie, kaczki, gęsi, łabędzie, w sezonie bociany, ale też króliki i papugi. Wszystkie zwierzaki na terenie majątku mają specjalne wybiegi i pomieszczenia, niektóre nawet z podgrzewaną podłogą. Tata, gdy wyjdzie do nich rano, to nierzadko wraca dopiero wieczorem. To po nim wszyscy mamy zamiłowanie do zwierząt.

Pełniąc honory Miss Polonia, przez cały rok gdzieś wyjeżdżałam, a wtedy bardzo tęskniłam za zwierzakami, często dzwoniłam i pytałam, jak się mają. Najbliższe są mi małpki, pewnie dlatego że najbardziej przypominają ludzi. Pół roku temu urodziła się u nas malutka małpka i mamy teraz całą małpią rodzinkę. Często bywam na ich wybiegu. Znają mnie dobrze, więc mogę im podać palec, a one delikatnie go łapią i ściskają.

Rozalia z jack russell terrierami
fot. Celestyna Król

Papugi to też nie lada gratka w takim miejscu.

Papugi to oczko w głowie taty. To są ptaki, które potrzebują stałego kontaktu z człowiekiem. Mamy tu afrykańskie żako, ale też ary i kakadu. W sezonie wiosenno-letnim ara siedzi na patio obok gości i tam sobie gada, a najchętniej podłapuje słówka z rozmów i je powtarza, czym wszystkich wprawia w zachwyt. A naszą kakadu kupiliśmy od kogoś, kto uczył jej wcześniej różnych powiedzonek. Na szczęście zwykle wywołuje tylko uśmiech, gdy na powitanie kogoś obcego mówi: dzień dobry, stara wariatka.

Masz także trzy urocze psy rasy jack russell terrier.

Tacie zawsze podobały się te pieski. Są wesołe, towarzyskie, nieduże, a więc nikomu nie zrobią krzywdy. To ważne, bo przyjeżdżają tu coraz liczniej goście, w tym dużo dzieci. Mamy tu całą psią rodzinkę. Jest Fruzia, Maniuś i ich córeczka Zuzia. To psy bardzo żywiołowe, na tych siedmiu hektarach mogą spożytkować nagromadzoną energię. Każdy jest inny.

Maniuś lubi jeść, wywęszy wszystko i wszędzie zagląda. To prawdziwy tatuś i on rządzi. Jak mu coś nie pasuje, to warknie na Fruzię lub Zuzię. Kiedy podaję jedzenie, musi być pierwszy, wtedy pozostałej dwójce daję jedzonko z boku. Fruzia woli posiedzieć w domu, w ciepełku, to taka ustatkowana mamusia na pełnym etacie. Ale jest największą obrażalską. Jeśli nie podzielę się z nią kanapką, odwraca łeb i wybiórczo głuchnie, udając, że nie słyszy, co do niej mówię. Zuzia jest najmłodsza i wszędzie jej pełno. Uwielbia dzieci, które przyjeżdżają do majątku na szkolne wycieczki. Animatorki często proszą potem dzieci, żeby narysowały, co im się najbardziej podobało. Najczęściej rysują nasze pieski.

Podczas wesel psy cały czas są wśród weselników. Kiedyś Fruzia nawet nie wróciła do domu, tylko została na imprezie do czwartej nad ranem. Zresztą na moim weselu też cały czas były z nami. Często dostajemy zapytania od par młodych, czy mogą mieć ze sobą psa, bo to ich przyjaciel, członek rodziny. Oczywiście nie ma z tym problemu.

Nie boisz się, że psy mogą się zgubić na tak dużym terenie?

One zawsze przybiegają, jak tylko je zawołam, nawet gdy jest już ciemna noc. Chociaż pewnego razu, po dniu pełnym gości, przepadła nam Fruzia, jeszcze była szczeniakiem. Szukaliśmy jej po całym terenie. I nagle podjeżdża samochód, z którego wyskakuje nasza suczka. Okazało się, że tak się spodobała pewnym dziewczynkom, iż schowały ją sobie pod kurtkę i dopiero pod Białymstokiem ich mama usłyszała w samochodzie piszczenie psa. Bardzo nas przepraszała za ten przykry incydent.

Trzy jack russell terriery
fot. Celestyna Król

Czy to są Twoje pierwsze psy?

Gdy byliśmy dziećmi, mieszkały z nami ulubione przez tatę rottweilery Lady i Okej. Po nich były dwa owczarki środkowoazjatyckie Dyzio i Lola. Po Dyzia siostra pojechała pociągiem aż do Łodzi. Przywiozła małą, pulchniutką kuleczkę, czarno-białą jak miś panda. Z nim byłam bardzo związana. Lubił wspólne turlanie się, pieszczoty, a szczególnie czesanie. Rozkładał się na plecki z łapami do góry, a ja go wtedy wyczesywałam. Te wspaniałe psy pomogły mi także w jakimś sensie zdobyć tytuł Miss Polonia w 2010 roku. Musiałam wtedy zadbać o sylwetkę i kondycję, a nie potrafię sobie odmówić naszych regionalnych potraw, takich jak kartacze, placki ziemniaczane czy pierogi. Na wsi nie ma klubów fitness, pozostało mi więc bieganie. I to psy mnie mobilizowały.

Jak tylko zawołałam: „lecimy, pieski!”, od razu były gotowe. Zadowolone robiły tzw. ukłon, czyli psią zachętę do zabawy. Biegaliśmy zwykle ponad godzinę dookoła naszego gospodarstwa, a mamy tu piękne lasy i zdrowe powietrze. Przyznam, że nieźle dawały mi w kość. Ja wracałam umęczona, a one były gotowe pobiec jeszcze przynajmniej do Białegostoku, czyli kolejne 8 km. Lola to dziś staruszka, a Dyzio niestety już za Tęczowym Mostem.

Niedługo wraz z mężem i dwuletnim synkiem przeprowadzisz się do nowego domu. Czy russelki weźmiesz ze sobą?

Maniuś, Zuzia i Fruzia mają tu tyle przestrzeni, biegają z kucykami, polują na gryzonie w stajni, i cały czas coś się dzieje, a one to bardzo lubią. Byłoby mi szkoda zabierać je stąd. Zresztą jestem tu z nimi prawie cały dzień, bo to moje miejsce pracy. Chciałabym jednak, aby mój synuś Henio i planowana jeszcze co najmniej dwójka dzieci wychowywali się z psami, tak jak ja. To uczy odpowiedzialności, empatii i szacunku dla zwierząt.

Myślę, że będziemy mieć dwa psy, jednego dużego, który przy okazji trochę popilnuje domu, ale będzie przyjazny dla dzieci, i drugiego małego. Taki Flip i Flap. To także ważne dla piesków, żeby jeden nie czuł się osamotniony, kiedy my będziemy w pracy, a Henio w przedszkolu. Na pewno będą szczęśliwsze, mając swoje towarzystwo. Widzę to po relacjach między russelkami. Na razie uczę synka, jak właściwie obchodzić się z psami. Bardzo się lubią nawzajem, ale Henio czasem je podszczypuje. Tłumaczę mu wtedy, że pieski też odczuwają ból, i pokazuję, jak je delikatnie głaskać. Z radością obserwuję, że rozumie już coraz więcej.

Rozalia z pieskami
fot. Celestyna Król

Gdybyś miała wybór, to wolałabyś być gołębiem czy psem?

A tak, podczas wyborów Miss Universe na pytanie, jakim bym chciała być zwierzęciem, spontanicznie odpowiedziałam, że gołębiem, bo symbolizuje wolność, ale też delikatność. Inne dziewczyny chciały być lwami czy tygrysami, ale to nie mój charakter. Dzisiaj bliższe są mi cechy psa, takie jak wierność, szczerość czy oddanie bliskim. Bo taka jestem. Miałabym tylko jako pies jedno marzenie: chciałabym trafić do dobrych ludzi.

Rozalia Mancewicz – modelka, Miss Polski Nastolatek 2004, Miss Polonia 2010, miss internautów, obecnie wraz z siostrami i bratem prowadzi gospodarstwo agroturystyczne na rodzinnym Podlasiu.

Autor: Paulina Król