Perfekcyjna psiara – wywiad z Małgorzatą Rozenek-Majdan

Dlaczego zdradziła mopsy dla buldogów i czy psy są dla niej tak samo ważne jak inni domownicy – opowiada Perfekcyjna Pani Domu Małgorzata Rozenek-Majdan.

Wywiad z magazynu „Mój Pies i Kot” nr 7 (16)/2016. Z Małgorzatą Rozenek-Majdan rozmawia Paulina Król.

Jamniczka Maja przyszła na świat 1 czerwca, tego samego dnia co Małgosia Rozenek-Majdan, tyle że w 1997 roku. Była trzecią jamniczką w domu rodzinnym obok rudej Niuty i czarnej podpalanej Melanii. Suczka przeżyła u boku swojej pani blisko 17 lat. Zwiedziła z nią prawie cały świat, podróżując niemal każdym środkiem lokomocji. Płynęła promem i statkiem, latała samolotami, jeździła nawet konno ze swoją panią w siodle. Zwykle psy pytają wzrokiem: „Co jeszcze mogę dla ciebie zrobić?”. Maja była inna, ona pytała: „No, co ty jeszcze dla mnie zrobisz?”. Była jak księżna, której się wydawało, że jest najmądrzejsza i najpiękniejsza na świecie. Doskonale dogadywała się z innymi psami. Nie dziwi więc, że kiedy przed laty zgraja Małgosi Rozenek-Majdan się powiększyła, to Maja była przewodniczką stada. Jej odejście za Tęczowy Most Małgosia zapamiętała jako jedno z najbardziej bolesnych przeżyć. Bo mimo że przez jej dom przewinęło się kilkanaście czworonogów, to jednak Maja była najważniejsza w życiu.

Pani rodzice kochali jamniki, ale to chyba nie były jedyne zwierzaki w domu rodzinnym?

Od dzieciństwa nie pamiętam życia bez psa. Bywało, że mieliśmy ich nawet sześć. Albo ja znosiłam do domu zwierzaki z ulicy, albo ktoś znajomy oddał, albo mój brat wziął od kolegi, który wyjeżdżał za granicę. Teraz, kiedy sama jestem matką i wiem, jakim obowiązkiem może być każde kolejne zwierzę w domu, doceniam to, że rodzice nigdy nie powiedzieli nam „nie”. I jestem im za to ogromnie wdzięczna. Oni są w ogóle bardzo wrażliwi na krzywdę zwierząt. Do dziś dokarmiają koty w okolicy.

W Pani stadzie oprócz psów rasowych z hodowli były także te przygarniane, głównie starsze.

Wiedząc, jak trudno jest o dobre życie dla starszych psów, właśnie nimi starałam się zaopiekować. Cypitryna, na przykład, to była przeurocza mopsiczka, która zakończyła karierę hodowlaną i wzięliśmy ją na emeryturę do siebie. Figa zwana Misią miała 15 lat, kiedy zabrałam ją z lecznicy na Gagarina w Warszawie. Była biednym psem powypadkowym o specyficznej urodzie: bez połowy twarzy, z łapami przetartymi do kości. Mieszkała z panią, która na stare lata straciła wzrok i dzieci oddały ją do domu opieki.

Niestety, psa nie mogła tam zabrać. Suczka była już stara i schorowana, więc z wielkim bólem starsza pani poprosiła lekarzy, aby ją uśpili. Obiecali, że to zrobią, ale tylko dla spokoju tej pani. Potem szukali dla suczki domu, ale długo nie było chętnych. Rozstanie z opiekunką musiało być dla niej niewyobrażalną traumą. Misia przeżyła z nami dwa lata. Daliśmy jej sporo miłości, ale i ona dała nam dużo szczęścia. Cieszę się, że ją miałam.

Chihuahua, bassety, dog kanaryjski to tylko niektóre rasowe psy, z którymi dzieliła Pani dom.

Miałam też dogi niemieckie: czarnego, błękitnego i arlekina. Poznałam Anię Pyziak, właścicielkę wspaniałej hodowli Balao, i to ona wprowadziła mnie w świat dogów niemieckich i psich wystaw. Dogi całkowicie skradły moje serce. Są tak niezwykle szlachetne, dystyngowane i mądre. Niestety, żyją zbyt krótko. Były jeszcze amstafy, buldog angielski, no i mopsy, bo do psów z krótkimi kufami mam wyjątkową słabość.

„Tylko mopsy – nie wyobrażam sobie lepszego psa do towarzystwa, tyle mają w sobie miłości do człowieka” – mówiła Pani w wywiadzie dla nas w 2005 roku. Zdradziła je Pani dla buldożków francuskich?

Dał o sobie znać mój gen perfekcyjności i zwykły pragmatyzm. Mopsy wszędzie zostawiają włosy, a moje psy mogą wchodzić na kanapy. Ja zaś nie potrafię odpuścić dbania o porządek. Buldogi to takie mopsy z charakteru, ale bez problemu z sierścią. Są tak samo przyjazne, radosne, łagodne i idealne dla dzieci, bo też są małe, ale nie tak małe jak np. chihuahua, któremu malec mógłby zrobić niechcący krzywdę. Obie rasy mają szacunek dla dzieci. Z buldożkiem mogę je puścić na spacer, bo wiem, że ich posłucha.

Zatem synowie mają obowiązki związane z psami?

Staś ma 10 lat, a Tadzio prawie 7. Uczę ich, że o psa trzeba zadbać, że kiedy kończy się woda w misce, to trzeba jej dolać, że trzeba psa nakarmić. Rano chłopcy chodzą z psami na spacer. Wszystko jest pod naszą pieczą, ale chodzi o to, żeby wykształcić w nich empatię, bo jeśli będą szanować zwierzęta, to uszanują też drugiego człowieka. W procesie wychowania dzieci jest to niezbędne. Bardzo nas chłopcy wzruszyli, kiedy na Boże Narodzenie przygotowali prezenty nie tylko dla nas, ale także dla psów, a nikt im tego nie mówił. W takich chwilach jestem z nich ogromnie dumna.

U ludzi nie lubi Pani lenistwa. Czy jest coś, co Panią denerwuje u psów?

Absolutnie nie ma takiej rzeczy, która denerwowałaby mnie u psów, bo posiadanie ich to wielka przyjemność. Nie przepadam tylko za psami nadpobudliwymi, szczekliwymi. Lubię, gdy pies jest stabilny emocjonalnie, ale to zależy od świadomości hodowcy w prowadzeniu hodowli i oczywiście od wychowania.

Czyli Perfekcyjna Pani Domu wychowuje swoje psy?

Oczywiście, każdego psa uczę, żeby przychodził na zawołanie, by wiedział, kiedy jest czas na zabawę, jak zachować się w samochodzie, czy – w moim wypadku – na planie zdjęciowym. Szczęśliwy pies to taki, któremu daje się szansę, by był po prostu psem. Jestem przeciwniczką wiązania psom kokardek, przebierania, traktowania ich jak zabawki. Nie bawię się też w sztuczki. Wystarczą codzienne zasady posłuszeństwa, żeby łatwiej się z nimi żyło. Wycieranie łap po spacerze nie wymaga specjalnych zabiegów. Jeśli wyrobi się od początku nawyk, to psy będą czekać grzecznie przy drzwiach. To tak jak z czytaniem książek. Dzieci wychowujące się w domu, w którym się czyta, nie muszą być potem zmuszane do tego siłą.

Olaf, Izydor, Borys, Igor, Duśka, Tosia… Prawie wszystkie Pani psy miały ludzkie imiona.

Psy są pełnoprawnymi członkami rodziny. I nie boję się powiedzieć, że traktuję je na równi z innymi domownikami. Kiedy jedziemy na wakacje, staram się, żebyśmy byli wszyscy razem. Buldożka Sisi zawdzięcza imię mojemu niespełnionemu marzeniu z dzieciństwa o posiadaniu cocker spaniela. 12-letnia sąsiadka miała wtedy piękną suczkę tej rasy o imieniu Sisi. A Lili miała mieć na imię Chloe, jak moja ulubiona marka modowa, ale przyjaciółka wcześniej tak nazwała swoją suczkę. Lili do naszej młodszej buldożki po prostu pasuje. A kiedy nabroi, to mówimy na nią poważniej – Lilianna.

Sisi i Lili są tej samej rasy. Różnią się tylko kolorem?

Mamy dwie piękne suczki. Sisi jest czarna pręgowana, a Lili płowa. Ich charaktery są zupełnie różne. Sisi jest spokojniejsza, pełna gracji, zawsze wie, jak się zachować. Lili ma z kolei zawadiacki błysk w oku. Na szczęście, obie nie wymykają się nam spod kontroli.

Czy Pani mąż Radek Majdan też lubi psy?

To, czy ktoś lubi zwierzęta, świadczy o jego charakterze. Po tym, czy ktoś zachowuje się w stosunku do nich dobrze, można poznać człowieka. Radosław uwielbia zwierzęta. Opiekuje się nimi, bawi się z Lili i Sisi, wychodzi na spacer… Szczerze? Zachowuje się w stosunku do Sisi i Lili jeszcze bardziej opiekuńczo niż ja, czym mnie bardzo ujmuje.

Małgorzata Rozenek-Majdan – prawniczka i prezenterka telewizyjna, autorka poradników, znana jako Perfekcyjna Pani Domu.

Autor: Paulina Król