Zabójcy psiej duszy. Jak cierpią psy rasowe?

Jak cierpią psy rasowe? Czy ich życie jest wyłącznie usłane różami? Przeczytajcie…

Historia prawdziwa: Podduszana suczka

Popularna psia fryzjerka, pani wiele lat hodująca psy, żali się na niesprawiedliwość losu: kupiła kilkumiesięczną suczkę, która nie została nauczona zachowywania czystości.

Tyle razy już po znalezieniu nieczystości pani zrzuciła suczkę za karę ze schodów, tyle razy ją wyszarpała za kark („jak suka matka  młode” – pani uważa, że w dziedzinie psiej psychologii zjadła wszystkie rozumy), nie biła jej, bo psów bić nie należy, a jednak mimo zastosowania takich wyrafinowanych metod ta wstrętna „srajda” dalej zanieczyszcza mieszkanie.

Ta sama kobieta przymierza podopiecznej nową obrożę: żeby sprawdzić, czy sprzęt nie jest założony za luźno, gwałtownie podrywa ją w górę, podduszając. Zwierzak charczy, rozpaczliwie przebiera łapami w powietrzu, wpada w panikę. Na protesty osoby, która jest świadkiem zdarzenia, pani stwierdza: „Aleś ty przewrażliwiony! To w końcu tylko pies”.

Po tym zdarzeniu okazuje się, że suczka boi się wychodzić na spacery. Ano, to taka wrażliwa rasa, pewnie nie lubi hałasu na ulicy. Zostaje więc w domu, skazana do końca życia na oglądanie kilka razy dziennie tego samego ogródka.

Suczka spotykająca się wiele razy dziennie z zupełnie dla niej niezrozumiałymi przejawami agresji zaczyna wpadać w szczególny stan psychiczny: darzy swoją nieprzewidywalną, kapryśną panią chorobliwą miłością połączoną z objawami skrajnego podporządkowania. Wiecznie pod ludzkimi nogami, wiecznie skulona, gotowa przyjąć i bicie, i wyrazy miłości.

Rasowy = rodowodowy?

Jakiś czas temu opinią publiczną wstrząsnęła historia zlikwidowanej w podwarszawskim Halinowie pseudohodowli. „Przedsiębiorca” rozmnażał psy nierodowodowe, lecz podobne do popularnych ras: labradorów, yorków, cavalier king charles spanieli.

Małe pieski były poupychane w klatkach dla kur, w piętrowych regałach, na mrozie. Niektóre miały połamane paluszki. Te z wyższych pięter wypróżniały się na współtowarzyszy niedoli tkwiących niżej. Większe rasy trzymał w szopach, w brudzie i smrodzie.

Straż dla Zwierząt dowiedziała się o tym od nabywcy szczeniaka labradora, gdy jego kupiony za tanie pieniądze piesek padł na parwowirozę. Interwencja ujawniła koszmarne warunki, w jakich przebywały udręczone zwierzęta.

Wszyscy się oburzali, organizacje pomocowe znalazły dla niektórych psów domy – część zaś niestety nie przeżyła. Wydarzenie to dało asumpt do narzekania na niski poziom kultury kynologicznej w naszym kraju, do zachwalania akcji „rasowy = rodowodowy” – skądinąd słusznie.

Historia prawdziwa: Przylepka wytrzepywana z transportera

Domu szuka kilkumiesięczny piesek ozdobnej rasy, z hodowli określanej jako „jedna z najlepszych”. Potencjalni nabywcy, zobaczywszy zwierzątko, wpadają w panikę – wbity w transporter, niereagujący na żadne bodźce, śmierdzący psiak aż prosi się o etykietkę „szykują się kłopoty”. Ostatecznie kupują psa z litości, widząc, jak hodowczyni usiłuje wytrzepać psa z transportera, odwracając go do góry dnem, żeby go „lepiej pokazać”. Nie potrafią pogodzić się z tym, że pies musiałby wrócić do domu, w którym traktowano go w ten sposób.

Kobieta nie widzi nic dziwnego w zachowaniu pieska, mruczy coś o tym, że jest on „przylepką” i że „nie rozumie, dlaczego taki dziś nieśmiały”. No właśnie – tak dobrze udaje czy naprawdę nie wie, że zniszczyła psychikę jednego z wychowanków?

Pieska nie nauczono czystości, a jego futro jest przesiąknięte zapachem starych odchodów, widać, że ktoś naprędce wyrywał kołtuny i ciął posklejane włosy pod oczami, co doprowadziło do powstania trudno gojących się ran. Zwierzak panicznie boi się ludzi, dużych pomieszczeń, świata zewnętrznego, nie wie, co to obroża i smycz. Kiedy po długim czasie udaje się z nim nawiązać jakiś kontakt, zachowuje się jak dziecko z chorobą sierocą: obłąkańczo wtula się w człowieka, reaguje paniką na jakiekolwiek bodźce, ucieka lub nieruchomieje na wiele godzin.

Wygląda na to, że to typowy przykład psa, którego pozostawiono w hodowli, żeby zobaczyć, jak się rozwinie. Ponieważ nie spełnił oczekiwań co do idealnego wyglądu, a przy tym miał nieco słabszą psychikę niż jego bracia, podjęto decyzję o sprzedaży. I tak poszło do nowego domu dzikie zwierzątko, które zapewne nie było w stanie poddać się nauce chodzenia na ringówce – jedynej rozrywce, jaką miewają wystawowe championy z tej hodowli.

Czym jest rodowód?

Złośliwy chochlik szeptał mi jednak do ucha, że niewiele było trzeba, aby proceder okrutnego pseudohodowcy trwał w najlepsze. Ot, wystarczyło, żeby labrador nie zachorował albo żeby został jakimś cudem wyleczony – wtedy zapewne jego nabywca opowiadałby, jak świetnej dokonał transakcji, bo wciąż rzesze ludzi zasilają kiesy producentów szczeniąt, zwracając uwagę głównie na cenę zwierzaków, nie zaś na warunki, w jakich przyszło im się urodzić i odchowywać.

Istnieje jednak coraz większa grupa osób świadomych, czym jest rodowód i w jaki sposób należy szukać psa dla siebie. Rzecz w tym, że w naszych poszukiwaniach często i tak kierujemy się stereotypami, czarno-białą wizją świata, w której po ciemnej stronie mocy są „pokątni rozmnażacze”, zaś po jasnej wszyscy, którzy hodują psy z rodowodem; istnieją „ci źli” trenerzy stosujący awersję i „ci dobrzy” deklarujący się jako wyłącznie pozytywni itd.

Jednak świat wcale nie chce być czarno-biały. Dość często ludzie, którzy powinni propagować dobre wzorce obchodzenia się z psami, nie spełniają jakichkolwiek standardów. W dążeniu do zrealizowania własnych ambicji tracą umiar i zdrowy rozsądek. To, co było z początku niewinnym hobby, przeistacza się w traktowaną ze śmiertelną powagą walką o najwyższe zaszczyty.

Historia prawdziwa: Owczarek motywowany racjonowaniem wody

Ładny owczarek biega po placu treningowym znanej trenerki. Kobieta przynosi wiaderko z wodą. – Zaraz ci coś pokażę – mówi.

Gdy stawia wiaderko na ziemi, pies rzuca się ku niemu i żłopie wodę niczym smok wawelski po zjedzeniu nafaszerowanej siarką owieczki. Dziwi mnie to, bo dzień nie jest upalny, a zwierzak tyle co wyszedł z domu i nie zdążył się zmęczyć.

– Widzisz? – kobieta potrząsa głową ze smutkiem. – Gdyby mu pozwolić, wypiłby kilka wiader. Staramy się nad nim pracować, ale to bardzo trudne. Wiesz, że to ludzie tak mu zniszczyli psychikę?

Piękny pies został kupiony za granicą. Dotychczasowy właściciel, czeski szkoleniowiec (jeśli tak można go nazwać), postanowił się go pozbyć, gdy odkrył, że metody, które stosuje, nie działają na zwierzaka. A były one osobliwe. Zauważywszy, że pies przygotowywany do konkursów niezbyt dobrze tropi, uznał, że ma za małą motywację. A bez czego nie może się obejść żadna żywa istota? To jasne, bez wody. Wobec tego racjonowanie wody skłoni psa do pracy. Nie zrobisz śladu, nie dostaniesz wody!

Pies, którego jedyną winą było to, że jego pan nie umiał przekazać mu, czego od niego oczekuje, został niemal doprowadzony do śmierci z pragnienia. Właściciel był konsekwentny, pies się „nie starał”, więc i wody nie dostawał nieraz przez dwa dni. Kiedy ze zdrowego, chętnego do pracy zwierzęcia uczyniono chore psychicznie, ogarnięte obsesją stworzenie, pozbyto się go.

Wystarczy szczeniak w koszyku

Parę przykrych słów należy się tu organizacjom zrzeszającym kynologów (w praktyce są to najczęściej związki hodowców), które raczej obniżają, niż podwyższają swoje standardy.

Prosty przykład: jeszcze kilka lat temu do domu hodowcy przyjeżdżała komisja dokonująca przeglądu miotu. Teraz wystarczy szczenięta zapakować w koszyk i zawieźć do siedziby związku – dlatego nikt już nie ogląda warunków, w jakich się urodziły i wychowały. Zatem instytucja uwiarygodniająca znakiem firmowym działania swoich członków ma zerowe możliwości kontroli ich poczynań.

I niestety zdarza się, że na drodze takiego ambitnego kynologa zostają – czasem metaforyczne, a czasem całkiem realne – trupy.

Czyjeś pogrzebane nadzieje – na wymarzonego, zdrowego i szczęśliwego psa przyjaciela. Czyjeś wydatki – na doprowadzenie go do jako takiego zdrowia fizycznego i psychicznego. Czyjś czas zużyty na wyleczenie psa z traumy, na zsocjalizowanie go. No i leżą na tej drodze poszarpane, podeptane szczątki psiej duszy.

Autor: Paulina Łukaszewska