Kliker dla psa – dobry na wszystko?

Dawno już minęły czasy, gdy uważano, że wtykanie psiego pyszczka do odchodów jest dobrym sposobem na oduczenie załatwiania się w domu. Zwolennicy pozytywnych metod sięgnęli więc po kliker jako uniwersalne narzędzie porozumiewania się z psem i włączyli go do nauki czystości. Gdy tylko piesek załatwiał się w wyznaczonym miejscu, rozlegał się klik i… zwierzak przerywał sikanie, by pobiec po smakołyk. Przerwaną czynność kończył wtedy, gdy nikt go nie obserwował…

Pracując z klikerem, trzeba mieć na uwadze jego charakterystyczne cechy, które sprawiają, że jest on chyba najbardziej dokładnym narzędziem szkoleniowym. Po pierwsze: wyjątkowość. Żaden inny dźwięk nie może być przez psa pomylony z kliknięciem. Po drugie: jednoznaczność. Zawsze po kliknięciu pies dostaje nagrodę. Uczy się więc szybko, że musi coś zrobić, aby rozległ się ów „wspaniały dźwięk”, a on dostał np. smakołyk. Po trzecie: powtarzalność. Kliknięcie zawsze brzmi tak samo. I wreszcie po czwarte: precyzja.

Porównuję pracę z klikerem do robienia zdjęcia. Naciskając migawkę aparatu, utrwalamy dokładnie to, co się dzieje w danej sekundzie. Naciskając kliker, informujemy psa, że właśnie to zachowanie w danym momencie zasługuje na nagrodę.

Kliker? Lepiej komenda „bobek”

Używanie klikera do nauczenia szczeniaka załatwiania się na dworze porównuję do malowania wielkiego obrazu ołówkiem. Który moment mamy kliknąć? Ten, w którym szczeniak zaczyna się przymierzać do wielkiego „SIK”, czy też już, gdy to robi? A może gdy skończy? Ale jak określić dokładnie moment kończenia? Jeśli nie będziemy dość precyzyjni, maluszek zapewne przerwie sikanie i przybiegnie do nas po nagrodę.

Do nauki zachowań trwających długo i trudnych do precyzyjnego określenia lepiej nie używać klikera. Zamiast tego warto zastosować pochwałę. Nietrudno to robić, pamiętając, że szczeniak załatwia się zawsze po przebudzeniu, po zabawie i po jedzeniu (a więc wypadałoby wychodzić z nim ze 12 razy dziennie…).

Podczas gdy psiak opróżnia pęcherz lub robi kupkę, można dodać jakąś komendę. Moją ulubioną jest „bobek”. Po kilkunastu (kilkudziesięciu, a dla chartów afgańskich kilkuset) powtórzeniach zwierzak skojarzy słowo z czynnością. Bardzo się to przydaje, gdy nie ma czasu na długi spacer albo pies musi się załatwić przed wystawą.

Beagle kradnie jedzenie
fot. Shutterstock

Kaganiec obok schabu

Innym przykładem niezbyt szczęśliwego wykorzystania klikera jest oduczanie psa, by nie kradł jedzenia ze stołu. Wyobraźmy sobie, że zwierzak podchodzi do stołu, właściciel mówi: „zostaw”, pies rezygnuje z wzięcia zabronionego jedzenia, a w zamian dostaje nagrodę w postaci kliknięcia i smakołyku. Problem w tym, że obecność właściciela jest w tym treningu niezbędna. Gdy człowieka trzymającego kliker nie ma obok, reguły się zmieniają. Pies biorąc to, co chce, utrwala niepożądane zachowanie.

Pozostaje więc albo chować wszystko, co zwierzak mógłby porwać (dobra metoda nauczenia bałaganiarzy porządku), albo wykorzystać skojarzenie z czymś, czego nie lubi. Niektóre psy nie lubią czesania. Inne – obcinania pazurków. Jeszcze inne – podawania tabletek. Jeśli na stole położysz obok jedzenia szczotkę lub kaganiec, istnieje szansa, że pies, widząc przedmiot kojarzony z czymś niezbyt miłym, zrezygnuje z kradzieży – chyba że odczuwa silny głód lub… jest labradorem.

Najlepiej byłoby nauczyć psa, aby nie wchodził do kuchni. W tym celu wystarczyłoby powiedzieć: „wyjdź” i rzucić smakołyk za próg, aby zwierzak został nagrodzony, gdy znajdzie się na zewnątrz. Kilka powtórzeń i mamy gotową komendę „wyjdź”. Oczywiście ważne jest, aby w kuchni psa nie podkarmiać w czasie przygotowywania posiłku. Jeśli już nie możesz się powstrzymać, widząc maślane oczy i wiszące u psich fafli gluty – powiedz: „wyjdź” i rzuć psu coś dobrego z dala od kuchni…

Autor: Jacek Gałuszka