Tandemowe Trip Love

Tandemowe Trip Love! Wywiad z podróżnikami z Mikołowa, którzy wraz z psem pojechali za koło podbiegunowe

Poznajcie Klaudię Jadwiszczyk i Krzysztofa Lewickiego - zapalonych instruktorów survivalu - oraz ich psa Kadlooka.

To niezwykłe trio – Tandemowe Trip Love – za swoją zimową ekspedycję rowerową za koło podbiegunowe zostało nominowane do prestiżowej nagrody przyznawanej przez National Gheographic Traveler, w kategorii „Podróż roku”.

Zakochali się w surowości, tajemniczości i magicznej niedostępności dalekiej Północy. Oprócz dalekich podróży i przyrody fascynują ich pierwotne kultury i tradycje. Nieodłącznym towarzyszem wypraw jest pies rasy alaskan malamute – Kadlook. Spędzili dziewięć miesięcy w podróży, z czego sześć zimą w mroźnej Skandynawii.

Chociaż kochają mrozy, oboje są ludźmi niezwykle ciepłymi i chętnie dzielącymi się przeżyciami i doświadczeniem z każdym, kto chce posłuchać. Miłośnicy ekologicznego stylu życia i czerpania nauki z tego, co daje natura. Oto Tandemowe Trip Love.

Klaudia, Krzysztof i Kadlook, czyli Tandemowe Trip Love, to niezwykle dobrane, podróżnicze trio. Jak się to wszystko zaczęło?

Tandemowe Trip Love, Klaudia: Bardzo trudne pytanie, na które bym mogła odpowiadać i odpowiadać… Na pewno można powiedzieć, że podróżowaliśmy wspólnie takim trio, razem z Kadlookiem, już dosyć długo. Kadlook w ogóle jest przyzwyczajony do jazdy samochodem, wychodzenia w góry, na wycieczki kilkudniowe, nocowania w namiocie… Czyli takim naturalnym krokiem było podjęcie się czegoś więcej, jakiejś większej wyprawy.

Tandemowe Trip Love, Krzysiek: Marzyliśmy z Klaudią o Północy, od zawsze. Miałem w głowie Syberię, Alaskę. Klaudia mieszkała kiedyś przez pół roku w Skandynawii i fińskiej Laponii. Takich krótszych czy dłuższych wypraw do Skandynawii, na północ, wspólnie odbyliśmy kilka.

Tandemowe Trip Love, Klaudia: Syberia mnie również fascynuje, ale trochę za daleko i trochę zbyt niebezpieczna na podróż z psem. Dlatego znaleźliśmy kompromis i zdecydowaliśmy się jechać na Półwysep Skandynawski. Mając takiego psa jak alaskan malamute, to raczej do Grecji na wczasy nie pojedziemy (śmiech). Naturalnie i z przyjemnością kierowaliśmy się w rejony zimowe – północne. Zima jest piękna, zimę lubimy, bo Kadlook jest zimowym psem.

Tandemowe Trip Love, Krzysiek: Przyszedł taki moment, że za bardzo ryzykowaliśmy swoje życie i zdrowie dla pracy. Kiedyś nadszedł taki dzień, że tuż po operacji, będąc w szpitalu, musiałem wziąć laptopa i kończyć numer gazety, bo terminy ścigały. Uznaliśmy, że to chyba troszeczkę już za dużo i czas coś zmienić. Dlatego postanowiliśmy stworzyć sobie takie warunki, żebyśmy mogli ruszyć na wyprawę, która nie będzie nas ograniczała ani w czasie, ani terminie, czy jeśli chodzi o miejsce. Przez rok zaczęliśmy snuć plany, pracując na kilka etatów.

Tandemowe Trip Love, Klaudia: Żeby było ciekawiej, wybraliśmy jako środek transportu rower i to nie byle jaki, ostatecznie stanęło na tandemie, który daje wiele możliwości. Jako pojazd jest tani w utrzymaniu, poruszamy się powoli, za to nic nie umknie naszej uwadze. Dzięki temu jesteśmy otwarci na ludzi, którzy nas widzą i chętnie z nami rozmawiają.

Zabierając na wyprawy Kadlooka, pokazujecie, że w drodze przez życie, niezależnie od miejsca, warto mieć przy sobie ukochanego psa. Czy od zawsze myśleliście o alaskan malamucie jako wiernym towarzyszu podróży?

Tandemowe Trip Love, Krzysiek: W naszych podróżach staramy się pokazać, że z psem da się wszędzie wyjechać. Da się go wszędzie zabrać i dostosować tak swoją podróż, aby on także w niej uczestniczył. Warto oczywiście pamiętać, że nie każdy pies nadaje się do podróży i nie każda podróż nadaje się dla każdego psa. Kadlooka nie weźmiemy do Hiszpanii, a z psem np. bez sierści nie pojedziemy na Północ w zimę.

Tandemowe Trip Love, Klaudia: Trzeba wziąć pod uwagę osobowość psa, jego predyspozycje i chęć do aktywności. Ale też jego lęki, ponieważ wiele psów np. nie toleruje jazdy samochodem, a tym bardziej jazdy w przyczepce rowerowej, która ze względu na wstrząsy może być dla niektórych psów niekomfortowa.

Tandemowe Trip Love, Krzysiek: Zawsze marzyłem o malamucie jako towarzyszu podróży. Mam Kadlooka od szczeniaka, pochodzi on z jednej z najstarszych hodowli rasy alaskan malamute w Polsce – W Kampinoskim Boru. Wybierając tę rasę, doskonale zdawałem sobie sprawę, jaki to jest pies, jaką ma osobowość, jakie potrzeby i jak z nim pracować, także była to w pełni świadoma decyzja.

Tandemowe Trip Love, Klaudia: Gdy poznaliśmy się z Krzyśkiem, Kadlook bardzo mnie zauroczył. Kiedy później zdecydowaliśmy się na bycie razem i wspólne mieszkanie, to, ponieważ jesteśmy z różnych części Polski, najpierw przeprowadził się do mnie Kadlook, a dopiero później zamieszkał z nami Krzysiek. Śmiejemy się często, że adoptowałam psa, który miał w  bonusie swojego właściciela. Malamuty zdobyły moje serce i już chyba nie jestem w stanie mieć w domu innego psa niż alaskan malamute. Mimo swojej potężnej postury i wagi, która podczas ciągnięcia przyczepki jest dużym wyzwaniem, rasa ta wydaje nam się idealna do podróży.

Jako zapaleni instruktorzy survivalu, potraficie poradzić sobie w trudnych warunkach panujących na kole podbiegunowym. Północne klimaty to również żywioł malamutów, które dawniej nazywano „lokomotywami Północy”. Jak Kadlook odnajduje się podczas takich podróży?

Tandemowe Trip Love, Krzysiek: Kadlook, ach… (śmiech) On tam był sobą: prawdziwym, prymitywnym, dzikim psem. Jego osobowość diametralnie się zmieniła, i to w pozytywną stronę. Oczywiście Kadlook zawsze był szczęśliwym psem, ale w tamtych warunkach miał dużo swobody i dostępu do natury. Stał się jeszcze bardziej niezależny. Zamiast pić z miski, często wolał zjeść śnieg, iść do jeziora czy rzeki. Chodził po lesie i znajdował elementy, które mógł zjeść, np. poroże renifera. Bardzo chętnie chodził na polowania, próbował nawet polować na renifery. Nocował z nami w namiocie i cały czas uczestniczył we wszystkim, co robiliśmy. Ta wyprawa niesamowicie nas do siebie zbliżyła.

Tandemowe Trip Love, Klaudia: Wspaniale sie odnalazł. Wiele osób zarzucało nam, że zabieramy psa na tak długą wyprawę. My sami byliśmy bardzo krytyczni wobec siebie i dopóki nie sprawdziliśmy wszystkiego na 100%, nie pojechaliśmy. Cały czas mieliśmy z tyłu głowy myśl, że Kadlookowi ma być dobrze. Gdyby coś się stało i trzeba było wracać, to byśmy to zrobili i postawilibyśmy wszystko do góry nogami. Postąpilibyśmy tak również, jeśli Kadlook potrzebowałby pomocy np. medycznej lub widząc, że jednak nie jest gotowy na taką wyprawę.

Klaudia i Kadlook
fot. Facebook/Tandemowe Trip Love

Jaka najtrudniejsza sytuacja zdarzyła się Waszej trójce podczas wyprawy?

Tandemowe Trip Love, Klaudia: Ze względu na ekstremalny charakter wyprawy, codziennie zdarzały nam się trudne sytuacje. Najtrudniejsza – związana z pogodą, trudem podróży i zmęczeniem fizycznym – była w Norwegii, po zdobyciu Nordcappu, czyli najdalej wysuniętego na północ punktu Europy.

Tandemowe Trip Love, Krzysiek: Wracaliśmy, kierując się z Olderfjordu na Altę. Tam musieliśmy wjechać na płaskowyż, mocno pod górę i długo czekać na okno pogodowe. To był już dzień polarny – druga połowa czerwca. Mogliśmy sobie spokojnie w nocy jechać, ponieważ było jasno, było mniej samochodów i pogoda była bardziej stabilna, nie wiał wiatr tak potężny, jak w środku dnia. Mimo że sprawdzaliśmy regularnie prognozy na różnych stacjach, podczas jazdy pod górę zaczęło się apogeum pogodowe: wichura, deszcz, śnieg, mgła, dosłownie wszystko, co tylko najgorsze.

Tandemowe Trip Love, Klaudia: Nie wiedzieliśmy, co zrobić, GPS wariował. Nie chcieliśmy się wracać, bo pokonanie każdego kilometra jest na wagę złota. Jedynym rozwiązaniem była jazda dalej lub zatrzymanie się, co było niemożliwe o tyle, że nie mieliśmy na tamtym terenie miejsca, w którym moglibyśmy postawić namiot. Postanowiliśmy jechać dalej, mimo wcześniejszych mrozów, które dochodziły nawet do -35 stopni Celsjusza, to był najzimniejszy dla nas dzień. Była olbrzymia wilgoć, wiatr wiał nam w twarz i ciężko było oddychać.

Tandemowe Trip Love, Krzysiek: Miałem kłopot z utrzymaniem roweru. Waga całego pojazdu z przyczepą to 400 kg i utrzymanie go w rękach, gdy wieje, to duże wyzwanie. Był moment, że łzy płynęły mi do oczu i myślałem tylko o tym, że jeśli popełnię błąd, to może się to źle skończyć dla całej naszej trójki. Ostatecznie zatrzymaliśmy się po 30 km, kiedy dotarliśmy do następnej miejscowości. Po tej przygodzie musieliśmy długo odpoczywać, ponieważ nie byliśmy w stanie dojść do siebie.

Tandemowe Trip Love, Klaudia: Ta droga była jednym wielkim koszmarem i potężnym wysiłkiem fizycznym, ale rozsądnie do tego podeszliśmy i udało nam się.

Jakie jest Wasze najbardziej magiczne wspomnienie?

Tandemowe Trip Love, Klaudia: Dla mnie najbardziej magicznym momentem była chwila, kiedy Krzysiek został przy rowerze, a ja poszłam sprawdzić miejsce na nocleg. To był czas, kiedy już wiosna przybywała i bardziej było zielono niż biało. Poszłam do lasu, który był bardzo magiczny, był takim otwartym lasem sosnowym, bardzo rzadko drzewa obok siebie występowały. Słońce było nisko położone, było pomarańczowo i pięknie w tym lesie. Szłam i szukałam miejsca ogniskowego i nagle zobaczyłam grupę 4 reniferów, która postanowiła dotrzymywać mi kroku – kiedy szłam, one podskakiwały obok, kiedy się zatrzymywałam, one również. To bajkowe, niezwykłe otoczenie i światło zachodzącego słońca sprawiło, że poczułam się, jakbym była w mojej własnej Narnii. Zresztą od zawsze nazywam Laponię swoją prywatną Narnią. To było coś naprawdę bajkowego.

Tandemowe Trip Love, Krzysiek: Ja miałem swoje magiczne wydarzenie w południowej części Szwecji, kiedy szukaliśmy noclegu na plaży. Rozłożyliśmy się z namiotem, prawie kładliśmy się spać. Klaudia poszła już do namiotu, a ja jeszcze zostałem i nagle zobaczyłem przepiękny, krwisty księżyc, nisko zawieszony nad taflą morza. Zawołałem Klaudię i za chwilę usłyszeliśmy dziwne dźwięki wydobywające się z morza. Nie wiedzieliśmy, co to jest, ale brzmiało jak śpiew syren. Siedzieliśmy zahipnotyzowani widokiem i dźwiękiem, który słyszeliśmy. Jakiś czas później, gdy byliśmy już w Polsce, znajomy ornitolog zasugerował, że ten magiczny śpiew, który tak nas oczarował, to prawdopodobnie sprawka ptaków – nurów. Czy to były syreny, czy nury, to sobie zostawimy jako rzecz zawieszoną, taką, którą możemy sobie jedynie dopowiadać.

Czy planując eskapadę, przygotowujecie do niej Kadlooka w jakiś specjalny sposób?

Tandemowe Trip Love, Klaudia: Wiele osób pyta nas, czy pies w podróży jest udogodnieniem, czy raczej ograniczeniem. Na pewno możemy powiedzieć, że do takiej podróży z psem musimy przygotować się na 200 procent. Musimy wziąć wiele czynników pod uwagę, przede wszystkim kwestie zdrowotne. Trzeba mieć świadomość, jakie choroby pies może złapać, z jakimi problemami możemy się borykać, gdzie są weterynarze na naszej trasie i czy zawsze uzyskamy jakąś pomoc.

Tandemowe Trip Love, Krzysiek: Ważne są również kwestie prawno-administracyjne: czyli w jaki sposób z psem przejść przez granicę, jakie trzeba spełniać wymogi, czy każda rasa psa może wjechać do danego kraju. Są państwa, które posiadają swoje ograniczenia w tym zakresie. Paszporty, czipy, zgody to podstawa. Żeby wjechać do Finlandii czy Norwegii, pies musi być odrobaczony od 24 do 72 godzin przed wjazdem. My akurat, jadąc na rowerze, potrzebowaliśmy odwiedzić weterynarza w Estonii. Oprócz zabrania apteczki, przygotowaliśmy sobie również mapę, dzięki której wiedzieliśmy, gdzie znajdują się weterynarze w danym kraju i jak przebiega opieka zdrowotna. Mamy także wykupione specjalne ubezpieczenie, które obejmuje też opiekę dla psa. Jest to potężna ilość wiedzy i informacji, które musimy wcześniej przygotować.

Tandemowe Trip Love, Klaudia: Przejeżdżając przez odludne tereny i spotykając dzikie zwierzęta w ich naturalnym środowisku, musimy liczyć się z tym, że zapach psa może być dla nich drażniący i wywołać różne reakcje. My śpimy głównie w namiocie, co jest dla nas dużym udogodnieniem, chociaż musimy się zawsze przygotować na mokre łapy, które nam wchodzą do śpiwora (śmiech). Czasem jednak nocujemy w hotelu, dlatego zawsze sprawdzamy te, w których zamierzamy się zatrzymać, czy możemy tam przebywać z psem. Trzeba mieć świadomość, że nie w każde miejsce możemy zabrać psa. Kiedy Krzysiek miał wypadek i złamał kość strzałkową, musiał iść do szpitala sam, ponieważ nie można było wchodzić tam z psem.

Krzysiek
fot. Facebook/Tandemowe Trip Love

O czym powinien pomyśleć ktoś, kto chciałby pojechać w daleką i ekstremalną podróż z psem?

Tandemowe Trip Love, Krzysiek: Ważna jest kwestia treningu fizycznego i treningu, który przyzwyczaja psa do formy naszej podróży. Musimy wiedzieć, czy nasz pies lub spacery, wycieczki i bycie aktywnym. Czy nie boi się ludzi i nowych miejsc? Kiedy już mamy tego świadomość, to możemy myśleć, jak go do tego podróżowania przygotować. Przede wszystkim kondycyjnie. Bardzo ważne jest, by pies nie był otyły, ponieważ sprzyja to wielu chorobom, m. in. zerwaniu się więzadeł. Żeby był w stanie spokojnie przebiec czy przespacerować te kilka kilometrów. Pies musi być w pełni zdrowy i w dobrej kondycji.

Tandemowe Trip Love, Klaudia: Istotna jest również specyfika naszej podróży: gdy przygotowujemy psa do tego, że jedzie samochodem, uczymy go wskakiwania, a przede wszystkim zapewniamy bezpieczny transporter czy klatkę do transportu. Kiedy jedziemy na rowerze, przyzwyczajamy psa do bezpiecznego biegu przy rowerze i poruszania się w przyczepce transportowej. Bardzo ważne jest, by robić to w różnych warunkach, np. na drodze, gdzie mijają nas samochody, jak również w górach, na kamieniach, gdzie dochodzi do turbulencji. Najlepiej takie rzeczy wykonywać kilka tygodni czy nawet miesięcy przed wyprawą, żeby zobaczyć, czy pies daje radę i ewentualnie modyfikować nasze plany.

Tandemowe Trip Love, Krzysiek: Niezwykle istotne jest także prawidłowe żywienie. W naszym przypadku Kadlook wykonywał ogromną pracę, dlatego poza specjalną karmą przeznaczoną dla psich sportowców otrzymywał od nas suplementację i elektrolity, które uzupełniały braki. Uwzględniając zimę, dorzucaliśmy oleje, tłuszcze i mięso, by wydatek energetyczny był jak najbardziej zaspokajany. Kadlook miał przygotowane hermetycznie zamknięte, małe paczuszki, żeby jedzenie nie dawało zapachu.

Jak wygląda Wasz i Kadlooka dzień podczas wyprawy?

Tandemowe Trip Love, Klaudia: Wstawaliśmy z wielkim oporem, ponieważ wystawianie nosa poza linię śpiwora, gdy temperatura wahała sie od -10 do tych -30 stopni, zawsze wiązało się z trudnym początkiem. Po wstaniu zajmowaliśmy się gotowaniem, czyli topieniem śniegu, żeby mieć gorącą herbatę i ciepłe śniadanie. Po oporządzeniu się składaliśmy obozowisko. W ciągu dnia nie robiliśmy zbyt wiele postojów, żeby się za bardzo nie wychładzać. Istotne, żeby przerwa była ekspresowa i wydajna – porządnie zjeść i się napić. Stworzyliśmy sobie własną dietę. Porcje śniadaniowe i obiadowe – ok. 3500 kalorii popakowaliśmy w woreczki, co okazało się bardzo komfortowe już podczas wyjazdów. Szykując posiłki na podróż zimą, warto pamiętać o tym, by zawierały jak najwięcej białek i tłuszczów, ponieważ węglowodany dają tylko nagły i krótki skok cukrowy. Czasem po drodze łowiliśmy rybki dla urozmaicenia diety, Kadlook też je lubił.

Tandemowe Trip Love, Krzysiek: Zazwyczaj przejeżdżaliśmy ok. 40 km w ciągu dnia, najmniej zrobiliśmy 8 km, a najwięcej 85 km. Różnice występowały w zależności od panujących warunków i ciężaru, jaki przewoziliśmy. Na początkowym etapie naszej podroży, kiedy ciemność przychodziła bardzo szybko, szukaliśmy obozowiska minimum godzinę, półtorej przed zapadnięciem zmierzchu. Kilka razy musieliśmy jechać, gdy było ciemno. Około 8 godzin spędzaliśmy w drodze – pedałując. Potem znalezienie ścieżki odchodzącej od głównej drogi i rozkładanie obozowiska, co zajmowało nam do 2 godzin. Jedliśmy ciepły posiłek i szliśmy spać.

Fascynują Was inne kultury i cywilizacje. Jak jesteście odbierani przez ludzi, których spotykacie na swojej drodze?

Tandemowe Trip Love, Krzysiek: Byliśmy czymś bardzo zjawiskowym na drodze. Widok samego tandemu jest rzadki i ludzie oglądają się, a tym bardziej, jeśli do roweru przyłączona jest przyczepka z wystającą głową malamuta. Wiele osób do nas podchodziło, zwłaszcza kiedy się gdzieś zatrzymywaliśmy. Zimą rzadko kogoś spotykaliśmy, tylko na stacjach i w sklepach.

Tandemowe Trip Love, Klaudia: Kadlook był największą atrakcją. Gdy odwiedziliśmy Wioskę Świętego Mikołaja w Rovaniemi i wypełnialiśmy pocztówki, Kadlook położył się przy kominku i większość turystów myślała, że jest częścią wystroju. Dosyć często, jak spacerowaliśmy po stolicach i większych miastach, ludzie zaczepiali nas, bo chcieli mieć zdjęcie z Kadlookiem.

Tandemowe Trip Love, Krzysiek: Ludzie chętnie nam pomagali, nawet w problemach technicznych. To, że podróżujemy w tak trudnych warunkach, dla Skandynawów, którzy cale życie spędzają w bliskim kontakcie z naturą, było czymś niezwykłym i sprawiło, że zapadliśmy im w pamięć. Kiedy wróciliśmy po jakimś czasie do Skandynawii, ludzie nas poznawali i pokazywali artykuły na nasz temat w gazetach. Serca się otwierały, cieszyliśmy się. Chcieliśmy poznać Samów – lud pierwotny Laponii, który zna się na sztuce survivalu i przetrwaniu w trudnych zimowych warunkach jak nikt inny. Udało nam się z nimi zaprzyjaźnić, co jest niezwykle trudne, bo są bardzo hermetycznie zamkniętym ludem. Udało nam się zdobyć ich szacunek, widzieli, że jesteśmy prawdziwi, szczerzy, ciepli. Tacy jesteśmy i myślę, że tym sobie zjednujemy ludzi. Ludzie chcieli, żebyśmy zostali i z nimi mieszkali, z niektórymi do teraz mamy kontakt.

Tandemowe Trip Love, Klaudia: Kadlook otwierał nam drzwi do wielu miejsc, sytuacji, domów. Jeżeli ktoś lubi i kocha psy, szanuje je i się przed nami otwiera, to znaczy, że na pewno jest dobrym człowiekiem. Bywało też jednak tak, że jeśli pies gdzieś był traktowany jako siła nieczysta, mieliśmy nieprzyjemności. Zdarzało się, że z tego powodu chciano nas krzywdzić, na szczęście to były epizodyczne przypadki.

Tandemowe Trip Love
fot. Tandemowe Trip Love

Kiedy i gdzie planujecie następną podróż?

Tandemowe Trip Love, Krzysiek: Kolejne podróże, ze względu na wiek Kadlooka (10 lat), będą odbywały się w Polsce i blisko. Wschodnia granica Polski. Planujemy również kolejną wyprawę do Skandynawii, we dwójkę, ponieważ chcemy odwzorować szlak Samów, ich wędrówkę z reniferami na pastwiska północne. To będzie w przyszłym roku.

Tandemowe Trip Love, Klaudia: Współpracujemy z uniwersytetem i parlamentem samskim. Planujemy stworzyć duży projekt naukowy i reportaż na temat ich życia oraz dawnych wędrówek, które już nie wyglądają tak, jak kiedyś, kilkadziesiąt lat temu. W tym przypadku Kadlook nie będzie nam towarzyszył, z tego względu, że w głębokim śniegu, na nartach, my sobie poradzimy, a Kadlook już niestety nie. To prawdopodobnie będzie jedyna wyprawa, w której nie będzie nam towarzyszył. Naszym marzeniem jest jeszcze zdobycie bieguna. Wygląda na to, że zima będzie w naszej krwi i zimą będziemy wędrować.

Dziękujemy za rozmowę i życzymy Wam bezpiecznych i pełnych ciekawych przygód wypraw w przyszłości i czekamy na kolejne fascynujące opowieści o Waszych podróżach!

Rozmawiała: Anna Żakowska-Małek
Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników