Mój pies ma wzdęty brzuch! Co to może być? Wyjaśnia lekarz weterynarii

W ostatnim czasie do przychodni, w której pracuję, trafiły dwa psy z wielkimi, napiętymi brzuchami. Co im dolegało?

Poza niespecyficznymi objawami – takimi jak osłabienie, zmniejszone łaknienie, osowienie – u psów, które do mnie trafiły, widoczny był wielki, okrągły, dość napięty brzuch.

Tak właśnie wygląda wodobrzusze, czyli zbieranie się płynu w jamie brzusznej pomiędzy narządami. Przyczyn takiego stanu może być bardzo dużo, poczynając od zatrucia, przez silne biegunki powodujące utratę białka, na niewydolności serca kończąc.

Psa przyjętego z takimi objawami nie jest łatwo prowadzić. Trzeba zrobić szereg badań, aby po kolei wykluczać podejrzenia, aż dojdziemy do tego, z jakiego powodu płyn zbiera się w jamie brzusznej. Niestety czasem okazuje się, że przyczyna jest na tyle poważna, że nie jesteśmy w stanie pomóc.

Wzdęty brzuch u psa

Taki los spotkał 13-letnią suczkę yorkshire terriera, która pojawiła się pewnego dnia w przychodni. Akurat ja nie byłam pierwszą osobą, która ją przyjmowała. Kiedy jednak zobaczyłam zdjęcia psa, pomyślałam, że wygląda jak pszczoła albo kleszcz! Malutki piesek, z drobną główką i wąską klatką piersiową miał brzuch wielkości piłki do koszykówki… Obraz był lekko przerażający.

Według opiekunki, do takiego stanu doszło w ciągu ostatnich kilku dni, a w gabinecie pojawiła się z psem, bo ten przestał jeść.

Najpierw pobrano krew, podano leki, by zlikwidować objawy. Następnie wykonano paracentezę – to zabieg polegający na odprowadzeniu płynu gromadzącego się w narządzie albo pomiędzy narządami. Jak również wszędzie tam, gdzie go nie powinno być. Płynu było około litra! Litr płynu w psie o masie ciała zaledwie 4 kilogramy…

Po lekach suczka poczuła się zdecydowanie lepiej, drugiego dnia zaczęła nawet chętnie jeść. Było to nie lada zaskoczenie! Szczerze mówiąc, nie sądziłam, że tak szybko jej się poprawi.

Poszukiwania przyczyny

Niestety, postawienie diagnozy nie było łatwe. W badaniu krwi nie wyszło nic, co naprowadziłoby nas na trop. Opiekunka nie miała zbyt dużo pieniędzy, więc wybieranie najpotrzebniejszych badań było bardzo istotne.

Nadeszła pora na USG. Najgorsze podejrzenia niestety się sprawdziły. Uwidoczniono guz sporych rozmiarów, zajmujący większą część brzucha. Zmiana takiej wielkości nie może być niczym innym jak rozrostem nowotworowym o prawdopodobnie wysokim stopniu złośliwości i to ona była przyczyną zbierającego się ciągle płynu w jamie brzusznej.

Suczka na lekach czuła się zdecydowanie lepiej i jadła. Po przedstawieniu właścicielce różnych opcji wspólnie podjęliśmy decyzję o leczeniu paliatywnym, czyli zapewniającym psu komfort do ostatnich chwil życia.

Czasem tylko tak można psu pomóc…