Facebookowy cud… Czyli jak pomagać psom w internecie?

Moc internetu znamy nie od dziś. Natomiast media społecznościowe stanowią integralną część naszego życia. Jest to zatem idealne miejsce, by zwiększyć zasięg i pomóc czworonożnym pupilom na szybsze znalezienie nowej kochającej rodziny.

Dwa psy z bliska w schronisku
fot. Shutterstock

…czyli jak zostać sławnym i to wykorzystać

Sława do Rocky’ego przyszła niespodziewanie. Niewiele psów może się pochwalić ponad trzema tysiącami fanów na portalu społecznościowym. Życie Rocky’ego zaczęło się podobnie jak wielu innych czworonogów – w więzieniu. Tak na swoim blogu nazywał schronisko.

Katarzyna Pisarska, właścicielka Rocky’ego, długo nie mogła sobie na psa pozwolić. Gdy wreszcie nadszedł czas stabilizacji, wzięła go z Palucha. Rocky od razu przypadł jej do gustu – niski, kudłaty o wyjątkowym charakterze.

Wiele osób pytało mnie, skąd się bierze takiego psa jak Rocky. Nikt nie wierzył, że wzięłam go ze schroniska. Miałam ciągle w pamięci obraz klatek z bezdomnymi zwierzakami na Paluchu, więc zachęcałam znajomych: „Jedźcie do schroniska, znajdziecie tam jakiegoś cudownego psa”, ale to nie wystarczało.

Zdaniem Katarzyny ludzie boją się takich czworonogów. Wydaje im się, że są gorsze, problemowe. Dlatego zaczęła w imieniu Rocky’ego pisać blog. Katarzyna wykorzystała internet, aby pokazać życie wspaniałego psa i zmienić tę niesprawiedliwą opinię.

Wpisy z bloga trafiały też na portal społecznościowy, gdzie Katarzyna Pisarska założyła fanklub Rocky’ego. Facebook jest bowiem niezwykłym narzędziem do upowszechniania prawie każdej działalności. Wtedy popularność psa gwałtownie wzrosła.

W ciągu kilku dni polubiło nas tysiąc osób. Chyba dlatego, że nie opisywałam cierpiących i skrzywdzonych czworonogów. Inaczej pokazywałam, jak fajny może być przygarnięty bezdomny pies – opowiada Pisarska.

Na Facebooku znalazła się też grupa „Rocky pomaga”, na której Katarzyna Pisarska i jej znajomi każdego dnia zamieszczają zdjęcia i opisy psów poszukujących domu. Facebook działa jak łańcuszek. Im więcej znajomych, tym większa szansa, że jakiegoś psa ktoś wypatrzy. Wkrótce pies „piszący” blog miał trzy tysiące fanów i został ambasadorem adopcji. Facebookowa sława sprawiła, że zainteresowały się nim lokalna prasa, telewizja, a nawet media zagraniczne.

…czyli niespodziewana śmierć

Niestety akurat wtedy, gdy jedna z telewizji zaproponowała Katarzynie Pisarskiej i Rocky’emu udział w serialu „Psie adopcje”, pies zginął w tragicznych okolicznościach. Dostała kilka tysięcy kondolencji, wiele SMS-ów.

Okazało się, że ogromna grupa ludzi czytała Facebook i blog. Zrozumiałam, że to działa. I że naprawdę pomagamy tysiącom bezdomnych psiaków – mówi. Katarzyna Pisarska wróciła do pomysłu serialu i w pierwszym odcinku zaadoptowała psa.

Poszukiwania zaczęła od Facebooka i internetowych stron schronisk. Szybko znalazła swojego kudłacza Hackera. Wkrótce pojawił się na Facebooku: „Dostałem to imię, żeby było łatwiej mi docierać (również wirtualnie) do ludzkich serc. Jestem skazany na sukces i ten wyrok bardzo mnie cieszy”.

Katarzyna Pisarska od razu zalinkowała znajomym fanpage’a. Od kilku miesięcy następca psa „piszącego” blog również propaguje adopcje. Najbardziej rzeczywistym i namacalnym efektem facebookowej sławy Rocky’ego jest pogram telewizji TTV „Psie adopcje”.

Wydaje się, że świat Facebooka jest wirtualny. Tymczasem on jest bardziej rzeczywisty, niż myślimy – mówi Katarzyna Pisarska.

Nie każdy z nas może przygarnąć psa czy być wolontariuszem, ale wszyscy możemy pomóc. Wystarczy, że mamy profil na portalu społecznościowym i udostępnimy bezdomnego psa na swojej tablicy czy tablicach znajomych. Wystarczy jeden klik. Trzeba uwierzyć, że warto. Jesteśmy codziennie świadkami facebookowego cudu, bo każdego dnia do Kasi trafiają informacje, że jakiś pies znalazł nowy dom.

Pies leży na plecach i patrzy w obiektyw
fot. Shutterstock

…czyli jak dotrzeć do tysięcy ludzi

Dziennie udaje się znaleźć dom dla około dwudziestu psów – mówi Bartłomiej Wójtowicz, który pomaga zwierzętom przez Facebook.

Działał jako wolontariusz w Azylu pod Psim Aniołem i początkowo nie przepadał za portalami społecznościowymi. Wszystko się zmieniło, gdy zmarł jego pies i zaczął szukać kolejnego.

Zauważyłem, że schroniska chętnie się ogłaszają na Facebooku i zacząłem przeglądać ich strony. Myślałem o psie, który ma małe szanse na znalezienie domu – opowiada Wójtowicz.

Bartłomiej dość szybko znalazł takiego psa i zaczął o niego pytać. Wpisywał się pod zdjęciem i opisem i udostępniał znajomym tego psa. W ciągu trzech dni ktoś go wziął. Bartłomiej Wójtowicz zaczął szukać następnego. Znów znalazł, zadał parę pytań i wątek (zdjęcie z opisem lub wydarzenie na Facebooku) się rozruszał.

Po tego psa też nie zdążyli pojechać. Potem był trzeci i czwarty. Bartłomiej pomyślał, że jeśli będzie wyciągać psy, którymi nikt się nie interesuje, to może ktoś je zaadoptuje. Miał kolegów ze szkoły, z pracy i udostępniał wszystkim.

Bartłomiej Wójtowicz ma obecnie około 400 znajomych na Facebooku, a oni mają swoich znajomych, znajomi kolejnych znajomych…

Jeśli udostępnię zdjęcie i opis psa, to zobaczy go prawie trzy tysiące osób – szacuje Wójtowicz.

Pies oparł głowę o dłoń
fot. Shutterstock

…czyli nie tylko udostępnianie

Jednak ważne jest nie tylko samo udostępnianie, ale też zadawanie pytań w danym wątku. Wtedy szanse zaczynają rosnąć, bo potencjalni chętni więcej się dowiedzą o psie niż z samej fotografii, imienia i wieku psa. Pyta zatem o proste rzeczy: Czy pies lubi koty? Czy toleruje inne psy? Jak reaguje na dzieci?

Facebook dał Bartłomiejowi wielu nowych znajomych, ale… stracił on tych, którzy nie lubią zwierząt. Ci, którzy nie chcą nic wiedzieć o bezdomnych czworonogach, nie chcieli też codziennie patrzeć na psy na Facebooku. Każda szczęśliwa adopcja wśród facebookowych przyjaciół odnotowywana jest w „Grupie dobrej nowiny”.

Był taki pies, który bał się chodzić po schodach. Niestety pani, która go wzięła, wkrótce go oddała, choć mogła go nosić, bo był mały. Dlatego w opisie psa niczego nie pomijajmy, szczególnie jego wad – mówi Wójtowicz.

Bartłomiejowi Wójtowiczowi udało się w końcu znaleźć psa dla siebie. Wyszukał w sieci schronisko, które miało mało adopcji. Przebywała w nim suczka w typie siberian husky, która urodziła szczenięta. Gdy je odchowała, zamknięto ją z innymi psami. Miała depresję, wciąż siedziała w budzie. Bartłomiej wziął ją stamtąd. Dziś jest pięknym, zadowolonym psem i śpi z właścicielami w łóżku. Dostała na imię Yoko. W luźnym tłumaczeniu – dziecko słońca.

…czyli nie zawsze jest tak cudownie

Ogromną zaletą Facebooka jest to, że umożliwia szybkie rozprzestrzenianie informacji – mówi wolontariuszka Aleksandra Sypniewska.

Dzięki Facebookowi dom znalazła spanielka Sati, którą właściciele oddali, bo popuszczała mocz po nieudanej sterylizacji. W nowym domu nie karano psa za niepanowanie nad fizjologią i samo to poprawiło sytuację, a potem okazało się, że wystarczył drobny zabieg przeprowadzony przez lekarza weterynarii, żeby zlikwidować problem.

Dom tymczasowy znalazł też za pomocą Facebooka trzynastoletni Figaro, który waży zaledwie pięć kilogramów i nie widzi już zbyt dobrze. Zupełnie nie potrafił odnaleźć się w schronisku, w którym wszystkie psy były od niego większe.

Nie zawsze jest łatwo. Wiele utworzonych wydarzeń pozostaje bez odzewu. Zwykły, zdrowy pies, który nie ma za sobą jakiejś szczególnej historii, nie spotka się raczej ze zbyt dużym zainteresowaniem facebookowej społeczności. Największe powodzenie mają ogłoszenia o psach skrzywdzonych – maltretowanych, wyrzuconych z samochodu, chorych. Im większa sensacja, tym większe zainteresowanie – mówi Aleksandra.

Ale często jest ono chwilowe. Maksi, suczka w typie foksterierki, jest promowana nie tylko na Facebooku – pojawiła się też w marcowym numerze miesięcznika „Mój Pies” w rubryce adopcyjnej. Została porzucona w święta Bożego Narodzenia po 12 latach życia z rodziną. Wiele osób poruszyła ta historia, pojawił się pomysł, aby umieścić suczkę w domu tymczasowym lub hotelu dla psów.

Wówczas mnóstwo ludzi deklarowało wpłaty pieniężne na ten cel. Dzięki nim Maksi została uratowana od schroniska, ale obecnie tylko kilka wolontariuszek opłaca jej pobyt, bo większość osób dawno o suczce zapomniała.

Długotrwałe zainteresowanie losem psa jest rzadkością. Nic dziwnego – codziennie miłośnicy czworonogów otrzymują przecież po kilka zaproszeń na wydarzenia dotyczące pomocy kolejnym bezdomniakom – tłumaczy Sypniewska.

Piesek z bandamą
fot. Shutterstock

…czyli ogłoszenie chwytliwe jak reklama

Aby choć chwilowo zainteresować społeczność Facebooka danym psem, potrzebne są dobre zdjęcia i chwytliwy tekst, bo ten mechanizm działa jak reklama. Tytuły wydarzeń: „Błagam o dom dla niego”, „Goofy wypatruje domku” albo „Potrzebna pomoc dla Misia” pewnie zostaną zignorowane.

W walentynki Aleksandra Sypniewska utworzyła wydarzenie „Wyślij walentynkę – tylko tak trafi do adresata”. Każdy, kto wziął udział w wydarzeniu, musiał udostępnić „walentynkę”, czyli ogłoszenie adopcyjne o suczce Maszy. „Adresatem”, do którego owa „walentynka” miała dotrzeć, był dom stały dla suki. W wydarzeniu brało udział ponad 400 osób.

Facebook to dobre miejsce do ogłaszania psów, które szukają domów, jeśli nie ograniczymy się tylko do tego. Dlatego staram się zamieszczać informacje o nich zarówno na Facebooku, jak i szukać im domu tradycyjnie – drukując plakaty i rozwieszając je w okolicy – mówi Aleksandra Sypniewska.

Jak pomagać psom za pomocą Facebooka?

  • Wybieramy zdjęcie z opisem psa lub wydarzenie. Na Facebooku każdego dnia powstaje ich niezliczona liczba – tworzą je schroniska, organizacje niosące pomoc zwierzętom, wolontariusze lub po prostu miłośnicy psów. Na przykład można wybrać post z tablicy fanpage’a Zerwijmy łańcuchy.
  • Wybranego psa udostępniamy na swojej tablicy na Facebooku, a także na tablicach znajomych.
  • Szukamy osób, które także kochają czworonogi. Można też wstąpić do grupy, która zajmuje się adopcjami, na przykład „Psy staruszki zasługują na dobrą emeryturę!!!”. Wtedy link do zdjęcia czy wydarzenia wklejamy na tablicy takiej grupy, a jej członkowie pomagają w dalszym udostępnianiu.
  • Żeby aktywnie wspierać konkretne psy, warto odwiedzać ich wątki i zadawać pytania, co skupia więcej osób wokół danego zwierzaka i pozwala zdobyć dokładne informacje tym, którzy – szukając czworonoga do przygarnięcia – na taki opis trafią.
Pies leży na werandzie
fot. Shutterstock

Jak zaprezentować psa na Facebooku?

  • Zrobić dobre zdjęcia, które nie tylko pokazują czworonoga, ale są po prostu ładne. Im więcej fotografii, tym lepiej – potencjalnego właściciela zainteresują zarówno cała sylwetka bezdomniaka, jak i jego pysk czy oczy.
  • Psa trzeba dokładnie opisać, czyli podać wszelkie informacje, nawet te, które mogą się nam wydawać zbędne. Istotne są: wiek, płeć, wielkość, choroby, upodobania, charakter, stosunek do dzieci i zwierząt, historia psa (jeśli jest znana), a także – co ważne – jego wady. Ktoś, kto zdecyduje się zwierzaka przygarnąć, musi wiedzieć o nim naprawdę wszystko, co możliwe.
  • Zdjęcia i dokładny opis można dodać na swojej tablicy na Facebooku, a następnie udostępniać znajomym, grupom, fanpage’om zajmującym się pomocą psom itp.
  • Druga opcja to utworzenie wydarzenia na Facebooku, a następnie zaproszenie do niego wszystkich znajomych. Link do wydarzenia także udostępniamy we wszystkich możliwych miejscach. Musi ono mieć chwytliwy tytuł, bo tylko tak można przebić się przez tysiące podobnych wydarzeń.
  • Jeśli z promowanym psem mamy stały kontakt, warto regularnie dodawać kolejne informacje o nim i umieszczać nowe zdjęcia.
Autorzy: Konrad Piskała, Aleksandra Chmielarz