Django i Tuwim

Na dobry początek

Na początku nie było żadnego psa. A kiedy w końcu się pojawił, to już nie było niczego, co nie dotyczyłoby psa. Oto krótka opowieść o tym, jak zaczęło się to, co się ma nigdy nie skończyć - moja przygoda z psami. Trochę o Tuwimie, trochę o Django i trochę o nich razem. Blogowe "pierwsze koty za płoty".

Ten pierwszy pies, jak był mały, to od razu był duży. Potem rósł jeszcze bardziej, aż przestał się mieścić na sofie i trzeba było kupić nową. Także dlatego, że pierwszą zjadł. Ten pierwszy pies w wielkim stylu przesłonił mi cały świat. Ten pierwszy pies to Tuwim, dog niemiecki.

Potem Tuwim znalazł w rowie potrąconą przez samochód Baśkę, wiejskiego kundla i trzeba było jej pomóc, więc pomogliśmy i tym sposobem wkroczyliśmy w świat psiej bezdomności. Gdy ostatecznie podjęta została decyzja o adopcji psa – Baśka była już w swoim prywatnym raju na ziemi, więc zaczęliśmy się rozglądać za innym potencjalnym czworonożnym domownikiem.

Wiadomo było, że ma być mały i kompaktowy, no bo duży już jest Tuwim, więc to będzie fajna odmiana, a poza tym łatwiej będzie z transportem i zakwaterowaniem. Pojechaliśmy do schroniska i wróciliśmy z Django, 30-kilogramowym mieszańcem huskiego i malamuta.

Django i Tuwim jak woda i ogień

Kojarzycie te wszystkie komedie, w których występuje para przyjaciół o całkowicie odmiennych charakterach? Flip i Flap, Chandler i Joey, Jay i Cichy Bob…

Te komedie guzik wiedzą o odmiennych charakterach. Te komedie nie zauważyłyby odmiennych charakterów nawet, gdyby odmienne charaktery urządziły sobie grilla w ich ogródku. Prawdziwe odmienne charaktery to Tuwim i Django.

Król Tuwim Pierwszy

Tuwim od 4 lat, czyli od dnia swoich narodzin, żyje w przeświadczeniu, że jest prezydentem wszechświata. Tuwim stawia warunki i oczekuje szybkich rezultatów. Jak postanowi, że czas na nową kanapę, to starą zjada. Jak postanowi, że jest yorkiem, mimo że waży 78 kilo, to siada ludziom na kolanach bez względu na to, czy ci ludzie sami zdążyli już usiąść. Jak postanowi zasnąć w przejściu między kuchnią a pokojem, to łatwiej jest wyburzyć ścianę nośną, niż obudzić Tuwima.

Tuwim wychodzi na spacery takim krokiem, że brakuje mu tylko złotego łańcucha na szyi i żeby przerzucał z łapy do łapy kluczyki do beemki. A jednocześnie Tuwim to najbardziej uczuciowy, oddany i radosny pies, jaki kiedykolwiek chodził po ziemi. Tuwim zdaje sobie sprawę z tego, że jest mistrzem świata, ale codziennie daje ci do zrozumienia, że ty plasujesz się zaraz za nim.

Django – zagadka ludzkości

Django to zupełnie inna historia. Mało wiemy na temat jego wcześniejszych przeżyć, musiało się jednak dziać dużo i niekoniecznie fajnie, bo Django to pies, który postanowił zniknąć. Zaszył się gdzieś w czeluściach swojej skrzywdzonej duszy i uznał, że już niczego nie potrzebuje: ani jedzenia, ani biegania, ani uwagi, a wręcz wolałby, żeby tej uwagi nie było.

Django jest z nami od dwóch lat i te dwa lata spędziliśmy na wyciąganiu go z jego czarnej dziury, z jego pudełka nicości, z jego M1 bez aneksu kuchennego. I choć między tym, jak Django funkcjonował 2 lata temu, a tym, jak funkcjonuje dziś, jest jakaś niewyobrażalna przepaść, to i tak nie ma tygodnia, żeby nie zaskoczył mnie on kolejnym małym sukcesem na drodze do psiej normalności.

Niełatwa to miłość

Jak to w życiu bywa – przeciwieństwa się przyciągają. W przypadku moich psów to przyciąganie zdecydowanie bardziej działa na Tuwima, który przez jakieś niewytłumaczalne siły przyciągany jest do Django, by systematycznie spuszczać mu łomot. Nie mam tu na myśli wybuchów agresji, ale typowe dla szorstkiej, braterskiej miłości kuksańce, szturchańce i wyzwiska od głupków.

Tuwim lubi na przykład oprzeć się o ścianę, udając, że nie zauważył, że między nim a ścianą stał akurat Django. Tuwim lubi siadać w różnych miejscach, nawet w takich, w których w danej chwili znajduje się głowa Django. Tuwim lubi polować łapą na muchy z tą różnicą, że nie trafia w muchy, tylko w Django.

A Django, jak to Django – przeważnie nie może zareagować, ani się obronić, bo akurat odkurza podłogi w swoim pudełku nicości. Obowiązek pacyfikowania Tuwima spada więc na mnie, co często spotyka się z jego zdziwieniem na zasadzie: „O co ci chodzi, kobieto, nie na ciebie naskoczyłem znienacka, kiedy wąchałaś źdźbła trawy”.

Z dużą radością jednak odnotowuję ostatnio fakt, że Django zaczyna wykazywać się asertywnością i manifestować swoje niezadowolenie z postępków Tuwima. I o dziwo Tuwim te sygnały zaczyna rozumieć i się do nich stosować. Mówiąc krótko, wszystko zaczyna układać się jak w bajce. Oby żyli długo i szczęśliwie, i długo. I może jeszcze długo.

Ahoj przygodo!

W tej chwili z kilku różnych przyczyn Tuwim mieszka z nami tylko w weekendy, nad czym boleję każdego dnia osobno i od nowa. Z drugiej jednak strony pozwala mi to na co dzień skupiać się na pracy z Django, co daje spore efekty w postaci jego coraz większego uspołecznienia, więc jak to w życiu bywa – nie ma tego złego.

I tak sobie żyjemy z dnia na dzień, udając wzajemnie przed sobą, że wiemy, co robimy, że ja się znam na psach, że moje psy znają się na ludziach i że mamy ściśle określony cel, tylko nam się nie chce powiedzieć jaki.

Zapraszamy do śledzenia naszych przygód. Może nie będzie fachowo. Może nie będzie pouczająco. Ale będzie o psach, a o psach zawsze warto poczytać <3

Autor: Jak żyć z psem, by nie zwariował
Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników