No co temu psowi jest? - Psy.pl

No co temu psowi jest?

O psach, które kradną kurom jajka, nie są agresywne, ale mogą ugryźć i muszą być na łańcuchu, bo tak jest na wsi.

Mała suczka leży przerażona w budzie przywiązana do niej parcianą linką, gdy wraz z ekipą programu TVN Uwaga! wchodzę na podwórko gospodarstwa znajdującego się kilkadziesiąt kilometrów od Warszawy. Mimo wesołych nawoływań przez kilka minut suczka ani drgnie.

Obserwuje nas, nerwowo się przy tym oblizując, po czym staje na ubitej ziemi. Boi się, bardzo. Ogon podkula tak, że wydaje się, jakby go wcale nie miała. Gdy dziennikarka TVN Uwaga! Dorota Pawlak chce ją pogłaskać, kładzie się brzuchem do góry i wciąż nerwowo się oblizuje.

Dorota była tu już rok temu z miłośniczką czworonogów, aktorką i modelką Joanną Krupą, gdy nagrywała reportaż o psach łańcuchowych. Wówczas zastały na tym podwórku dwie suczki, obie małe i obie przywiązane łańcuchami do bud. Jedna suczka była biała i miała szczeniaki, a druga była ciemnobeżowa. Dziś białego psa ani potomstwa nie ma.

Zapytana o nie właścicielka powie nam później, że:

– Tę białą to mi spuścili i gdzieś uciekła, no i nie wróciła.

O szczeniętach dowiemy się, że:

– Zostały rozdane ludziom, i że poszły w dobre ręce.

Gdy po obejrzeniu podwórka wracamy do suczki, ta reaguje już zupełnie inaczej. Widocznie potrzebowała czasu, by się z nami oswoić. Skacze teraz z radości i biega w kółko – na tyle, na ile pozwala długość parcianej linki. Linki przywiezionej rok wcześniej przez Joannę Krupę i przyczepionej zamiast łańcucha.

Właścicielka stwierdzi potem, że linka nie jest zbyt dobra, bo suczka ją gryzie, ale dopóki jej nie przegryzła, niech sobie będzie zamiast łańcucha.

Przy budzie stoją plastikowe pojemniki ze zlewkami z obiadu, im dalej od suczki, tym bardziej zepsutymi, a w ostatnim leży spleśniały chleb. W żadnym nie ma wody.

Od właścicielki dowiemy się, że najświeższa porcja jest z wczoraj (może już być skwaśniała w taki upał, coś dziś jej dadzą nowego).

Wstyd na całą wieś

Gdy przekonaliśmy się, że pies jest w dość dobrej formie, ruszamy w stronę domu, by porozmawiać z właścicielką. Gotuje obiad, na tapczanie – przykrytym kocem z obrazkiem beagle’a – śpi zwinięty w kulkę szary kot.

Dorota:

– Pamięta mnie pani? Byłam rok temu z Joasią Krupą, przyjechałam zobaczyć, jak się mają psy.

Właścicielka nie jest zadowolona z wizyty:

– Nie kamerujcie, nie kamerujcie! Już w zeszłym roku był wstyd na całą wieś, drugi raz nie potrzebuję.

Dorota przekonuje kobietę, by ta wyszła z nami na dwór. Suczka ma ciasno zapiętą obrożę, chcemy ją poluzować, ale brakuje na niej dziurek. Właścicielka idzie po nożyczki. Z pokoju obok wygląda jej córka, może jedenastoletnia, jasnowłosa dziewczynka. Prosimy, by przyniosła wodę dla suczki i by robiła to codziennie.

Aby poluzować obrożę, a może po to, by się nam przypodobać, kobieta spuszcza suczkę. Ta szaleje z radości, robi kilka rund wokół podwórka. Widać, że bardzo potrzebuje ruchu. Podbiega do każdego z nas, opiera się przednimi łapami o nasze nogi i macha ogonem, jakby chciała powiedzieć:

– Zobaczcie, zobaczcie, mogę biegać, jestem wolna!

Mimo uchylonej bramy nie wybiega za ogrodzenie, nie goni też kur, a na widok dziewczynki ogromnie się cieszy. Od razu zanurza pysk w niesionym przez nią wiadrze i bardzo dużo pije. Nie uzyskujemy odpowiedzi, dlaczego wcześniej suczka nie miała wody.

– Dlaczego właściwie ten pies musi być na uwięzi?

– A bo jajka kurom kradnie. I jak tak biega, to mi wpada do domu i na tapczan wskakuje. Właścicielka zapewnia, że suczka „jest zdrowa i pchłów nie ma”.

– A czy puszcza ją pani, żeby sobie pobiegała?

– Tak, biega codziennie, od piątej do szóstej.

– Godzinę tylko? To za mało. Wie pani, że są nowe przepisy, które mówią o tym, że codziennie musi być spuszczana na dwanaście godzin?

Kobieta nie wie. Wymuszamy na niej obietnicę, że po naszym odjeździe nie przypnie zaraz psa do budy. Zwracamy jeszcze uwagę, że czasami powinna dać suczce mięso lub karmę dla psów, codziennie nalać świeżej wody i zapewnić ruch. Przekazuję kobiecie kartkę z tymi informacjami – można je pobrać ze strony www.zerwijmylancuchy.pl, wydrukować i rozdać tym, którzy trzymają psy na uwięzi, lub nakleić na tablicy ogłoszeń.

Znowu będą pytać o te psy

Trzy duże psy przywiązane łańcuchami do oddalonych od siebie o kilka metrów bud zauważamy, gdy zatrzymujemy samochód kawałek dalej w tej samej wsi. Na drewnianej ławce przed domem siedzi kilku mężczyzn i starsza kobieta. Gdy wysiadamy z auta, kobieta rozpoznaje Dorotę, która była tu rok wcześniej, i dostrzega kamerę.

– Znowu o te psy na łańcuchach będą pytać, zamykaj bramę! – krzyczy do młodszego z mężczyzn i znika za rogiem domu.

Psy są na tyle daleko od ogrodzenia, że nie możemy zobaczyć, czy mają wodę i coś do jedzenia. Zauważamy tylko, że mają długie łańcuchy – Dorota zwraca uwagę, że rok temu psy były dużo krócej uwiązane.

– Ile mają te łańcuchy? – pytam.

Mężczyzna, najwyraźniej właściciel, odpowiada, że trzy metry.

Orientujemy się, że słyszał o nowelizacji Ustawy o ochronie zwierząt. Zapewnia, że jego psy mają wodę i że regularnie je karmi. Mimo naszych próśb nie chce jednak otworzyć bramy i pokazać nam ich z bliska.

– A spuszcza je pan?

– No puszczam, puszczam. Na przykład jak matka zostaje w domu sama, to biegają, żeby pilnowały, jak Cyganie przyjdą.

– A czemu cały czas by tak nie mogły biegać?

– Bo kury gonią i by mogły wylecieć, jak brama otwarta.

– Ale bramę można zamknąć, kurom zrobić zagrodę i problemów nie ma.

– A jak sąsiad czy ktoś przyjdzie, to mogą ugryźć i co wtedy będzie?

– Mogą ugryźć?

– No agresywne nie są, ale ten czarny to może ugryźć.

– Ugryzł kiedyś kogoś?

– No nie, ale może.

Po chwili zauważamy na furtce tabliczkę „Uwaga! Dobry pies gryzie”.

Nigdy nie był na łańcuchu

Duży, piękny bernardyn wygrzewa się w słońcu na podwórku, przy którym się zatrzymujemy. Leży kilka metrów od stodoły. Jest pewnie na łańcuchu, ale zza ogrodzenia zbyt dobrze tego nie widać, a pies tylko bacznie nas obserwuje, lecz ani drgnie.

Zatrzymujemy się jeszcze przy kilku domach, ale nigdzie nie zauważamy niczego niepokojącego. Psów albo nie ma, albo mieszkają w kojcach, albo mają długie łańcuchy. Gdy tak się rozglądamy, dostrzegamy przed jednym z gospodarstw właściciela, który właśnie gdzieś wyjeżdża. Dorota pyta, czy była może u niego rok temu, gdy nagrywała reportaż o psach łańcuchowych.

Mężczyzna się uśmiecha:

– Nie, proszę pani. U mnie pies nigdy nie był na łańcuchu, zawsze miał duży kojec.

Rzeczywiście, w podwórku widzimy spory wybieg.

Nie ma czasu na rozmowy

Czarnego, dużego psa widać tylko częściowo – łańcuch nie pozwala mu podejść bliżej bramy, przy której stoimy, a gospodarz zabrania nam wejść na podwórko. To drugi dzień nagrywania reportażu z programem TVN „Uwaga!”. Towarzyszy nam Michał Piróg, ubiegłoroczny ambasador akcji „Zerwijmy łańcuchy”.

Wyjeżdżamy z Warszawy w samo południe i kierujemy się na Katowice. W pierwszym gospodarstwie, przy którym się zatrzymujemy, widzimy krowy, kury… No i psy. Na łańcuchach. Zauważamy głowę lub ogon czarnego mieszańca – zwierzak jest tak przywiązany, że nie może wysunąć się zza domu.

Słychać szczekanie jeszcze przynajmniej jednego psa, ale nie jest nam dane go zobaczyć. Gospodarz nie chce z nami rozmawiać. Gdy pytamy o długość łańcuchów, odpowiada, że mają 2,5-3 m. Dorota zauważa, że powinny mieć przynajmniej 3 m, ale mężczyzna coraz bardziej się denerwuje. Ucina rozmowę, twierdząc, że nie ma na nią czasu:

– Osiemdziesięcioletnia matula sama krowę prowadzi, a ja tu będę rozmawiał.

Wychodzi z podwórka i podchodzi do starszej kobiety, która prowadzi zwierzę z pola. Każe nam przestawić samochód, który stoi na drodze staruszki i krowy. Ruszamy dalej przez tę samą wieś.

Dwa psy w klatkach i jeden na łańcuchu

Taki widok wita nas nieopodal w dość ubogim gospodarstwie. Klatki są bardzo małe, psy mogą w nich tylko stać i szczekać, nic więcej. Zaalarmowany hałasem gospodarz podchodzi do bramy.

Nie podoba mu się nasza wizyta:

– A czego właściwie chcecie?

– Chcemy doradzić, ewentualnie coś podpowiedzieć, jak trzymać psy…

– A nie, nie, nie.

– Słyszał pan o nowelizacji Ustawy o ochronie zwierząt?

– Słyszałem…

– I jak jest?

– No dobrze jest, u mnie psy nie mają krzywdy, proszę pani.

– A jak mają?

– No jeść dostają. Proszę nie filmować!

Mężczyzna coraz bardziej się denerwuje, i pytaniami, i obecnością kamery. Upiera się, że psom niczego nie brakuje. A dlaczego łańcuch? Bo to wieś. A pies na wsi jest na łańcuchu. Psy nie wyglądają źle, choć nie możemy zobaczyć ich z bliska, ale maleńkie klatki przykryte blachą niepokoją nas. Tradycyjnie już pytamy o długość łańcucha.

Właściciel twierdzi, że ma pięć metrów – musimy uwierzyć na słowo, bo zwierzak na uwięzi jest najdalej od płotu. Mężczyzna pyta, czy pokazać nam psa. Michał mówi, że tak. Gospodarz podchodzi do zwierzaka, który na jego widok się chowa. Właściciel odpina psa, bierze na ręce, po czym stawia na ziemi. Mały pies, sięgający do łydki, błyskawicznie dopada do bramy i szczeka na nas, szczerząc zęby.

Gospodarz wraca do nas już bardzo zdenerwowany:

– No co temu psowi, k…a, jest!?

Nie wygląda na chorego, to prawda. Pytamy tylko, czy nie mógłby tak cały czas biegać.

– A jak dzieciak wejdzie, ten ugryzie, co będzie? Będzie pan płacił karę? Będzie?

Gospodarz dopytuje Michała. Dowiadujemy się jeszcze, czym powinniśmy się zająć:

– O ludzi trzeba zadbać, a pies aby jeść dostał i tłusty był!

– A bieganie?

– On ma od szóstej do ósmej tutaj plac! To wie pani co to jest!? Dobra koniec, uciekaj stąd!

List w skrzynce, którego nikt nie przeczyta

Mały, kudłaty, czekoladowy kundelek przywiązany krótkim łańcuchem do skleconej z desek budy to widok, jaki zastajemy w kolejnym miejscu. Ziemia wokół budy jest wydeptana, przypomina klepisko. Psa spuszcza się rzadko albo wcale. Łańcuch ma może metr. W pobliżu nie zauważamy wody. Na podwórku jest  jeszcze jeden średniej wielkości pies na tak samo krótkim łańcuchu. Wokół pełno kur.

Właścicielka nie chce z nami rozmawiać, ucieka do domu. Wołamy, by choć nalała zwierzakom wody, ale nie chce nas słuchać. W skrzynce na listy zostawiamy ulotkę z informacjami o tym, jak powinno się trzymać psa na dworze. Nie mamy złudzeń – w tym domu pewnie nikt jej nie przeczyta.

 

Dobry znak – psy mają imiona

Trzy kojce z budami i pies w typie jamnika swobodnie biegający po podwórku – taki widok powoduje, że zatrzymujemy się przy kolejnym domu. Zamknięte są dwa duże ciemne czworonogi. Nie mają zbyt dużo miejsca, ale nie wyglądają na chore czy zaniedbane. Szybko orientujemy się, że ich właściciel wie, jak się nimi opiekować.

Psy codziennie na całą noc są wypuszczane, nigdy nie są głodne, zawsze mają wodę. Regularnie przyjeżdża też do nich lekarz weterynarii i je szczepi. W dzień muszą być zamknięte, bo swoją posturą mogłyby niejednego wystraszyć. Czworonogi mają też imiona – Mały i Futro.

Dorota:

– Czy wie pan, jak zmieniła się Ustawa o ochronie zwierząt?

– U mnie psy tak jak były traktowane, tak są. Jamnik to mieszka w domu, najchętniej pod kołdrą.

Jest jeszcze co robić

Osiem miesięcy po wprowadzeniu nowelizacji Ustawy o ochronie zwierząt sprawdzaliśmy, czy zmieniło się podejście do zwierząt na mazowieckich wsiach. Na to, by znalezienie psa na łańcuchu graniczyło z cudem, trzeba będzie pewnie długo poczekać.

Jeszcze nie wszyscy słyszeli o 12 godzinach, przez które zwierzak musi biegać, jeszcze nie każdy wie, że łańcuch ma mieć minimum 3 m. Przed miłośnikami psów sporo pracy, ale pierwsze zmiany już widać. Zerwijmy łańcuchy!

Reportaż o sytuacji psów łańcuchowych w osiem miesięcy po zmianie Ustawy o ochronie zwierząt został wyemitowany 20 września o 19.50 w programie TVN „Uwaga!”

Towarzystwu Opieki nad Zwierzętami dziękujemy za wsparcie merytoryczne w przygotowaniu akcji „Zerwijmy łańcuchy”.

Autor: Aleksandra Więcławska
Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *