Zjadanie psów wciąż aktualne! Tylko niektóre wyrwą się z piekła


Nazwalibyście swojego psa „Szynka”? Pewni ludzie właśnie tak zrobili, bo ich pupil jest żywym – na szczęście – dowodem, że zjadanie psów to nadal praktykowany proceder.

O czym mówi imię psa? Czasem o zainteresowaniach właściciela, innym razem o charakterze czworonoga lub o jego przeszłości. A co oznacza imię Ham? Może to skrót od imienia Hamilton? Albo opiekun psa jest miłośnikiem musicalu „Hamilton”? Nic z tych rzeczy. W tym wypadku Ham znaczy dosłownie to, co po angielsku: szynka. A to dlatego, że pies, który je nosi, właśnie tym miał się stać: szynką, którą można kupić i zjeść… Zjadanie psów to bowiem w niektórych miejscach nadal aktualny proceder.

Jak z Daniela zrobił się Ham

Tosa, którego przyjęli pod swój dach Meghan Kahler i Steven Halstead, ma łapy wielkości spodków, głowę jak piłka do siatkówki i waży ponad 50 kg. Gdy go adoptowali, miał na imię Daniel. Pomyśleli jednak, że to imię zupełnie do niego nie pasuje. Nic nie mówiło ani o jego charakterze, ani o przeszłości – a ta była tak straszna, że aż trudna do wyobrażenia. Zaledwie kilka miesięcy przed adopcją ten stary, poczciwy, bezbronny pies czekał, aż dopełni się jego tragiczny los na czyimś stole.

Uznaliśmy więc, że to imię odpowiada temu, co Ham przeżył – opowiada Steven, bo dziś już może o tym mówić trochę spokojniej.

Ratunek przyszedł w samą porę

Ham miał to szczęście, że znalazł się wśród 170 psów uratowanych z farmy w Haemi pod koniec października zeszłego roku przez południowokoreańskich członków organizacji Humane Society International. Ich historię przytacza w obszernym tekście w „York Daily Record” Mike Argento. Trudno opisać, w jak straszliwych warunkach przebywali na farmie czworonożni skazańcy. Psy były upchnięte w klatkach dosłownie jeden na drugim, w konstrukcji wykonanej z rur PCV, blach falistych i plastikowych plandek. Niektóre z braku miejsca stały na dwóch łapach, przyciśnięte do ciał innych towarzyszy niedoli.

Na każdej farmie psów, na której byłam, śmierdziało odchodami i zgnilizną, ale na tej poczułam odór śmierci. Kiedy znaleźliśmy te psy, miały na pyskach wyraz absolutnej rozpaczy, który będzie nas prześladował już zawsze – opowiada dowodząca akcją Nara Kim z Humane Society International.

Zjadanie psów – skąd ten straszny zwyczaj?

Chociaż mięso psa nie jest w żadnym razie podstawą diety w Korei Południowej (ponad 80 proc. jej mieszkańców deklaruje, że nigdy go nawet nie spróbowało), zjadanie go nadal jest częścią narodowej tradycji. Jest ona żywa szczególnie w wiejskich rejonach kraju. Zwłaszcza podczas tak zwanych dni Sambok, najgorętszych dni w roku, nazywanych psimi dniami lata, wciąż jeszcze w wielu miejscach zjada się Bosintang – zupę z mięsa psa. W te dni praca w polu jest szczególnie ciężka, a psie mięso uważa się za pożywne, dające dużo energii. I właśnie dlatego znaleziono sobie takie usprawiedliwienie dla tego procederu, a starsi mieszkańcy nadal nie widzą w tym nic złego. Zaledwie kilka dni temu Humane Society International zamieściła na swoim koncie na Twitterze informację o kolejnej odkrytej farmie, w której na ratunek czeka 60 psów – i zaapelowała o wpłaty na ten cel.

Zjadanie psów wciąż aktualne? To się dzieje nie tylko w Korei Południowej

Jeśli takie rzeczy dzieją się w Korei Południowej, gdzie większość ludzi kocha psy, to czego można się spodziewać w Korei Północnej? Okazuje się, że dyktator Kim Dzong Un wydał ubiegłego lata zakaz posiadania zwierząt domowych, bo uznał to za „skażony trend ideologii burżuazyjnej”. Właścicielom psów nakazał oddawać je restauracjom – w wiadomym celu. Jeśli ktoś tego nie zrobił, czworonogi odbierano siłą. A my – czy mamy z czego być dumni? Wprawdzie psi smalec trudniej kupić niż kaczy czy gęsi, ale nie ma wątpliwości, że ten proceder też wciąż istnieje. Świadczą o tym pojawiające się od czasu do czasu informacje o odkryciu i likwidacji miejsc, w których się go wyrabia.

Trudna droga do normalności

Ham doczekał normalnego życia u boku kochających ludzi. Jednak nie każdy uratowany z farmy pies ma tyle szczęścia. Nie każdy też po takiej traumie jest w stanie otworzyć się na człowieka, nawet po długim czasie, i zaufać. Kłębek przerażenia z absolutną rozpaczą wypisaną na pysku musi przejść długą drogę do normalności, ze wsparciem wielu osób. Często nie wystarczą dobre chęci. Dlatego potrzebna jest fachowa wiedza i doświadczenie, by pomóc tak okropnie stłamszonej istocie. Kto nie ma odwagi przygarnąć takiego psa, może wesprzeć tych, co potrafią pomóc. Znęcanie się nad zwierzętami to problem międzynarodowy. Dlatego przyda się wsparcie z każdego zakątka świata.

Zapisz się do newslettera Psy.pl i otrzymuj ciekawe treści przed innymi!

źródło: https://eu.ydr.com

Autor: Dorota Jastrzębowska
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments