Mojego psa ktoś otruł. Ratunku!


"Mojego psa ktoś otruł. Ratunku!" - takie słowa przeczytałam w wiadomości od kolegi. Przestraszyłam się. Godzina była późna, bo już po 22. Ale cóż było robić? Trzeba było pomóc - i to w dodatku na odległość! Tylko jak to zrobić? Na szczęście... nic nie przeraża weterynarza!

Należę do osób, które raczej wierzą w ludzi i daleko mi do szybkiego oskarżania o złe zamiary innych. Dlatego w pierwszej chwili pomyślałam, że kolega koloryzuje. Jednak po przeprowadzeniu krótkiego wywiadu przez telefon dowiedziałam się, że faktycznie są w tamtej okolicy osoby, które mogą chcieć źle dla jego zwierząt.

Rozmowa toczyła się dalej. Dowiedziałam się, że pies jest młody i nagle poczuł się źle. Mogłoby to jak najbardziej wskazywać na otrucie. Wymioty, osowienie – to do otrucia pasuje. Ale wysoka temperatura – a okazało się, że pies zrobił się bardzo gorący – raczej się nie zdarza.

Co jeszcze dolegało psu?

Krwisty mocz i osłabienie mogą wystąpić przy zatruciu na przykład trutką na szczury i myszy. Pies nie musiałby nawet zjeść samej trutki (choć o to wcale nietrudno – te specyfiki są bardzo smakowite!), ale na przykład martwego gryzonia. Wtedy zatrucie murowane!

Okazało się, że Malina nie jest kastrowana, ale też w ostatnim czasie nie miała cieczki, więc podejrzenie ropomacicza odpadło. Moje kolejne pytanie dotyczyło kleszczy. Szybko się okazało, że suczka nie była zabezpieczona przeciwko nim, ale – zdaniem opiekuna – nie było takiej potrzeby.

– Siedzi tylko na podwórku. Tu nie ma kleszczy!
– Jak to nie ma? Trawę masz? Krzaki? To i kleszcze mogą być! Mogą nawet spaść z przechodzącego kota czy innej wiewiórki i zaraz zaatakują niezabezpieczonego psa.
– Tak myślisz? To co mam robić?
– Bierz psa do samochodu i jedź do całodobówki.

Zatrucie? Niekoniecznie…

Na szczęście kolega to odpowiedzialny właściciel swoich psów. Mimo późnej pory oraz odległości kilkudziesięciu kilometrów do najbliższej lecznicy całodobowej (mieszka na wsi), zapakował psa do samochodu i pojechał. Godzinę później dostałam zdjęcie wyników – babeszjoza.

Szybko podjęte leczenie dało efekty. Za 3 dni suczka była jak nowa! Całe szczęście… Przy chorobie odkleszczowej liczy się czas, w którym podjęte zostanie leczenie. Jeśli zbyt późno – może skończyć się nawet śmiercią zwierzęcia. Nauczka z tej całej historii była taka, że właściciel nauczył się regularnie zabezpieczać swoje psy przeciwko kleszczom.

Sprawa była o tyle śmieszna, że w oczach znajomego urosłam do rangi niemalże… wyroczni. Telefonicznie zdiagnozowałam pacjenta! Od zatrucia do babeszjozy droga dość daleka, choć tu przy dobrym wyczuciu i wywiadzie udało się błyskawicznie rozróżnić te dwie spawy. Cała historia wydarzyła dosłownie tydzień temu. Tak, w lutym – kiedy mnóstwo przychodzących do mnie opiekunów psów jest zdumionych, gdy pytam o zabezpieczenie przed kleszczami. W środku zimy? A jednak! Nie kierujmy się kalendarzem, a temperaturą za oknem. Gdy na dworze ciepło, kleszcze mają się świetnie i szukają nowych ofiar. Zadbajcie o to, by nie stały się nimi wasze psy…