Dlaczego leczenie nie zawsze przynosi efekt?

Przypadków klinicznych jest mnóstwo. Chorych zwierząt jeszcze więcej. Co zrobić, gdy pacjent „nie chce” się leczyć?

Nierzadko zdarza się, że postawienie diagnozy nastręcza kłopotów lekarzowi. Niestety, nie wiemy wszystkiego na „pierwszy rzut oka”. Czasem trzeba przeprowadzić sporo badań diagnostycznych. A to wszystko kosztuje…

W weterynarii nie ma jeszcze takiej formy finansowania leczenia, jak u ludzi funkcjonuje NFZ. Sądzę jednak, że nawet gdyby był, i tak trzeba by było czekać na wizytę tyle czasu, co my czekamy do „ludzkich” lekarzy. Dla większości zwierzęcych pacjentów nie byłoby już szansy na leczenie.

O braku empatii…

W gabinecie pojawia się psi staruszek. Ledwo idzie. Zatacza się i wpada na ścianę. Podczas badania szybko rzuca się w oczy, że jest okropnie odwodniony – sama skóra i kości. Na pytanie, od kiedy gorzej się czuje, pada odpowiedź: „No już tak z tydzień. I od trzech dni wymiotuje. A biegunka? No to od zawsze chyba…”.

Niestety ja, jako lekarz, nie jestem magikiem i cudotwórcą, choć czasem się tego ode mnie wymaga. Najgorsza jest bezsilność.

Jak każdy weterynarz angażuję się w swoją pracę emocjonalnie, zależy mi na dobru zwierzaka. Już podczas stażu słyszałam, że nie może mi bardziej zależeć niż właścicielowi, choć to czasem trudne. Dlaczego? To prosta droga do wariatkowa.

Bezmyślność?

Wizyta ze szczeniakiem – maleństwo, ledwo waży kilogram. Tydzień wcześniej właściciele dostali zalecenie, aby stosować preparat, który poprawia trawienie, ponieważ kał malucha był rzadkawy. U psich dzieci często zdarzają się takie problemy. Nic nadzwyczajnego. Przewód pokarmowy nie jest jeszcze w pełni wykształcony, więc trzeba mu pomóc. A problemy z trawieniem są o tyle niedobre, że organizm przyjmuje zbyt mało wartości odżywczych, co skutkuje nieprawidłowym rozwojem.

Kolejna wizyta w celu odrobaczenia przed następnym szczepieniem. Zwierzę tak samo małe jak było, nie przybiera na wadze.

– Jak piesek się czuje?
– Dobrze, ale ta kupa nadal rzadka.
– A dał pan te tabletki, co zaleciłam?
– No nie, bo mu się poprawiło.
– Jak się poprawiło, jak nadal kał jest nieuformowany?
– …

Nic nie leczy się od razu

Są schorzenia, które leczy się lekami. Są takie, w przypadku których trzeba zmienić dietę, a są i takie, gdy działa się wielotorowo. To nie znaczy, że jak jedno z leków się przestanie podawać, to leczenie będzie równie skuteczne.

Zapalenie pęcherza. Na podstawie badania moczu zostało zaordynowane odpowiednie leczenie, obejmujące antybiotyk, leki przeciwzapalne i karmę leczniczą – obniżającą pH moczu. Wszystkie te trzy elementy były niezbędne do sukcesu terapeutycznego.

Telefon po tygodniu leczenia:
– Znów są problemy z oddawaniem moczu! Co robić?
– A czy po zaleconych lekach i karmie była poprawa?
– Tak! Od razu. Ale po kilku dniach po karmie była biegunka, więc ją odstawiłam.
– A coś w zamian? Zakwaszenie moczu jest niezbędne w tym przypadku.
– No nie, myślałam, że leki wystarczą…

Właściciel mądrzejszy od lekarza

Jakoś nigdy nie przyszło mi do głowy, aby zmieniać zalecenia, które dostałam od lekarza, gdy występowałam w roli pacjenta. Każdy przypadek jest inny, więc nawet jeśli pies sąsiadki miał podobny problem, to nie znaczy, że w tej konkretnej sytuacji potrzebne są te same leki! Albo dawki.

Pies w ciężkim stanie, choroba krwi – zalecone leczenie obejmowało dwa różne leki. Kontrola.
– Pani doktor, on nadal osowiały i nie je.
– Daje pani leki?
– Tak, ale jeśli chodzi o ten jeden lek, to zmniejszyłam dawkę, bo mi się wydawało, że to, co pani zaleciła, to za dużo.

Nie ma jednego, cudownego zastrzyku na wszystko. Nie da się od ręki rozwiązać nawarstwionych problemów. Zwykle potrzebne jest odpowiednio dobrane leczenie, czas, chęci pacjenta, ale też współpraca właściciela! A o to czasem bardzo trudno…