Zakochani po same uszy – wywiad z Jankiem i Lenką Klimentami

Wywiad z magazynu „Mój Pies i Kot” nr 4(31)/2018Z Jankiem i Lenką Klimentami rozmawia Paulina Król.

„Psa nie daje się komuś w prezencie, aby potem nie uświadomił sobie, że go nie chce, i nie oddał go do schroniska” – napisała Lenka na Instagramie. Gdyby spotkała kogoś, kto pozbył się pupila, to nie ręczyłaby za siebie. Nieprawdą jest więc, że dwa papillony były prezentem od Janka na walentynki. Podjęli decyzję po wielu rozmowach i wątpliwościach, czy dadzą radę przy swoim trybie pracy i częstych wyjazdach.

Odejście ukochanego papillona Benjamina, jednego z dwóch piesków, z którymi się wychowywała Lenka, przyspieszyło tę decyzję. Lence było bardzo smutno. Kiedy dziś ogląda jego zdjęcia, wciąż czuje przeszywającą serce tęsknotę, ale jak mówi, kto kocha pieski, ten zrozumie, jaki to ból, gdy odchodzi czworonożny członek rodziny. Smutek Lenki martwił też Janka. Uznali, że to jest ten czas, aby w ich domu pojawił się czworonóg. A że papillony to psy niekłopotliwe, w dodatku ukochane przez Lenkę, wybór padł na tę rasę.

Papillony nie lubią samotności, to dlatego wzięliście od razu dwa psy?

Janek: Mieliśmy zarezerwowanego szczeniaka w Polsce, ale hodowczyni, kiedy dowiedziała się, kim jestem, od razu podniosła cenę. Zacząłem szukać w internecie i trafiłem na hodowlę w Czechach. Z siedmiu szczeniąt było do wzięcia jeszcze dwóch chłopaków. Bez namysłu powiedziałem: no to rezerwujemy dwa.

Lenka: Byłam taka szczęśliwa! Przecież wychowałam się z dwoma papillonami, ale nie miałam śmiałości powiedzieć Jankowi, że tak byłoby lepiej przede wszystkim dla tych piesków. Znam tę rasę, wiem, że potrzebują towarzystwa. Zresztą Romeo i Benjamin jeszcze w hodowli trzymały się cały czas razem i tak zostało do dzisiaj – ani minuty nie spędziły oddzielnie. Benjamin to imię, które nadałam jednemu z nich na pamiątkę mojego zmarłego papillona. Zresztą do złudzenia przypomina tamtego Benji: miał na początku jedno uszko klapnięte i ma lekko przekrzywioną, charakterystyczną dla papillonów strzałkę na głowie.

J.K.: Drugi nasz piesek swoje imię zawdzięcza zabawnemu kompromisowi, na jaki przystała Lenka. Kiedyś powiedziałem jej, że jak będziemy mieli syna, to chciałbym, by miał na imię Romeo. Lenka zaprotestowała, że nigdy w życiu nie chce mieć dziecka o takim imieniu. Skoro więc nie mogę mieć syna Romea, to nazwałem tak psa. To był zresztą strzał w dziesiątkę, bo Romeo jest prawdziwym czarusiem – uwielbia wszystkie dziewczyny, nawet wielkie labradorki. W Lence natomiast jest zakochany od pierwszego spotkania, kiedy wzięła go na ręce na dworcu w Pradze. On chce być jej mężczyzną. Wie, że ja jestem pierwszy, ale w nocy zawsze próbuje się położyć między nami.

Tak, tak, psy śpią z nami, choć na początku trochę się opierałem. To są jednak sprytne zwierzaki i zawsze wiedziały, czy już zasnąłem. Wtedy cichutko wskakiwały do łóżka, a ledwie podniosłem rano powiekę, już ich nie było. Podczas moich wyjazdów wykorzystywały tę nieobecność, mając dodatkowo przychylność Lenki, i tak już zostało. W pierwszych miesiącach miałem też bardzo wyczulony węch, wszędzie czułem psią kupę. Obudził mnie raz taki „zapach” o trzeciej w nocy, ale Lenka uważała, że jestem przewrażliwiony i kazała mi spać. Nie dałem za wygraną i co się okazało? W sypialni były dwie kupy.

Klimentowie
fot. Celestyna Król

Zatem zaczęliście chodzić z psami na szkolenie?

L.K.: To jest rasa, która myśli, zresztą zajmuje ósme miejsce w rankingu inteligencji użytkowej. Zajęcia agility są dla nich stworzone, uwielbiają się bawić i jednocześnie szybko się uczą. Odbyliśmy kilkanaście lekcji, Janek ćwiczył z Benjim, a ja z Romeem. Zgodnie ze wskazówkami szkoleniowca nie dawaliśmy smaczków, tylko się cieszyliśmy, kiedy np. grzecznie załatwiały się na dworze. Do dziś wydaję okrzyki radości, a one, widząc moje zadowolenie, też są szczęśliwe. Oprócz podstawowych zasad posłuszeństwa potrafią przybijać piątkę, a jednego nauczyłam nawet obrotów.

J.K.: Ja stale je czegoś uczę. Pakuję na przykład herbatę do torebki, daję im do powąchania, chowam w sypialni i każę szukać. Zawsze znajdą i cieszą się z tego, a my jeszcze bardziej, że mamy takie mądre pieski.

Dwa papillony
fot. Celestyna Król

Zabieracie je ze sobą wszędzie?

J.K.: Studio ATM, w którym trenujemy, jest bardzo przyjazne psom. Na sali rzucam kurtkę na podłogę i one już wiedzą, że mają się tam położyć. Czekają grzecznie i jak tylko – leżąc na podłodze – zaczynam końcowy streching, przybiegają, żeby się pobawić. Ich obecność to dla mnie fantastyczne odprężenie. Nietancerzom polecam taniec jako sposób na odstresowanie, a dla mnie taniec to moja pasja, moja praca, która wymaga skupienia i pochłania całą energię. Każdy taniec i każda gwiazda są inne, tancerz prowadzący musi być przygotowany na wszystko. Romeo i Benji pozwalają mi gromadzić energię. Wiem, że po wysiłku zabiorę je na spacer. Nikt o nic mnie nie będzie pytał, nigdzie nie będę pędził. Odcinam się od świata i myślę tylko o nich i o przyrodzie. Podobnie na porannym spacerku. Dzień wydaje się od razu lepszy. Kocham zabawy z nimi, dawanie im zadań, które one z taką radością wykonują. Romeo to mały husky, uwielbia zabawy w śniegu, a obydwa przepadają za łapaniem śnieżynek.

L.K.: Podczas nagrywania programu „The Story of My Life” byliśmy w innym studiu, więc pieski czekały w mojej garderobie. Po kolejnej charakteryzacji poszłam je odwiedzić. Cieszyły się tak, jakby mnie nie widziały 100 lat. Ale za chwilę w drzwiach stanęło parę osób z ekipy i wtedy Romeo, mój kochany bodyguard, wyskoczył do nich z głośnym szczekaniem, jakby chciał powiedzieć: no, wynoście się. Ale zaraz wrócił do mnie i skomląc, prosił: kochanie, zostań tutaj. Powtórzył to kilka razy: biegał raz do nich, raz do mnie.

Na Instagramie Lenki zwraca uwagę wpis: I am totally in love with my dogs.

L.K.: Psy to najwięksi przyjaciele, dają tyle szczerej miłości, ile ludzie czasem nie potrafią dać. Człowiek zwykle oczekuje czegoś w zamian, a pies kocha bezwarunkowo. Nawet piesek uwiązany na mrozie przy budzie będzie się trzymał swojego pana. To wydaje się nienormalne, ale tak jest i dlatego kocham psy nad życie, nie tylko swoje, które są na pierwszym miejscu, ale wszystkie. Bardzo mi brakuje ich radości, kiedy musimy gdzieś wyjechać bez nich. A we śnie układam się intuicyjnie tak, jakby były z nami. Wszystkie napotkane bezdomne psy wzmagają tęsknotę. Wszędzie dajemy wodę i jedzenie takim pieskom. Pomagamy też tutaj. Dochód z organizowanych przeze mnie maratonów zumby, z pomocą także Janka, Rafała Maseraka czy Stefana Tarrazino, przekazałam do schroniska Emir. Janek część swojej wygranej z „Tańca z gwiazdami” także przekazał temu schronisku.

J.K.: Na naszym ślubie zamiast kwiatów zebraliśmy 600 kg karmy, którą zawieźliśmy do dwóch schronisk w Polsce i jednego w Czechach. W Czechach w schronisku było tylko 8 psów, a w Polsce aż 130. Tam jest jednak od dawna system obowiązkowego czipowania i nie ma tylu porzuceń, bo ludzie obawiają się kary.

Tancerze z psami
fot. Celestyna Król

Zbieranie karmy zamiast kwiatów stało się popularne. Co innego psy w roli świadków.

J.K.: Najważniejszymi świadkami na naszym ślubie były nasze psy: Romeo i Benji. Uczyłem ich wcześniej noszenia obrączek przyczepionych do muszek. Na początku chciały je zdejmować, ale w dniu ślubu, kiedy już powiedzieliśmy sobie „tak”, zawołaliśmy je, one ładnie podeszły i wtedy wzięliśmy od nich obrączki.

Wasze marzenia też wiążą się z psami.

J.K.: Naszym marzeniem jest dom nad morzem i schronisko. Może to będzie bardziej taka przystań dla kilkunastu przygarniętych psów. Chcielibyśmy dać fajne życie zwierzakom, żeby były szczęśliwe. Urodziłem się za komuny i doceniam, co to znaczy wolność. Czulibyśmy radość, dając także tym porzuconym, niechcianym psom miłość i wolność.

Jan Kliment – czeski tancerz reprezentujący najwyższą klasę „S” w tańcach latynoamerykańskich. Popularność zyskał dzięki udziałowi od 2009 roku w polskiej edycji „Tańca z gwiazdami”, a następnie od 2014 roku w „Dancing with the Stars”. W 2017 roku wygrał finał, tańcząc z Natalią Szroeder. Z Lenką, także czeską tancerką, są małżeństwem od 2016 roku.

Autor: Paulina Król