Ja nie umiem go przytrzymać!

W gabinecie pojawia się pies sporych rozmiarów. Do wykonania jest badanie krwi. Co zrobić, gdy nie ma nikogo w postaci technika lub drugiego lekarza do pomocy, a właściciel nie umie zapanować nad psem?

Taka sytuacja niestety nie jest nadzwyczajna. Zdecydowanie za często spotykam się z właścicielem, który nie chce, nie umie albo zwyczajnie boi się przytrzymać swoje zwierzę. Co mi wtedy pozostaje? Teoretycznie – pomoc innego lekarza.

Kto może przytrzymać zwierzę?

W przychodni, w której pracuję, zwykle na dyżurze nie jestem sama, więc pomoc innej osoby z personelu jest możliwa. Ale czasem każdy z lekarzy ma swojego pacjenta i nie może go opuścić nawet na chwilę. Co wtedy robić?

Kiedyś się zastanawiałam, czy może dobrym pomysłem byłoby stworzenie kursów dla właścicieli zwierząt pod tytułem „Jak prawidłowo przygotować zwierzę do zabiegów lekarsko-weterynaryjnych”. Ale czy ktoś byłby chętny? Ech…

Często opiekunowie moich pacjentów zwyczajnie boją się swojego zwierzaka. Miałam ostatnio taką właśnie sytuację.

Kaganiec z zabawki

Pies, pinczer miniatura, z „wieczną” otyłością. Zawsze z zabawką w pysku. Czemu? Bo kąsa! A tak ma przynajmniej zatkaną buzię… U pieska problemem były gruczoły okołoodbytowe. Zaczął saneczkować. Niezbędne było obejrzenie pupy i zrobienie porządku. Tylko jak to zrobić, gdy powiedzenie, że „pacjent nie współpracuje”, jest najdelikatniejszym określeniem, jakiego da się użyć w tym konkretnym przypadku?

Przy próbie zbliżenia się do psa słychać tylko warczenie i za moment pojawiają się zęby wycelowane w kierunku lekarza. Wszystko to jest dla mnie zrozumiałe, bo to, co weterynarz robi zwierzakom, rzadko należy do przyjemnych zabiegów, ale pewne rzeczy po prostu trzeba wykonać. Wtedy niezbędne jest działanie właściciela.

Właścicielka owego pinczerka tak się go wystraszyła, że nawet nie była w stanie założyć psu kagańca, nie mówiąc o dotknięciu go. W pierwszej chwili nie oceniłam sytuacji wystarczająco dobrze, ale po chwili, jak podniosłam wzrok i spojrzałam na właścicielkę, ta była aż czerwona ze zdenerwowania. Wtedy ja też wystraszyłam się nie na żarty! Pączek (bo tak ma na imię ów pinczerek) dalej ostrzegawczo na mnie warczał, a ja bałam się, że pani zaraz zemdleje.

Dlaczego prawidłowe trzymanie psa jest takie ważne?

Odpowiednie utrzymanie psa przy zabiegach to, po pierwsze, komfort dla lekarza. Przy wspomnianym już pobieraniu krwi nie ma możliwości jednoczesnego poskramiania pacjenta – to zadanie należy do opiekuna. Zwyczajnie mamy za mało rąk!

Po drugie, istotną sprawą jest fakt, że gdy zwierzę się boi, to się broni, a gdy nie ma jak uciekać, to się wyrywa, szarpie i ostrzega. Jeśli jest nieumiejętnie trzymane, może zwyczajnie zrobić sobie krzywdę!

Trzecią – i z punktu widzenia psa najważniejszą – sprawą jest jego komfort. Niepewność wywołuje strach. Pies musi mieć oparcie we właścicielu.

Im szybciej pobierzemy krew, zrobimy opatrunek czy cokolwiek innego, tym szybciej pacjent będzie wolny, a to zmniejsza do minimum stres, który zawsze towarzyszy wizytom w gabinecie weterynaryjnym.

Współpraca właściciela i lekarza jest niezbędna do sukcesu terapeutycznego. Czasem trzeba zamknąć oczy i uwierzyć weterynarzowi. My, lekarze, nie mamy złych zamiarów!