Stawiam na Browara – wywiad z Elżbietą Romanowską

Zbieracz poduszek, złodziej pluszaków i świetny wokalista – czule opisuje swojego wielorasowca Elżbieta Romanowska.

Wywiad z magazynu „Mój Pies i Kot” nr 5(14)/2016Z Elżbietą Romanowską rozmawia Paulina Król.

Jej rodzina znana jest z tego, że ma ogromne serce dla zwierząt, bo nikt z jej członków nie przeszedłby obojętnie obok potrzebującego pomocy psa ani kota. Jej mama zawsze wozi w samochodzie trochę karmy i jakieś przysmaki. Dziwnym trafem częściej niż inni ludzie takie potrzebujące zwierzaki spotyka. Blisko sześć lat temu zadzwoniła do córki, która była wtedy na wakacjach w Sopocie, z dramatycznym pytaniem, co ma zrobić, bo właśnie zaopiekowała się psem, którego na jej oczach ktoś wyrzucił z samochodu jak worek śmieci. Piesek jeszcze próbował gonić swojego pana, ale samochód błyskawicznie się oddalił. Oczywiście konieczna była wizyta u weterynarza, by sprawdzić, czy psu nic nie dolega, ale nawet gdy okazało się, że ze zdrowiem jest wszystko w porządku, pozostał problem, co zrobić z psem. W domu rodzinnym akurat wtedy psiak nie mógł zostać. Schroniska przepełnione, nie daj Boże ktoś chciałby go uśpić, ale nawet wizja młodego, zdrowego niewielkiego pieska za kratami jakiegoś boksu była dla obu pań zbyt bolesna. Cóż, w tej sytuacji Ela podjęła szybką decyzję i postanowiła go przygarnąć. Pod jednym warunkiem: że w razie potrzeby przywiezie pieska do „babci” na wakacje. Na takie rozwiązanie wszyscy przystali.

Twój nowy domownik dostał dość specyficzne imię: Browar.

Siedzieliśmy akurat ze znajomymi niedaleko wielkich parasoli z napisem Browar Szczeciński, bo piesek został znaleziony w Szczecinie. Padło hasło: Browar. Wszystkim się spodobało i tak już zostało. Czasem nazywam go Bronkiem, ponieważ córeczka moich przyjaciół chwaliła się w przedszkolu, że w weekendy przyjeżdża do niej ciocia i zawsze przywozi dla niej Browara. Musieliśmy długo tłumaczyć przedszkolance, że chodzi o psa.

Jak się czuje taka postawna kobieta z takim niewielkim pieskiem?

Nie jestem typem człowieka, który wybiera sobie psa jak torebkę. Pies to przyjaciel, członek rodziny, a nie dodatek do kreacji. Nigdy nie wybrałabym sobie psa, dlatego że przy mnie dobrze wygląda lub dlatego, że ja bym przy nim dobrze wyglądała. Browar jest kochanym wielorasowcem – nie mylić z kundlem, bo takim określeniem czułby się urażony – który ma coś z jamnika, bo jest niskopodłogowy, ale ma też mocną klatę i wcięcie w tali, jak bokser, a z pyszczka przypomina trochę owczarka. Przy mnie jest szczęśliwy, a wiem, że wyrzucenie z samochodu nie było jego jedyną traumą. Kiedy zachorował na stawy, prześwietlenie wykazało, że ma w miednicy śrut. Pewnie był dla kogoś tarczą strzelniczą. Boi się też chodzenia po schodach. Znajomy behawiorysta powiedział mi, że może to być skutek zrzucenia go kiedyś ze schodów. Ale za to lubi jeździć windą.

Lubi też z tobą podróżować.

Jest przyzwyczajony do jazdy samochodem, ale też do pociągu, gdyż często nim podróżujemy. Zabieram wtedy specjalną matę, żeby nie zostawił sierści na siedzeniu, mam składaną miskę podróżną i smakołyki. Zabieram go wszędzie, gdzie to tylko możliwe, bo jest bardzo grzeczny i nieuciążliwy. Ma więc swoje miejsce w teatrze, a nawet bywał ze mną na treningach do „Tańca z gwiazdami”. Tam zresztą spotykał się z psami Janka Klimenta czy mojego partnera Rafała Maseraka. Z jack russellem Jumbo Rafała tak się polubili, że czasem, zamiast trenować, przez pół godziny gapiliśmy się na wspólne igraszki naszych psiaków. Na czas trenowania, żeby nie plątały się pod nogami, leżały sobie przypięte na posłankach, z maskotkami, a obok miały miski z wodą. Browar, który jest bardzo zrównoważony, występował wtedy w roli starszego brata, którego młodszy, dość żywiołowy Jumbo we wszystkim naśladował. Dzięki temu oba psiaki nam nie przeszkadzały. A kiedy zabieram go na plan filmowy, jestem spokojna, bo pierwsze, co robi, to wpada do busa z jedzeniem i od razu zaprzyjaźnia się z kucharzem. Wtedy nawet przymykam oko na to, że dostaje smakołyki pod stołem. Uwielbia zwłaszcza mięso: wołowinę i karkówkę, tylko na kurczaka jest uczulony.

Czy Browar ma jakieś specjalne talenty?

Jest śpiewakiem, kolekcjonerem poduszek i… złodziejem pluszaków. W teatrze we Wrocławiu miałam lekcje śpiewu. Browar siadał przy pianinie i wył po swojemu, wyraźnie zadowolony. Reagował na wszystkie rozśpiewki. Zresztą w domu też mi wtóruje, jak tylko sobie podśpiewuję. A do poduszek słabość mamy obydwoje. Lubię poduszki, więc mam ich dość sporo w domu. Kiedy leżą jedna na drugiej, to Browar najchętniej kładzie się w środku stosu. Gdy chce mi pokazać, że jest na mnie obrażony, to zabiera poduszki na swoje posłanie i udaje, że mnie nie widzi. Kocha też pluszowe zabawki, które podkrada dzieciakom. Kiedyś nawet zabrał jednego pluszaka dziecku w wózku. Ale trudno się było dziwić, uznał, że skoro maluch wyciąga rączkę z zabawką, to jest to zaproszenie do zabawy, więc chaps i do widzenia. Wszyscy się z tego śmiali.

Browar to chyba nie jest twój pierwszy pies?

Kiedy miałam osiem lat, mój tata był umierający. Wtedy mama przygarnęła pieska od mojej cioci ze wsi, miał być dla mnie na pocieszenie. Szczęśliwie tata żyje, a Skubi stał się jego najwierniejszym przyjacielem. Był biały jak śnieg, a czarne miał tylko oczy i nos. Kiedy Skubi był już bardzo chory, tata wziął wolny dzień w pracy, aby mu towarzyszyć w ostatnich chwilach życia. Potem pochował go w lesie obok naszych dwóch kotek i zasadził tam drzewo, żeby je chroniło. Do dzisiaj chodzimy w to miejsce powspominać nasze kochane zwierzaki. Teraz w domu rodziców mieszkają znaleziony przez tatę kot Jacuś i suczka Frania, yoreczka wymarzona przez mamę. To jedyny w naszej rodzinie zwierzak, który nie jest adoptowany. Gdy przyjeżdża do nich Browarek, to jest wesoła gromadka.

Trudno się dziwić, że wychowana w takiej miłości do zwierząt angażujesz się też w akcje charytatywne na ich rzecz.

Podczas akcji „Gwiazdy na Paluchu” wraz z naszymi pupilami zbieraliśmy datki i karmę. W schroniskach zawsze potrzebna jest pomoc, także w promowaniu adopcji, bo zwierzęta nie powinny żyć za kratami. Zadziwia mnie, że psy, często okrutnie skrzywdzone, nadal ufają człowiekowi, nierzadko swojemu oprawcy. Pies jest stworzony do bliskiego kontaktu z człowiekiem, ale człowiek niekoniecznie potrafi być dla psa człowiekiem.

Gdybyś została prokuratorem, o czym kiedyś marzyłaś, to jakich wyroków żądałabyś dla ludzi krzywdzących zwierzęta?

Potępiam przemoc i agresję zarówno wobec ludzi, jak i zwierząt. Karałabym najostrzej, jak się da. Może wtedy zwyrodnialcy czegoś by się nauczyli, a dla innych byłoby to przestrogą. Może mam skrajne podejście, ale uważam, że tylko zasada oko za oko, ząb za ząb mogłaby odnieść jakiś skutek.

Czy ma dla ciebie znaczenie podejście partnera do psa?

To się rozumie samo przez się. Nie wyobrażam sobie, żeby mój partner miał powiedzieć: „Wiesz, kocham cię, ale albo ja, albo pies”. To znaczy, że nie kocha. I wtedy krótka piłka – wybieram psa.

Elżbieta Romanowska – popularna aktorka filmowa i teatralna, najbardziej znana z roli sklepowej Joli w serialu „Ranczo”. W 2016 roku zajęła drugie miejsce w „Dancing with the Stars.
Taniec z gwiazdami”.

Autor: Paulina Król