Czasami warto dać głos – wywiad z Piotrem Adamczykiem


O negocjacjach z psem, rozmowach z kurami, a także jasnych stronach popularności opowiada Piotr Adamczyk.

Fragment wywiadu z magazynu „Mój Pies i Kot” nr 1(48)/2020Z Piotrem Adamczykiem rozmawia Paulina Król.

W akcji społecznej na rzecz zwierząt Piotr Adamczyk wziął udział pierwszy raz 12 lat temu, występując z adoptowanym koniem w charytatywnym kalendarzu „Wielcy Małym”. Ostatnia grudniowa aukcja dzieł sztuki i innych przedmiotów w ramach kolejnej edycji „Wielcy Małym”, pod hasłem „One dają nam więcej. Adoptuj i poczuj ten dar”, którą prowadził z Antkiem Królikowskim, przyniosła ponad 100 tys. zł. Pieniądze te pomogą najbiedniejszym schroniskom.

Piotr Adamczyk uważa, że czasami pewne rzeczy warto przemilczeć, ale kiedy można być głosem tych, którzy głosu nie mają – warto mówić, bo los zwierzęcia może odmienić tylko człowiek. – Z satysfakcją obserwuję – dodaje aktor – jak można pozytywnie wykorzystać popularność, by wspierać adopcje. Od kiedy na zdjęciach do kalendarza artyści pozują ze zwierzakami ze schronisk, zgłaszają się osoby chcące zaopiekować się psem czy kotem widzianym u boku ulubionego aktora czy piosenkarza. Ktoś znany z adoptowanym psem na spacerze nie tylko wywołuje serdeczne emocje, przede wszystkim bywa impulsem do naśladowania. I tak dobro wraca, bo dzięki jasnej stronie popularności może się poszczęścić kolejnemu zwierzakowi.

Twój pierwszy przygarnięty zwierzak to…?

12 lat temu wybuchła głośna afera: nieodpowiedzialny człowiek zostawił na pastwę losu stado koni arabskich. Zaniedbane zwierzęta wymagały pilnej pomocy. Kiedy zadzwoniła do mnie Beata Błasiak z pytaniem, czy nie chciałbym adoptować konia, serce mocniej mi zabiło i się zdecydowałem. Z koniem o imieniu Nagy, co po arabsku podobno znaczy bliski przyjaciel, znalazłem się w pierwszym i kolejnych kalendarzach „Wielcy Małym”. Mamy z Nagym dzięki temu wiele pięknych pamiątkowych zdjęć. To on zawsze był wielki, a ja mały. Zresztą to nie artyści, ale adoptowane zwierzęta są po wielkich przeżyciach i mają wielkie serca.

Nagy ma serce prawdziwego araba stworzone do wyścigów i często, galopując, orientuję się, że znowu zostawiliśmy wszystkich w tyle. Mieszkał w różnych stajniach, a w jednej z nich, u górali, sam chodził do sklepu z zawieszonymi po bokach sakwami. Sprzedawca brał z nich pieniądze i wkładał zamówione zakupy. Kiedy ktoś pytał, gdzie jest koń Adamczyka, odpowiadano: „Poszedł po piwo”.

Jakie zwierzęta zapamiętałeś z dzieciństwa?

Często jeździłem do babci na wieś, gdzie rozmawiałem z kurami. Dzieci mają wyjątkową umiejętność uczenia się języków obcych, ja uczyłem się języków zwierząt: gdakania, szczekania, miauczenia, i popisywałem się wśród kolegów, rozśmieszałem ich, np. łapiąc kogoś za łydkę i szczekając, dzięki czemu zyskiwałem uznanie, a sam nabierałem pewności siebie. Kto wie, czy te kontakty ze zwierzętami i rola dziecięcego komika nie zaważyły na mojej aktorskiej drodze życiowej…

Jednym z pierwszych zleceń dubbingowych była rola psa Sprocketa w serialu „Fraglesy”. Wystarczyło mi, że popatrzyłem na niego i już wiedziałem, jak ziać, szczekać, wydobywać dźwięki, których nauczył mnie mój pierwszy pies Fox i inne psy w rodzinie. Dzisiaj, kiedy zaszczekam coś do moich psów, patrzą trochę zdziwione. Nie wiem, co „mówię”, ale brzmi to jak mowa psa. Mój „nauczyciel” Foksik został przygarnięty przez…

Ciąg dalszy przeczytasz w najnowszym wydaniu magazynu „Mój Pies i Kot” – do kupienia w Biedronkach!

Piotr Adamczyk – wszechstronnie utalentowany aktor teatralny, filmowy i dubbingowy. Największą popularność przyniosła mu rola Karola Wojtyły w filmach „Karol – człowiek, który został papieżem” oraz „Karol – papież, który pozostał człowiekiem”. Zdobywca licznych nagród, w tym trzykrotnie Telekamery w kategorii najlepszy aktor. 31 stycznia 2020 roku na ekrany wchodzi komedia „Mayday”, w której wcielił się w rolę bigamisty Janka Kowalskiego.

Autor: Paulina Król