Zaniedbany pies wraca do schroniska! Czemu nikt nie zrobił wizyty poadopcyjnej?

fot. Shutterstock

Wizyty poadopcyjne mogłyby uratować zdrowie i życie wielu psów, które trafiły w nieodpowiednie ręce. Niestety prawie nikt ich nie przeprowadza...

Historie psów, które po latach zaniedbań są ratowane z rąk nieodpowiedzialnych opiekunów, często mrożą krew w żyłach. Nieleczone, głodzone czy bite zwierzęta spędzają u swoich oprawców całe lata. A tymczasem schronisko czy fundacja odpowiedzialna za adopcję nie zdaje sobie sprawy, komu przekazała psa! Tych wszystkich sytuacji można by uniknąć, gdyby każde miejsce zajmujące się adopcjami przeprowadzało regularne wizyty poadopcyjne. Czemu więc tak mało schronisk je robi?

Czy wizyty poadopcyjne naprawdę są potrzebne?

Wiele fundacji i schronisk dla psów stara się utrzymać kontakt z osobami, które adoptowały od nich zwierzęta. Wolontariusze często proszą o zdjęcia psiaków i krótki opis tego, jak czworonóg odnalazł się w nowym domu. Część adoptujących z chęcią opowiada o swoich podopiecznych i regularnie podsyła zdjęcia ze spacerów, wakacji i życzenia bożonarodzeniowe.

Jednak osoby, które nie dbają o adopciaka, zazwyczaj nie zaprzątają sobie tym głowy. Taka forma kontroli jest więc dobrym, dostępnym dla każdej fundacji i schroniska, sposobem na porozumienie się z opiekunem, któremu pupil na przykład sprawia problemy. Nie zastąpi jednak wizyty poadopcyjnej i nie pozwoli na ustalenie, czy psiak jest rzeczywiście prawidłowo karmiony, leczony i szczęśliwy.

Dzięki niezapowiedzianym kontrolom można by uniknąć tysięcy dramatycznych sytuacji, takich jak historia zaniedbanego Miśka czy katowanego Jetta. Dlaczego więc nikt takich wizyt nie przeprowadza?

Wizyty poadopcyjne budzą ogromny opór

Trzeba pamiętać, że wizyta poadopcyjna to duża ingerencja w prywatność osób, którzy adoptowali psa. Wielu chętnych na adopcję czuje opór już przy przestrzeganiu procedur adopcyjnych obowiązujących w niektórych fundacjach czy schroniskach. Wizja niezapowiedzianej wizyty tym bardziej może odstraszać…

Te wszystkie procedury adopcyjne, wizyty i kontrole to bzdura. Nie po to chcę dać dom psu ze schroniska, żeby potem o niego nie dbać! Jakby ktoś przyszedł skontrolować mi psa, nie wpuściłbym go do domu. Nikt nie będzie sprawdzał, jak mieszkam! – oburza się Krzysztof pod jednym z facebookowych wpisów fundacji.

W jednym schronisku spytali, czy zgadzam się na wizytę wolontariuszy po adopcji. Nawet wpisali coś takiego w umowę adopcyjną! Oczywiście, że się nie zgodziłam. Pojechałam do innego schroniska i tam dali mi psa od ręki – opisuje swoje doświadczenia Ewelina.

Niestety nawet wśród ludzi, którzy adoptują psa ze schroniska, znajdują się nieodpowiedzialne osoby doprowadzające zwierzęta do skrajnie dramatycznego stanu. Doświadczenie pokazuje więc, że takie kontrole powinny być obowiązkiem każdego, kto wydał czworonoga do adopcji. Okazuje się jednak, że jest to niezwykle trudne do wykonania.

emiteo

Dlaczego tak mało schronisk przeprowadza kontrole po adopcji?

Od lat jestem wolontariuszką w jednej z mniejszych fundacji. Mimo dość rygorystycznej procedury adopcyjnej wciąż zdarza się, że wyadoptowany do „dobrego domu” pies wraca do nas w dramatycznym stanie. Mieliśmy także kilka interwencyjnych odbiorów – zwierzaki były zaniedbane, nieleczone albo katowane i dalsza taka „opieka” mogłaby skończyć się dla nich nawet śmiercią. Uważam więc, że wizyty poadopcyjne powinny być standardem w przypadku każdej adopcji. Niestety niewiele schronisk i fundacji może sobie na nie pozwolić… – opowiada nam wolontariuszka Anna.

Przeprowadzanie poadopcyjnych kontroli nie jest łatwe. Wśród wolontariuszy lub pracowników schroniska musi znaleźć się osoba, która będzie w stanie przejechać kilkanaście, a nieraz nawet kilkaset kilometrów, często nie licząc na zwrot związanych z tym kosztów. W wielu takich miejscach brakuje jednak osób nawet do codziennej opieki nad zwierzętami!

Z chęcią jeździłabym na wizyty poadopcyjne by sprawdzić, czy moi byli podopieczni są szczęśliwi, leczeni i mieszkają w takich warunkach, o jakich opowiadali nam opiekunowie przed adopcją. Nie pozwala mi na to jednak czas i sytuacja finansowa. W naszym schronisku mamy tylko 5 wolontariuszy na wszystkie zwierzaki.

 

Jeśli ktoś z nas jeździłby po całej Polsce kontrolować warunki życia naszych wyadoptowanych podopiecznych, nie byłoby komu socjalizować naszych psów, przygotowywać ich do adopcji ani tych adopcji robić. Dlatego każdemu, kto burzy się, że nie sprawdziliśmy warunków, w jakich mieszka pies po wydaniu do domu odpowiadam, że zapraszam do pomocy. Jeśli zgłosi się do nas dziesięciu, piętnastu nowych wolontariuszy, będziemy mieli czas na takie kontrole – tłumaczy Anna.

Widzisz zaniedbanego psa? Koniecznie to zgłoś!

Nie tylko wizyty poadopcyjne mogą uratować psa z niewłaściwych rąk. Ogromne znaczenie mają też zgłoszenia od osób, które widzą w swojej okolicy zaniedbane zwierzę.

W naszym schronisku działa zespół wolontariuszy, którzy posiadają uprawnienia do przeprowadzania wizyt poadopcyjnych. Przed pandemią odwiedzali między innymi domy, do których wyadoptowane zostały szczenięta. Czasem takie kontrole kończyły się odbiorem psa ze względu na rażące zaniedbania czy nie wywiązanie się z zapisów w umowie adopcyjnej.

 

Teraz podczas pandemii nasz zespół reaguje przede wszystkim na zgłoszenia o rażących zaniedbaniach – tu w 90% przypadków konieczny jest odbiór zwierzaka ze względu na zagrożenie jego zdrowia czy nawet życia. Mamy jednak nadzieję, że gdy sytuacja w Polsce już się unormuje, wrócimy do takich niezapowiedzianych wizyt – mówi nam wolontariuszka warszawskiego Schroniska na Paluchu.

Na zaniedbania reagować mogą także odpowiednie służby – policja, straż miejska czy inne fundacje zajmujące się pomocą. Jednak by było to możliwe, muszą otrzymać zgłoszenie. Dlatego jeśli widzisz, że w twojej okolicy ktoś znęca się nad psem lub nie dba o niego w odpowiedni sposób, nie czekaj! Natychmiast zgłoś to odpowiednim służbom i pilnuj, by przeprowadziły one kontrolę stanu zwierzaka!

MAMY DLA CIEBIE PREZENT! Zapisz się do newslettera Psy.pl i już teraz odbierz za darmo e-book „50 ras w sam raz do kochania”

Autor: Aleksandra Prochocka
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments