Krążownik ciekawy świata – wywiad z Joanną Jabłczyńską

Fragment wywiadu z magazynu „Mój Pies i Kot” nr 7(34)/2018Z Joanną Jabłczyńską rozmawia Paulina Król.

Zawsze lubiła duże psy. Kiedy zdecydowała się na czworonoga już we własnym domu, pomyślała, że jack russell terrier, choć jest mały, byłby odpowiednim kompanem dla osoby uprawiającej bieganie, jazdę na rowerze czy pływanie. Siostra, która zna się na psach, przestrzegała ją, że to zwierzaki szalone. Widząc determinację Joanny, poleciła w końcu dobrą hodowlę.

Joanna zastanawiała się też, czy nie wziąć bezdomniaka ze schroniska, ale obawiała się, czy da sobie radę. Sądziła, że pies rasowy będzie bardziej przewidywalny. Teraz, z perspektywy czasu, wie, że niekoniecznie tak musi być, zwłaszcza że w jej życiu nieoczekiwanie pojawił się… drugi pies. Rasowy Mecenas z miasta i wiejski kundelek Ogórek są jak bracia.

Zwykle to szczeniak wybiera sobie człowieka. Ty wybrałaś przekornie.

W hodowli były dwa szczeniaki. Jeden od razu wskoczył mi na kolana. Drugi szalał po całym domu, wszystko wokół go ciekawiło. Taki krążownik. I właśnie jego wybrałam. Chciałam, by mój pies nie siedział z podkulonym ogonem, tylko był gotowy ze mną biegać i poznawać świat. W tamtym czasie dużo trenowałam. Trudno się ćwiczy z inną osobą, kiedy ma się swój rytm, a pies zawsze się podporządkuje, ba, Mecenas mnie motywuje!

Czasem nie chce mi się trenować, wystarczy wtedy, że spojrzę, jak Mecenasa rozsadza energia, jak robi kółka po całym domu. I od razu, zamiast wyjść na zwykły spacer, idę z nim potrenować. Mecenas jest niezniszczalny: może przebiec w górach 20 km i jeszcze mu mało. Ale uwaga, te psy nie mają umiaru i trzeba czuwać nad ich aktywnością. Są ambitne, uparte i mogą biec do utraty tchu.

Joanna Jabłczyńska i Mecenas
fot. Celestyna Król

Upór i ambicja to niejedyne cechy, które Was łączą.

Jak się uprę, to nic mnie nie powstrzyma. Brałam udział w diablaku – to ekstremalny triathlon – i to w polskich górach. Na mecie byłam dumna, że go ukończyłam, ale dziękowałam opatrzności, że przeżyłam, i to bez kontuzji. Z Mecenasem łączy nas też ciekawość świata i miłość do biegania. Jestem niezłym kręciołem, ale kiedy trzeba, potrafię przez parę godzin skupić się na aktach. W biurze Mecenasik wczuwa się w rolę mecenasa: zajmuje swoje miejsce i spokojnie leży. I mnie, i jemu takie chwile też są potrzebne.

W Twoim nowym domu na wsi pojawił się nieoczekiwanie drugi czworonóg.

Piesek podobny do Mecenasa wybiegał z posesji sąsiadów za każdym razem, gdy przyjeżdżaliśmy. Miał obrożę, więc sądziłam, że ma właściciela. Ogórek, bo tak go nazwałam, chętnie się u nas gościł, zaprzyjaźnił się z Mecenasem, a nawet zaczął mi towarzyszyć podczas treningów. Dopiero moja mama dowiedziała się, że Ogórek to przybłęda, piesek prawdopodobnie wyrzucony w pobliskim lesie z samochodu. Sąsiadka jako jedyna we wsi udzieliła mu schronienia na zimę w swojej szopie.

Poza tym radził sobie sam, zbierał wszystko, co się nadaje do jedzenia. Do dziś, choć dostaje regularnie posiłki, wszystko, co znajdzie, zakopuje na moich grządkach. Do weterynarza z trudem go dowiozłam, bo panicznie się boi auta. Myślę, że przeżył straszną traumę. Na razie, kiedy muszę wrócić do Warszawy, zostawiam go pod opieką sąsiadki. Kiedy jednak biegnie za moim samochodem – a zawsze gdzieś znajdzie dziurę, żeby się wydostać – serce mi się kraje. Chciałby być ze mną, ale do auta nie wsiądzie. Nie wykluczam, że przeniosę się na stałe na wieś, i wtedy problem się rozwiąże. Ogórek przyszedł do mnie sam i dał mi nauczkę, że przygarnięcie psa to nic strasznego. Zadziwia mnie, jak bardzo się do mnie przywiązał. Sąsiadka wie, kiedy przyjadę, bo tego dnia pies biega od bramy do bramy i nie ruszy jedzenia.

Ludzie na wsi nie są zbyt przychylnie nastawieni do błąkających się psów.

Dotychczas widziałam tylko problem przepełnionych schronisk. Na wsi problemem są nie tylko psy łańcuchowe czy karmione byle czym. Ludzie nie chcą kastrować i sterylizować zwierząt, bo to krzywda, a potem rodzące się szczeniaki są topione lub zakopywane w lesie. Mój sąsiad opiekuje się psem, którego poprzedni właściciel chciał zabić w lesie siekierą, bo po najechaniu mu traktorem na miednicę pies przestał chodzić.

Mało tego, by skazańca wydostać z rąk przyszłego oprawcy, musiał za niego zapłacić. Dziś ocalony przed śmiercią Mały ma się dobrze i z sąsiadem wodniakiem przemierza kilometry szlakami wodnymi.

Joanna Jabłczyńska na HDR

Niedawno zaliczyłaś z Mecenasem bieg z przeszkodami Hard Dog Race. Było trudno?

Mecenas jest stworzony do biegów z psami. On był w siódmym niebie. Wskakiwał na przeszkody – nawet metrowe – bez żadnego problemu, nie musiałam mu pomagać. Nowością dla niego był bieg na smyczy, bo podczas treningów biega luzem. Ambicja ciągnęła go do przodu, a mnie było głupio, że go spowalniam. Najmniej trenuje pływanie, więc tam zwolnił, ale mocno go dopingowałam.

Bardzo się przejmowałam, czy jest mu dobrze, czy się nie męczy. Zrobiliśmy razem niezły wynik, ale myślałam tylko o psie, cały czas go chwaliłam i naprawdę rozpierała mnie duma, że jest taki dzielny. A potem zmęczony zasnął w aucie na stojąco, co mu się zdarza i bardzo mnie rozczula.

Bardzo silna więź łączy Cię z Mecenasem.

Zgraliśmy się przez te cztery lata i wyczuwamy nawzajem swoje nastroje. Kiedy jest mi źle, on kładzie się na moich kolanach. Podczas wyjazdów, w hotelach, jest dla mnie cząstką domu. Rozbrajają mnie jego miny. Rozczula przywiązanie. Kiedy pakuję walizki, on doskonale wie, że wyjeżdżam, i na nic pakowanie w ukryciu. Czuje, jak przeżywam, że mam go zostawić. Kiedyś wyjechałam na miesiąc. Oczywiście został u mamy, gdzie lepiej mieć nie może, ale tak był stęskniony, że musiałam, wbrew przepisom, wieźć go do domu na kolanach.

Czasami muszę wstać o czwartej rano i choć uwielbiam z nim wychodzić, to pobudka skoro świt z perspektywą wyjścia na spacer nie jest fajna. Ale po spacerze z Mecenasem, który radośnie robi te swoje kręcioły, przynosi patyki, od razu jest mi raźniej i mogę się obyć bez porannej kawy. Jest ważną częścią mojego życia, dlatego uwieczniam go na filmikach i zdjęciach, które wrzucam na Facebook czy Instagram. To są nieustawiane ujęcia, z życia wzięte.

Ostatnio zdziwiłam się, że na krzewie porzeczki jest pełno owoców, a na agreście prawie ich nie ma. Podczas pielenia ogródka przyłapałam Mecenasa, jak sam się częstuje agrestem prosto z drzewka. Kiedy Mecenas nadepnął na szkło i miał łapkę owiniętą bandażem, w reakcji na jego zdjęcie dostałam tyle pocieszeń w komentarzach od innych piesków, że patrzyłam z zazdrością, bo mnie nikt nigdy tak nie pocieszał.

Czy jack russell terrier to pies dla każdego?

Staram się przekazać wszystkim, którzy zachwycają się Mecenasem, że jack russell jest wspaniałym psem, ale trzeba mu poświęcać sporo czasu, by zaspokoić jego potrzebę aktywności. W wieku szczenięcym Mecenas nieustannie coś psocił. Potrafił np. wyciągnąć papier toaletowy z łazienki i rozwinąć całą rolkę po mieszkaniu. Był też znany na Instagramie jako pies od wybuchów. Rozrywał, co mu wpadło do pyska na drobne strzępy, choćby pudło po drukarce, i w efekcie wyglądało to, jakby ktoś wrzucił tam granat.

Gdyby nie wielka miłość do niego, to nie wiem, czy dałabym radę mu wybaczyć. W jego pysku przepadły moje markowe buty do biegania, które miały smakowitą gumową podeszwę, i ukochane okulary sportowe. Przyjaciółce pożarł buty, które zostawiła w zamkniętej szafie. Rzadko bywał sam, ale gryzł wtedy brzegi ścian, krzesła i stoły. Przeszłam szkołę cierpliwości, konsekwencji i wybaczania. Nawet jeśli zniszczył tyle rzeczy, to przecież nie ma znaczenia, bo jest przyjacielem, członkiem rodziny. Relacja z psem jest nieudawana. Gdziekolwiek bym była i zatęskniła, to mam psa, który jest moim domem.

Joanna Jabłczyńska – prawniczka, aktorka telewizyjna, filmowa i dubbingowa. Największą popularność przyniosła jej rola Marty Konarskiej w serialu „Na Wspólnej”. Jej pasją jest sport, szczególnie kolarstwo górskie i bieganie. 

Autor: Paulina Król