Czy adopcja starego, schorowanego psa ma jeszcze sens?


Czy pies, który większość życia spędził w schronisku, odnajdzie się na domowej kanapie? Czy adopcja starego psa na pewno wyjdzie mu na dobre?

Każde schronisko dla psów pełne jest czworonogów w różnym wieku i stanie zdrowotnym. Wśród adoptujących najpopularniejsze są zawsze szczeniaki – młode, energiczne zwierzaki, które mają przed sobą jeszcze całe życie. Adoptując szczeniaka, wiele osób ma poczucie, że ratuje go przed spędzeniem całego życia za kratami. I słusznie! Jednak czy tylko psim młodziakom warto podarować ciepły dom i miłość opiekuna? Nieraz można usłyszeć, że adopcja starego psa nie ma już sensu, a stres związany z przeprowadzką ze schroniska, w którym schorowany psiak spędził większość życia, tylko pogorszy jego stan… Czy na pewno lepiej „nie przesadzać starego drzewa” i pozwolić psiemu staruszkowi umrzeć w miejscu, które zna?

Adopcja starego psa też ma sens!

Psiak, który całe życie spędził w schronisku, zazwyczaj zdążył już przyzwyczaić się do życia za kratami. Ciągły hałas, przejmujące chłody i niemal nieprzerwana izolacja od człowieka to jego chleb powszedni. Jednak nie znaczy to, że starszy czworonóg powinien odejść zapomniany za kratami! Każdy pies żyjący w zamknięciu cierpi. I każdemu psu warto podarować choć kilka ostatnich miesięcy domowego ciepła i miłości.

Każdy zasługuje na dom i miłość, co za różnica, ile ma lat i jakiej jest wielkości, czy jest zdrowy, czy chory, czy zostało mu 1 dzień życia czy 10 lat… Każdy musi być kochany i nie być sam. A chory? No to co… To życie i jego element! – pisze opiekunka Czamara, któremu podarowała dom na ostatnie 7 miesięcy życia.

Nieraz starszy, bardzo schorowany psiak, dzięki staraniom swoich nowych opiekunów cieszy się nowym życiem jeszcze przez wiele lat. Adoptowane na starość czworonogi nieraz zmieniają się w nowych domach nie do poznania. Odzyskują dawną energię i wyraźnie cieszą się z drugiej szansy, którą dostały od swojego człowieka. Oto dwie historie schorowanych psich staruszków, którym udało się znaleźć dom dosłownie w ostatniej chwili!

Mery Joker – typowy kundel, o którym zapomniał świat

Mery trafił do schroniska w 2011 roku jako trzyletni psiak. Jednak mimo młodego wieku nie udało mu się wystarczająco szybko znaleźć nowego domu. Zbyt duży dla osób szukających małego psa i za mały dla amatorów czworonogów o słusznej postawie swoje najlepsze lata spędził za kratami, niezauważony przez nikogo. Również swoim zachowaniem nie budził zainteresowania wśród adoptujących. Całe dnie spędzał na budzie, skąd bez zbytniego zainteresowania obserwował przechodzących ludzi, a na spacerach parł naprzód, nie zwracając żadnej uwagi na osobę na drugim końcu smyczy…

adopcja starego psa
fot. Schronisko na Paluchu

W 2016 roku znaleźli się wolontariusze, którzy za cel postawili sobie otworzenie wycofanego czworonoga na kontakt z człowiekiem. Dzięki ich zaangażowaniu w opiekę nad zwierzakiem, częste spacery i zabieranie Merego na liczne akcje promocyjne udało się zmienić psa nie do poznania! Zwierzak stał się idealnym towarzyszem człowieka, który na spacerze zabiega o kontakt ze znajomymi osobami, prosi o głaskanie i radośnie zeskakuje z budy na widok swoich wolontariuszy. Psiak nauczył się także podróżować samochodem i nareszcie zaczął się uśmiechać!

adopcja starego psa
fot. Schronisko na Paluchu

Jednak nawet taka przemiana nie pozwoliła znaleźć Meremu domu. Lata mijały, odbijając się coraz bardziej na zdrowiu żyjącego w schroniskowym stresie kundelka…

Mery zaczyna poważnie chorować

Lata spędzone za kratami i przebywanie w stresującym środowisku zaczęły poważnie odbijać się na zdrowiu zwierzaka. Mery Joker nie tylko wyraźnie posiwiał na całym ciele – również jego serce zaczęło się starzeć. Z powodu niedomykalności zastawki i innych przypadłości miesięczne koszty leczenia psiaka sięgały nawet 300 zł, co dodatkowo zniechęcało potencjalnych adoptujących. Jednak w niedługim czasie okazało się, że to nie osłabione serce jest największym problemem psiaka…

adopcja starego psa
fot. Schronisko na Paluchu

W 2018 roku u Merego wykryto guza na jelicie. Jedynym ratunkiem dla czworonoga była operacja, jednak jego stan sugerował, że w warunkach schroniskowych zwierzak nie da rady wrócić do pełnego zdrowia po tak ciężkim zabiegu. Wolontariusze zaczęli więc na szybko szukać czworonogowi domu, który podejmie się opieki nad starszym, schorowanym psem. Nie mieli jednak wielkich nadziei – od 2011 roku nikt nie zainteresował się adopcją Merego. Szanse poważnie chorego, starszego kundla na znalezienie domu były więc naprawdę niewielkie.

Do Merego uśmiecha się… dziecko!

Wszystko zmieniło się wraz z wizytą w schronisku kobiety z dzieckiem. Jej 9-letni syn, przechodząc obok boksu Merego stwierdził, że „to będzie jego pies” i nie chciał już oglądać pozostałych czworonogów. Szczęśliwie zdarzyło się, że Mery bez problemu tolerował dzieci… W przeciwieństwie do kotów, a w tym domu były aż dwa! Jednak na wizycie przedadopcyjnej okazało się, że Mery goni koty wyłącznie na dworze, a trzymane w domu mruczki bardzo szybko zaakceptował jako członków rodziny. W ten sposób starszy, schorowany Mery Joker zyskał swoją nową rodzinę. Na drodze do nowego życia pozostał tylko guz na jelitach.

Operacja Merego i nowe życie staruszka

Dwa miesiące po adopcji Mery Joker przeszedł trudną operację usunięcia guza i zespolenia jelita. Ze względu na ostrożne rokowania weterynarzy, zaawansowany wiek i słabe serce zwierzak spędził w lecznicy aż tydzień. Jednak dzięki profesjonalnej opiece czworonóg stanął na nogi i mógł już w pełni cieszyć się swoim nowym życiem. Oczywiście operacja odbiła się na jego zdrowiu – psiak nie jest już energicznym staruszkiem, a spacery odbywa raczej w spokojnym tempie. Jednak mimo to w dalszym ciągu jest doskonałym, ukochanym przyjacielem rodziny. Mimo spędzenia większości życia za schroniskowymi kratami idealnie odnalazł się na domowej kanapie, w towarzystwie dwóch kotów i dziecka, dzięki któremu zyskał szansę na nowe życie! Jego nowa opiekunka także nie została sama z trudami związanymi z opieką nad psiakiem – zawsze może liczyć na pomoc byłych wolontariuszy Merego.

Armand – zwrócony z adopcji został w schronisku na 10 lat

Młody, energiczny psiak w krótkim czasie zaliczył aż dwie nieudane adopcje. Jego wolontariusze nie pamiętają już nawet, jaki był powód oddania Armanda do schroniska. Wspominając psiaka z jego pierwszych lat za kratami, opisują go jako wulkan pozytywnej energii o mądrych, poczciwych oczach. Tego psiaka nie dało się nie lubić, mimo że swoją słuszną posturą w pierwszej chwili mógł budzić respekt. Armand był psem wyjątkowo oddanym swoim wolontariuszom, a jego jedyną wadą był brak tolerancji dla innych czworonogów… Jednak jako taki psiak nie spotkał się z zainteresowaniem schroniskowych gości.

adopcja starszego psa
fot. Schronisko na Paluchu

Lata mijały, a stan psiaka coraz bardziej się pogarszał. Armand powoli tracił wzrok, słuch i bardzo schudł. Starszego czworonoga zaczęły także męczyć uporczywe biegunki – jego osłabiony organizm nie radził sobie w kontakcie z bakteriami i pasożytami, których w schronisku było pełno… Również jego serce było coraz bardziej chore i wymagało kosztownego leczenia. Jednak mimo coraz słabszego samopoczucia Armand wciąż nie dawał za wygraną. Na widok ukochanych wolontariuszy w dalszym ciągu wstawał z posłania i machał radośnie ogonem, a na spacerze oglądał się na człowieka, mając nadzieję, że dostanie kilka przysmaków. Przestało mu także przeszkadzać towarzystwo innych psiaków, dzięki czemu mógł zamieszkać w ciepłej, wewnętrznej sali przeznaczonej dla starszych zwierząt.

adopcja starszego psa
fot. Schronisko na Paluchu

Wolontariusze psiaka powoli zaczęli tracić nadzieję na to, że kilkunastoletni psiak, który spędził 10 lat w schronisku, zdąży jeszcze znaleźć kochający dom i nie umrze za kratami…

Jedyny telefon w sprawie Armanda

W środku zimy nagle zadzwonił telefon – pewna rodzina wypatrzyła Armanda w internecie i od razu się w nim zakochała! Zainteresowana staruszkiem para miała dwójkę dzieci i adoptowanego wcześniej psa. A do tego… mieszkała 350 km od schroniska. Jednak wolontariuszka psa wiedziała, że druga taka okazja może już się nie zdarzyć. Wypytała potencjalnych adoptujących o warunki, jakie są w stanie zapewnić czworonogowi, a kiedy upewniła się, że będą one odpowiednie dla Armanda, bez wahania wsadziła psiaka na tylną kanapę samochodu i zawiozła go niemal na drugi koniec Polski. Na miejscu okazało się, że warto było podjąć takie ryzyko – psiak momentalnie odnalazł się w nowym otoczeniu. „On tam po prostu od razu pasował”, mówi była wolontariuszka Armanda.

Schorowany Armand po 10 latach opuścił schronisko 🙂 Na zdjęciu już w nowym domu <3Cały czas nie możemy uwierzyć w ten cud !

Publiée par Schronisko Na Paluchu sur Dimanche 10 décembre 2017

Zwierzakowi nie przeszkadzało towarzystwo dzieci ani nowy, czworonożny współlokator. Nowi opiekunowie psa okazali się niesamowicie wrażliwymi i odpowiedzialnymi ludźmi. Dzięki przychylności dyrekcji i ze względu na ciężki stan zwierzaka, wszystkie formalności udało się załatwić na odległość, by nie męczyć schorowanego psiaka kolejnymi podróżami.

Do ostatnich chwil Armand otoczony był miłością człowieka

W swoim domu, który był tak naprawdę jego jedynym prawdziwym domem, Armand otrzymał ogrom miłości. Psiak odwdzięczał się domownikom tym samym i nie sprawiał im żadnych problemów. Jednak jego stan wymagał dalszego leczenia. Jakiś czas po adopcji wykryto u czworonoga chłoniaka… Guzy bardzo szybko rozsiały się po całym ciele zwierzaka. 10 miesięcy po adopcji Armand odszedł. Jednak nie była to śmierć w zapomnianym, ciemnym boksie. Schorowany, ale już nie bezdomny psiak był trzymany do ostatniej chwili za łapę przez swoją nową rodzinę.

Dlaczego warto adoptować starszego, schorowanego psa?

Dlaczego ja adoptowałam starszego, schorowanego psa na ostatnie lata życia? Bo wiedziałam, że jeśli ja jej nie adoptuję, to zapewne nie będzie miała domu, nigdy nie poczuje miłości człowieka i nie zaufa, bo zbyt wiele złego doświadczyła od złych ludzi. Co mi dała ta adopcja? Wierną, kochaną, spokojną towarzyszkę życia, której przemianę obserwowałam ze łzami w oczach. Do końca pozostał jej odruch obronny przed dotknięciem ręki – wcześniej była bita i poniżana, ale pod koniec życia domagała się pieszczot i uwagi człowieka. Tym razem wiedziała, że to będzie dobra uwaga. Odeszła w spokoju, kochana i spokojna. Wiedziała już, że człowiek to także dobro – tak o adopcji swojego starszego psiaka pisze Gosia, wolontariuszka z warszawskiego schroniska.

Wystarczy jeden telefon, by świat bezdomnego staruszka zmienił się o 180 stopni. Jeśli masz możliwość adoptowania schorowanego psiaka, nie wahaj się! Twoja decyzja o zabraniu go ze schroniska, w którym spędził całe życie, nie tylko nie wyrządzi mu krzywdy. Może być jego jedyną szansą na zaznanie miłości i opieki człowieka, choćby na te kilka miesięcy!

Autor: Aleksandra Prochocka