Uratowana psychika - Psy.pl

Uratowana psychika

Choć dzieci z domów dziecka potrzebują zwierząt bardziej niż inni ich rówieśnicy, najczęściej mogą o nich tylko marzyć

W większości domów dziecka nie wolno trzymać psów ani kotów. Na szczęście są też takie, w których zwierzęta są i… leczą złamane serca. Jest słoneczny, leniwy dzień. W Domu Dziecka nr 5 w Radości panuje cisza. Wszyscy podopieczni wyjechali na kolonie. Przed bramą śpi pies. To Pepsi, która od dwóch tygodni codziennie czeka na powrót dzieci. Oprócz niej w ośrodku mieszka piętnaście dzikich kotów, dwa oswojone – kotka Ketera i kot Skarpeta – oraz pies Atos.

TYLKO TOBIE MOGĘ OPOWIEDZIEĆ
Pepsi została znaleziona w lesie. Uratowana przez dzieci, odwdzięcza się im bezgraniczną miłością. – Odprowadza je do szkoły, czeka kilka godzin, a potem z nimi wraca – mówi dyrektorka domu dziecka Grażyna Rolicka. – Nasze dzieci nie wyobrażają sobie domu bez zwierząt. Pamiętam, jak kiedyś weszła do mojego gabinetu kilkuletnia dziewczynka i wzięła na ręce wylegującą się na kanapie Heterę – wspomina dyrektorka. – Przytuliła ją mocno i powiedziała: „Chodź, Keterko, tylko tobie mogę opowiedzieć o wszystkich swoich problemach”. Bo zwierzęta w domu dziecka to uratowana psychika. Dzisiejsza opieka nad Pepsi czy Atosem przełoży się na troskę o ludzi, gdy dzieci będą już dorosłe.

W domach dziecka z reguły jest ścisły podział na zwierzęta wspólne, takie jak Pepsi czy Atos, oraz te, które mają swoich właścicieli. – Nie wszystkie dzieci mogą mieć własnego zwierzaka – tłumaczy dyrektor Rolicka. – Decyzję podejmujemy ostrożnie, aby nie skrzywdzić zwierzęcia. Czasem trafiają do nas dzieci z własnymi czworonogami – jak chłopiec, któremu umarła mama i mieszkał u nas przez wiele lat ze swoim jamnikiem, albo jak Monika, której pozwoliliśmy przygarnąć czarnego kocura. Okazało się, że w domu rodzinnym też miała kota. Został żywcem pokrojony przez jej ojca…

ZJEDZONA LISTA OBECNOŚCI
– Dzieci nie ufają nam, dorosłym, do końca – zauważa Krzysztof Łukasiewicz, prezes Stowarzyszenia „Radość Dziecka” i pracownik domu. – Gdy Ketera się okociła, nie mogliśmy znaleźć kociaków, bo dzieci je ukryły. Dopiero gdy koty podrosły, okazało się, że mamy czterech nowych lokatorów.

Dom dziecka nie mógł pozwolić sobie wówczas na kolejne zwierzęta i zaczęto im szukać domu. Gdy znaleziono, niemal wszystkie dzieci pojechały z kotami, aby przypilnować dorosłych, czy na pewno nie oddadzą ich do schroniska. Do Radości trafiają też inne zwierzaki. Grzegorz odkupił maleńką kozę od Rosjan. Tylko jednego dnia Matylda zjadła listę obecności, obrazki ze ściany i najpiękniejszy krzew przed budynkiem. – Dzieci bardzo pokochały Matyldę – mówi Krzysztof Łukasiewicz. – Woziły ją w wózku, pasły. – Ostatnio rozmawiałam z jednym z naszych wychowanków, który mieszka w mieszkaniu chronionym dla dzieci z domów dziecka, sponsorowanym przez miasto – opowiada dyrektor Rolicka. – Nie powinien trzymać tam psa. Powiedział mi jednak, że choćby miał spać pod mostem, to swojego przyjaciela nie zostawi.

KORA CZY FLASZKA
W Domu Dziecka nr 11 w Warszawie mimo wakacji wszyscy są na miejscu. Toczy się normalne życie. Dzieci okupują salę komputerową, gonią się po korytarzach, a przygląda się temu spokojnie suczka Kora. Pracownicy wspominają, że zwierzęta były tu zawsze i często wbrew przepisom. Trafiają tu psy i koty wyrzucone w pobliskim lesie. Czasem ktoś podrzuca zwierzaka wprost pod dom.

– Ludzie zakładają, że znajdą się tu osoby, które się nim zaopiekują… i się nie mylą – tłumaczy Małgorzata Gajda, zastępca dyrektora. – Bo my nie możemy odmówić pomocy żadnemu zwierzęciu. Odrzucenie jakiegokolwiek byłoby dla dzieci z sierocińca olbrzymią traumą, bo same mają podobne doświadczenia, one również zostały porzucone.

Gdy trafiła tu Kora, dzieci miały mnóstwo pomysłów na imię dla niej. Niektóre propozycje wiązały się ze wspomnieniami z domu rodzinnego. Chciały ją nazwać Flaszka…

KICIA JEST NIETYKALNA

– Wydawałoby się, że dzieci mogłyby czasem popchnąć albo kopnąć Kicię, tak jak siebie czasem traktują, tymczasem ona jest nietykalna – mówi Małgorzata Gajda.

Kicia w domu dziecka pojawiła się nagle i nikt właściwie nie wie, od kiedy tu mieszka. Na początku była bowiem ukrywana przez dzieci. Nie chciały, aby trafiła do adopcji. Mimo to próbowano ją oddać, ale po kilku dniach wróciła. Dziś ma status specjalny – może chodzić nawet po dyrektorskim biurku. Oprócz psa i kota, które są wspólne, dzieci mają też własne małe zwierzaki – chomiki, rybki czy papugi. Zaprzyjaźnione z domem lecznice leczą je po obniżonych cenach. – Czasem jedziemy do weterynarza z chomikiem, o którym wiemy, że i tak wkrótce zdechnie – opowiada Małgorzata Gajda. – Chcemy, aby każde dziecko było pewne, że zrobiliśmy wszystko, co było można, aby uratować jego zwierzaczka.

NIE TAKI ZŁY ŚWIAT
W większości domów dziecka podopiecznym wolno jednak mieć najwyżej chomiki lub szczury. Dyrektorzy uzasadniają to tym, że dzieci nie mogą zapanować nad zwierzętami. Pracownicy obu domów dziecka, w których są zwierzęta, przyznają, że ich obecność wiąże się z dużą odpowiedzialnością. – Niektóre dzieci są agresywne wobec zwierząt. Tu potrzebny jest proces wychowawczy – mówi Grażyna Rolicka. – To są też koszty, bo czasem wydajemy na zwierzęta własne pieniądze.

– Zwierzaki w domu dziecka wymagają zaangażowania dorosłych, zrzucanie tego na dzieci nie ma sensu. Przecież w zwykłym domu, gdy dzieci mają psa, to rodzice muszą wychodzić z nim na spacery – tłumaczy Małgorzata Gajda. – Jednak nie ma innej możliwości, jeśli chcemy pokazać tym dzieciom, że świat – wbrew ich doświadczeniom – nie jest taki zły…

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *