Schronisko na Paluchu przepełnione. „Ciągle przybywa nam psów!”

Aleksandra Prochocka

Aleksandra Prochocka

Ten tekst przeczytasz w 5 minut

Rekordowo niska liczba psów z 2020 roku szybko poszła w zapomnienie. Teraz w warszawskim Schronisku na Paluchu nastał prawdziwy kryzys.

schronisko na paluchu przepełnione

Fot. Schronisko na Paluchu/Facebook

Dwa lata temu wraz z nadejściem pandemii wolontariusze dołożyli wszelkich starań, by jak najwięcej psów opuściło schroniskowe boksy. Wiele czworonogów zostało adoptowanych przez samych wolontariuszy, wiele z nich trafiło także na dom tymczasowy. Sprawiło to, że przez długi czas na Paluchu utrzymywała się rekordowo niska liczba psów, dzięki czemu schronisko mogło przejść poważną metamorfozę. Teraz niestety sytuacja uległa diametralnej zmianie. W ostatnich miesiącach liczba psów na Paluchu drastycznie wzrasta. Starające się zapewnić zwierzętom godne warunki schronisko, mogące w najgorszych latach pomieścić 1500 psów, staje znów przed wizją zatłoczonych boksów, krótkich i rzadkich spacerów i dramatycznego przepełnienia.

Jak zmienił się Paluch w ostatnich latach?

Nagły spadek liczby psów umożliwił schronisku przeprowadzenie niezbędnych usprawnień, dzięki którym jakość życia czworonogów znacząco się poprawiła. Psiaki mogły przebywać w boksie pojedynczo, co znacznie ułatwiało wyprowadzanie ich na spacery i sprawiało, że każdy zwierzak miał zapewnione niemal codzienne, długie spacery. Jeden ze stojących w schronisku pawilonów można było przekazać starszym, schorowanym psom, które przeniesiono w końcu z osobnego, popadającego w ruinę budynku. Natomiast budynek dawnej „geriatrii” wyłączono z użytku i zaplanowano budowę nowej, bezpiecznej przestrzeni dostosowanej do potrzeb psich staruszków. Zrezygnowano także z umieszczania psów w tych domkach, które z różnych względów nie nadawały się już do użytku – były zbyt małe lub zniszczone i nareszcie można było je zdemontować.

Również jakość opieki weterynaryjnej wzrosła. Schronisko mogło bowiem pozwolić sobie na finansowanie nie tylko podstawowych zabiegów, ale także na bardziej zaawansowane leczenie psów u doświadczonych specjalistów. Schronisko na Paluchu, dzięki rekordowo niskiej liczbie psów, było w stanie zapewnić psom kompleksową opiekę na wystarczająco dobrym poziomie. To wszystko nie trwało jednak długo...

Dlaczego psy nie mieszczą się na Paluchu?

Plan wyremontowania „geriatrii” wyłączył z użytku niemal 1/5 terenu Palucha, a demontaż starych domków odebrał kolejne miejsca, w których można było ulokować psy. Wolontariusze starają się zapobiegać umieszczaniu trzech czy czterech psów w jednym boksie, bo uniemożliwiłoby to wyprowadzanie zwierzaków na częstsze spacery. Regulamin wolontariatu nakazuje bowiem, ze względów bezpieczeństwa, równoczesne wyprowadzanie wszystkich znajdujących się w danym boksie zwierzaków – by wziąć na spacer wszystkie cztery psy, potrzeba aż czterech osób. Sytuacja stała się tak trudna, że psy, które kończą obowiązkową po przyjęciu kwarantannę, wciąż przebywają w izolacji – po prostu nie ma gdzie ich umieścić. Natomiast kolejne psy mające odbyć kwarantannę, zajmują boksy szpitalne, które powinny być przeznaczone wyłącznie dla chorych psów.

Schronisko podjęło więc trudną decyzję o umieszczeniu między boksami dodatkowych domków, które zaczęły nie tylko utrudniać swobodne prowadzenie psów po terenie schroniska, ale także zajęły już jeden z trzech wybiegów, które dotychczas służyły psom jako przestrzeń na swobodną, bezpieczną zabawę i bieganie bez smyczy.

Stawiające na coraz lepszą jakość opieki weterynaryjnej schronisko ma także coraz większy problem z zapewnieniem psom specjalistycznego leczenia. Finansowanie skomplikowanych zabiegów i rehabilitacji, które zaczęło być możliwe dzięki małej liczbie psów, znów staje się nieosiągalne…

Zapewnieniu psom należytej opieki nie pomaga także zmniejszona aktywność osób, które w ramach wolontariatu przychodzą wyprowadzać psy i przygotowywać je do adopcji. Coraz cięższe warunki w schronisku i sytuacje osobiste sprawiają, że osoby te nie angażują się w wolontariat w dotychczasowym, a tym bardziej niezbędnym teraz, większym wymiarze godzin. Nie pomagają też ciągle ponawiane apele schroniska o wsparcie wolontariatu przez nowe osoby – coraz mniej ludzi ma możliwości nieodpłatnie udzielać się w schronisku.

Dlaczego wciąż przybywa psów?

Skąd nagle tak wiele psów trafia na warszawski Paluch? Na to pytanie wolontariusze starają się znaleźć odpowiedź, choć na podstawie ograniczonych danych mogą się jedynie domyślać. Panujący obecnie w Polsce kryzys finansowy dotknął także opiekunów psów, który mogliby nagle masowo porzucać swoich podopiecznych. Jednak przybywające do schroniska psy to tylko w niewielkim procencie adoptowane kiedyś z Palucha i teraz zwracane czworonogi lub zaczipowane, wyraźnie domowe psiaki. Wiele z przyjmowanych zwierząt wydaje się w ogóle nie pochodzić z Warszawy – są zabiedzone, brudne, nie umieją chodzić na smyczy, a wiele z nich panicznie boi się kontaktu z człowiekiem…

Wolontariusze przypuszczają, że za nagły napływ psów do schroniska odpowiadają tak zwane „przerzuty” polegające na masowym wyłapywaniu wiejskich psów z różnych zakątków kraju i zwożeniu ich do Warszawy z nadzieją, że trafią właśnie na Paluch. Osoby chcące w ten sposób „pomóc” psom często dostarczają je do warszawskich lecznic, skąd zwierzaki są odbierane przez straż miejską i umieszczane w schronisku. Liczba psów, których los najprawdopodobniej wyglądał właśnie w ten sposób, jest naprawdę duża. Tak duża, że w schronisku po prostu nie starcza już miejsca.

Jednak takie postępowanie niesie ze sobą dramatyczne skutki nie tylko dla schroniska i przebywających w nim już czworonogów. Cierpią przez nie także same „uratowane” ze wsi psy. Przerażone, nieobyte z miejskim życiem, hałasem i tłokiem zwierzaki przeżywają ogromną traumę trafiając za kraty tak dużego schroniska. Zanim będą mogły iść do adopcji, muszą przejść długi i niezwykle trudny proces resocjalizacji i nauki chodzenia na smyczy, zaznajamiania się z miastem i jego dźwiękami, samochodami, schodami… To wszystko w panujących na Paluchu warunkach może zająć nawet trzy lata. Na domiar wszystkiego obecna sytuacja w warszawskim schronisku – umieszczanie psów po kilka w boksach, rzadsze spacery i przepełnienie – jeszcze utrudnia skuteczną pracę z tymi czworonogami. Proces ten byłby znacznie szybszy, gdyby psiaki trafiały do mniejszych, spokojniejszych schronisk zlokalizowanych w bardziej naturalnych dla tych psów okolicach.

Jak możesz pomóc psom na Paluchu?

Wolontariusze apelują przede wszystkim o zaprzestanie zwożenia na Paluch psów spoza Warszawy. Czworonogom przebywającym w coraz bardziej zatłoczonym schronisku można pomóc także na wiele innych sposobów, między innymi poprzez odpowiedzialną i przemyślaną adopcję psa ze schroniska lub z domu tymczasowego oraz wsparcie wolontariatu.

„W tych trudnych czasach każda forma wsparcia jest dla nas cenna. Psiaki potrzebują nie tylko dobrego domu, ale także należytej opieki do czasu, aż ten dom znajdą. Jeśli nie możesz pozwolić sobie teraz na adopcję zwierzaka, a los bezpańskich czworonogów leży ci na sercu, dołącz do wolontariuszy. Nawet jedna twoja wizyta w tygodniu i zabranie na spacer dwóch czy trzech psów sprawi im ogromną radość i umożliwi nam lepsze przygotowanie ich do życia przy boku człowieka.”

Podziel się tym artykułem:

Aleksandra Prochocka
Aleksandra Prochocka

Specjalista do spraw żywienia psów, zoopsycholog, wolontariusz w Schronisku na Paluchu. Absolwentka studiów magisterskich na Wydziale Nauk o Zwierzętach, SGGW.

Koty i Psy - E-booki

Pobierz darmowy ebook o rasach psów

Zapisz się na newsletter i odbierz ebook „50 ras w sam raz do kochania” całkowicie za darmo

Zapisz się

REKLAMA zniknie za 10s

REKLAMA zniknie za 10s