Noworoczne obietnice dla opiekunów psów. Tym razem dotrzymajcie słowa!


Noworoczne postanowienia – kto ich nie robi? A kto ich dotrzymuje? Tym razem obiecajmy coś psu – i zróbmy to!

Jeśli się zdecydujemy przyrzec coś naszemu najlepszemu przyjacielowi, wtedy musimy zrealizować noworoczne obietnice. Przecież nie możemy go zawieść! Poza tym skoro zdecydowaliśmy się na takie przyrzeczenia, widocznie czujemy, że można coś poprawić w naszej opiece nad pupilem. I bardzo dobrze, że chcemy to zrobić!

Noworoczne obietnice: więcej spacerów!

Rzadko bywa tak, że możemy powiedzieć o sobie z dumą: spaceruję z psem tyle, ile on potrzebuje. O tak, plany, zwłaszcza zanim zwierzak z nami zamieszka, są imponujące. Ech, te internetowe opowieści o codziennych trzygodzinnych wspólnych wyprawach…

Tymczasem w szarej rzeczywistości czasem trudno wygospodarować godzinę na solidniejszy spacer. Jakże często te planowane godziny zamieniają się w kwadranse, a te, z upływem dni – w minuty. Oj, niedobrze. Oczywiście istnieją rasy, które nie potrzebują dużo ruchu. Kłopot w tym, że zaczynamy wszystkie psy traktować w ten sam sposób, a potem się dziwimy dziurom w ogrodzie, wykopanym przez naszego husky’ego

A czemu tu się dziwić? Psy przemierzały niegdyś ogromne odległości, strzegąc swojego terytorium albo planując wyprawę myśliwską. Cóż im pozostało? Kanapa na czas nieobecności opiekuna i rachityczny park dwie przecznice dalej.

Na YouTube jest mnóstwo filmików pokazujących, do czego jest zdolny sfrustrowany pies, który nie ma innych okazji do wytracenia energii. Bałaganienie, niszczenie przedmiotów, szczekanie bez umiaru, wymuszanie zabawy – to tylko część z możliwych problemów. Ale pies może też popaść w depresję… Dlatego pierwszym, najważniejszym postanowieniem niech będzie to, które na pewno pochwali także nasz lekarz: więcej ruchu!

Noworoczne obietnice: będę widzieć, nie tylko patrzeć

Mój pies jest złośliwy, bo pogryzł mi kapcie. Niegrzeczny, bo nie przychodzi na wołanie. Niedobry, bo ciągle rzuca się na klatce schodowej na tego Reksa spod trójki. I tak dalej, i tak dalej… Niby dużo już wiemy o psach, czytamy o ich zachowaniach, zdajemy sobie sprawę z tego, że inaczej odbierają świat…. Ale kiedy przyjdzie co do czego, wracamy do naszych ludzkich interpretacji zdarzeń i nie dajemy sobie wytłumaczyć, że kapcie zmieniły stan skupienia z powodu stresu, jaki nasz zwierzak odczuwa, gdy zostawiamy go samego. A na wołanie nie przychodzi, bo go tego nie nauczyliśmy. Z kolei Reks jest w jego oczach niegodziwym uzurpatorem roszczącym sobie prawo do naszej klatki schodowej.

Noworoczne obietnice? W tym nowym roku zdecydujmy się nareszcie nie uczłowieczać zwierząt. Obserwując je uważnie i odkrywając, że tak naprawdę zawsze postępują zgodnie ze swoją naturą, wiele się nauczymy. Żeby wypełnić to postanowienie, warto się dowiedzieć jak najwięcej o tzw. sygnałach uspokajających, których używają psy. Można sięgnąć po książkę Turid Rugaas „Sygnały uspokajające. Jak psy unikają konfliktów” albo poszukać w internecie filmów na ten temat.

Noworoczne obietnice: nauka – sposób na nudę

Tym, co naprawdę wykańcza psy, jest nuda. Połączona z brakiem ruchu potrafi być dla naszych czworonogów nieznośna. Pamiętajmy, że pies to zwierzę eksplorujące teren, na dodatek obdarzone przez naturę nieźle rozwiniętym mózgiem. Dlatego potrzebuje różnorodnych bodźców.

Skoro nie możemy rzucić pracy i zająć się czworonogiem na pełny etat – co nasz pies uważałby na pewno za idealne rozwiązanie – możemy przynajmniej go trochę rozruszać, ucząc czegoś. Nieważne, czy pójdziemy na szkolenie w zakresie posłuszeństwa, czy spróbujemy swoich sił w którymś z psich sportów, czy sami postanowimy nauczyć naszego pupila kilkunastu sztuczek – zwierzak będzie z nami współdziałał. A dla niego nie ma nic ważniejszego!

A skoro już się bawimy w szkolenie, wyciągnijmy z tego jak najwięcej korzyści. Na przykład nauczmy naszego psa znajdowania zaginionych przedmiotów, które pachną nami – zyskamy pomocnika przy szukaniu zawieruszonej rękawiczki czy kluczy.

Noworoczne obietnice: mniej psiego internetu

Nigdy więcej nie wprawiajmy swojego psa w zakłopotanie – to brzmi trochę dziwnie, jakbyśmy zwierzaka uczłowieczali, ale chodzi raczej o to, żeby nie powodować u niego dyskomfortu.

Łatwo powiedzieć… Skąd w takim razie tyle zdjęć ludzi pochylonych nad zakłopotanymi psami, czyniących groźne gesty – tak się przynajmniej psom wydaje – co skłania je do okazywania uległości lub zamknięcia się w sobie? Ileż możemy znaleźć w sieci „wesołych” amatorskich filmików ukazujących psy w trudnych dla nich sytuacjach: w kąpieli, w kolejce u weterynarza… Przestraszony czy doprowadzony do skrajnej uległości zwierzak rzeczywiście będzie robił dziwne miny. Tylko czy warto to jego nieszczęście nagrywać i umieszczać w internecie? Pies doskonale wyczuwa, że się z niego śmiejemy. Nie dość, że jest zestresowany, to jeszcze nie ma w nas oparcia.

Zatem kolejne postanowienie: mniej psiego internetu. Przenosimy się do realu i – zamiast oglądać kolejny filmik z serii „zabawne miny psów w kąpieli” albo, co gorsza, nagrywać go we własnej łazience – zrealizujmy noworoczne obietnice numer jeden, to o wyjściu z domu. Może wreszcie uda się nam wyspacerować psa do woli i uniknąć przy okazji paru problemów!

Jakich postanowień życzę psom?

Życzę im, żeby ich opiekunowie nie tylko je szkolili, ale i rozmawiali z nimi. Jak? Znany behawiorysta Nelson Hodges mawia: Jak chcesz porozmawiać z psem, to stul mordę. Mniej gadaj, więcej słuchaj. Bo relacja z psem jest bardzo intuicyjna – każdy jest w stanie złapać z nim kontakt, musi się tylko nastawić na odbiór. To jak z miłością: do tego, żeby się zakochać, nie trzeba przeczytać encyklopedii. Po co to wszystko?

Wyobraźmy sobie, że mieszkamy z kimś pod jednym dachem. I nie interesuje nas, co on lubi, czego się obawia, tylko oczekujemy, że będzie nam posłuszny. Tak właśnie często traktujemy nasze psy. Zanim zaczniemy je zmieniać, zobaczmy, z kim mamy do czynienia. Obserwujmy, co robią, co je interesuje – i spróbujmy zrozumieć dlaczego. A wtedy one poczują, że naprawdę nam na nich zależy i zbudujemy cudowną relację!

Jacek Gałuszka

Dobra materialne nie są dla psa najważniejsze!

No właśnie, nowa zabawka czy kolejna smycz to nie zawsze najlepszy prezent dla psa. Ale co w takim razie nim będzie?

Zamiast kolejnej zabawki…

…która dołączy do innych leżących w kącie, psu wystarczy stara skarpetka na sznurku – byleby mógł się nią bawić ze swoim człowiekiem, a nie musiał organizować sobie zabawy sam.

Co za dużo, to niezdrowo

Obroże, smycze, szelki we wszystkich kolorach tęczy – nic tylko kupować. Tymczasem wystarczy jedna obroża, jedna para szelek, byleby tak dopasowane, żeby nie sprawiały psu dyskomfortu.

Wyszukane jedzenie?

Nie zawsze najwyższa cena oznacza najwyższą jakość. A psy potrzebują nieco czasu, by przystosować się do jedzenia o nowym składzie. Lepiej nie zmieniać co chwilę psiej diety.

Autor: Paulina Łukaszewska