A ja wolę moje koty – wywiad z Majką Jeżowską

Czy można pić z jednego kubka z kotem i czesać się tą samą szczotką? Ależ można! – mówi Majka Jeżowska.

Wywiad z magazynu „Mój Pies i Kot” nr 5(32)/2018Z Majką Jeżowską rozmawia Paulina Król.

Pewnego dnia Dorota / znalazła w lesie kota / wzięła go więc do domu / zamiast dać byle komu / i świetnie się bawili / i w zgodzie z sobą żyli” – to fragment superprzeboju Majki „A ja wolę moją mamę”. Ta piosenka wywarła największy wpływ na jej życie, a Majka nawet nie zauważyła, że jest w niej ukryta jej prokocia dusza. – No tak, to jest strofa o mnie i o Tinie! – dopiero teraz odkrywa Majka i dodaje, że z tych dwóch zdań wyłania się ważne przesłanie, aby nie przechodzić obojętnie obok zwierzaków.

Do adoptowania psów i kotów zachęca od wielu lat, szczególnie podczas przedpołudniowych koncertów dla dzieci ze szkół i przedszkoli. Wiele piosenek Majki niesie jakieś przesłanie, ale wykorzystuje ona też swój talent pedagogiczny, by między piosenkami w przystępny sposób mówić dzieciom o tolerancji, szacunku do planety, na której żyjemy, do zwierząt, do drugiego człowieka. Sama udziela się charytatywnie, pomagając i ludziom, i zwierzętom. A jej dwie zżyte mordki, czyli ukochane kociaki, są znajdkami, które znalazły miejsce w sercu prawdziwej kociej mamy.

Z muzyką jesteś od 40 lat, z kotami – od zawsze.

Muzyka to moja pasja i zawód. Życia bez kotów, teraz wiem, że przynajmniej dwóch, już sobie nie wyobrażam. Rano włączam głośniczek z playlistą i się rozciągam. Koty zawsze są blisko mnie i patrzą. Przy okazji i one, i ja wiemy, jakie utwory są na topie. Moją pasją są też ludzie. Jestem bardzo towarzyska, otwarta, podobno radością życia zarażam innych.

A moje koty, kiedy mam gości, lubią zająć pozycje na drapakach i przysłuchiwać się rozmowom, często także śpiewom, i wtedy świetnie się czują. Z koncertów staram się wracać jak najszybciej, bo wiem, że one tęsknią. Zawsze czekają przy drzwiach, by mnie przywitać. Wąchają wtedy buty i walizki, żeby sprawdzić, gdzie byłam. Są pełnoprawnymi członkami rodziny, wpasowanymi w mój tryb życia. Już we wczesnym dzieciństwie koty mieszkały w naszym ogrodzie, niektórym mama pozwalała wejść do domu, ale tylko do kuchni.

Pierwszą moją kotką była trikolorka Mela, którą dostałam od Piotra Fronczewskiego. Wychodziłam z nią na spacery na smyczy. Często po powrocie z koncertu o trzeciej, czwartej nad ranem można było mnie spotkać w krzakach z kotem. Mela rozkoszowała się powietrzem, zapachami, porannym śpiewem ptaków. I nawet kiedy miałam gości, to nie odpuszczała – stała pod drzwiami i wyła jak pies. Wychodziłyśmy na pół godziny, co wprawiało gości w osłupienie, ale to był jej ulubiony rytuał.

Kot Majki Jeżowskiej
fot. Celestyna Król

Czy to los podsunął ci Xabiego?

Wszystko jest po coś. Wierzę, że zwierzęta stają na naszej drodze w odpowiednim momencie. Xabi (Czabi) został wyrzucony w pobliżu mojego rodzinnego domu w Nowym Sączu. Zaopiekowała się nim moja siostra. Na koncert do Nowego Sącza pojechałam z zestawem kocich wędek. Z kociakiem bawiłam się do rana i jeszcze następnego dnia.

Był cudną puchatą kulką, mieszańcem z maine coonem. Nie mogłam o nim zapomnieć, po tygodniu zabrałam go do Warszawy z zamiarem oddania w dobre ręce, bo przecież Mela nie tolerowała innych kotów. W głębi duszy czułam, że to mój kot i gdy tylko zgłaszał się ktoś chętny, to zawsze znajdowałam przeszkodę, żeby go nie oddać. Liczyłam też, że takiej malizny starsza już Mela nie potraktuje jak konkurencji. I były momenty, że pozwalała mu spać obok siebie, ale to był dzieciak i ciągle ją zaczepiał – tak dla zabawy. Wtedy strzelała focha i uciekała. Ale poświęcałam jej dużo uwagi, żeby nie czuła się odrzucona. Wkrótce ukochana Mela zachorowała i odeszła za Tęczowy Most.

Szybko zdecydowałaś się na kolejnego kota.

Wiedziałam już, że kotek nie powinien być sam. W poleconej agroturystyce przyszły na świat kociaki, a wśród nich rudzielec, o jakim zawsze marzyłam. To był Leonek. Dla niego Czabi był całym światem, jak w tej bajce o Filemonie i Bonifacym. Czabi lizał go, przytulał, był szczęśliwy, że ma kumpla. Czasem pogonił Leonka, ale ten we wszystkim mu ustępował. Czteroletni, energiczny Leonek, okaz zdrowia, zmarł nagle dwa lata temu. Miał, jak się okazało, wadę serduszka.

Czułam, że muszę znaleźć szybko towarzysza dla Czabusia. Ogłosiłam na Facebooku, że szukam kociaka. Tylko nie chciałam kotki, i żeby nie był czarny. Zainteresowałam się też hodowlą kotów syberyjskich, które zawsze budziły mój zachwyt, i nawet miałam wybranego biszkoptowego kociaka o imieniu Barnaba, ale miałam poczekać, aż zakończy szczepienia.

I wtedy na mojej drodze znowu stanął kot. Sadzę, że to był znak od Leonka, który właśnie tego dnia był kremowany. Pojechałam na koncert do Trzcianki. Na schodkach hotelu położonego w lesie siedziało malutkie kocie nieszczęście. Przemówiłam do tej czarnej kulki, a ona strasznie się rozpłakała, wtuliła we mnie, poburczała i zasnęła. Na drugi dzień w czasie koncertu spała na moim szaliku w garderobie, a w drodze do Torunia zatrzymaliśmy się u weterynarza. Mała miała gorączkę, świerzb, biegunkę, robaki, koci katar… No, nieszczęście. Ale chociaż czarna – i kocica – została ze mną, była mi przeznaczona.

Dwa koty i Majka
fot. Celestyna Król

Dostała na imię Tina, kojarzy się z Tiną Turner.

Xabi Alonso (Czabi) i Leo Messi (Leonek) to imiona nadane kociakom przez moje zamiłowanie do piłki nożnej. A podczas koncertu w Trzciance opowiedziałam dzieciom o znalezieniu kici i poprosiłam, żeby zaproponowały dla niej imię. Kiedy po autograf podeszła do mnie dziewczynka o imieniu Tina, uznałam, że Tina idealnie pasuje do mojej znajdki.

Tina i Czabi po ustaleniu hierarchii szybko się polubili. Jestem pewna, że Czabuś powiedział jej coś w stylu: no dobra, możesz sobie tu mieszkać, ale pani jest moja. Czasami ona go podgryza, on wtedy ją zdzieli, ale to dziewczyna, kiedy się z czymś nie zgadza, to chociaż jest dwa razy mniejsza, potrafi się odgryźć.

Kociarze twierdzą, że kot jest lepszym przyjacielem niż człowiek.

Kociaki dają więcej czułości i bezwarunkowej miłości niż człowiek, ale to nie znaczy, że należy rezygnować z ludzkich przyjaźni. Tak jak słuchamy różnej muzyki w zależności od tego, czy jedziemy autem, czy pijemy winko w objęciach ukochanego, tak samo w jakimś momencie potrzebujemy przyjaciela, przed którym można się wygadać, innego, by naprawił kran, jeszcze innego, by pobawić się razem na dyskotece. Z mężem – czy z dzieckiem – można się o coś pokłócić i wtedy jest foch. Kot, żeby nie wiem co, okaże miłość i wdzięczność.

Codziennie, od rana do wieczora, koty są w mojej głowie. Nawet gdy jestem gdzieś daleko, to dzwonię, żeby zapytać, jak się mają. Kocham tę zależność, ale też wzajemność. Wracam z trasy koncertowej, zalegam przed telewizorem, a one kładą się na mnie, pomruczą, wyliżą. O nic mnie nie pytają, niczego ode mnie nie chcą, siedzimy sobie w ciszy i kontemplujemy, i ja wtedy resetuję się w błogim lenistwie.

Jak koty okazują Tobie miłość?

Na miłość kota trzeba sobie zasłużyć. Trzeba mu dać poczucie bezpieczeństwa. Jak już pozna, że masz dobre serce, karmisz go, przytulasz, dbasz o niego, to wtedy odwzajemnia tę miłość. Czabuś każdego ranka kładzie się na umywalce i jest najszczęśliwszy, gdy czeszę go swoją szczotką. W nocy słyszę mlaskanie, bo Czabi pije wodę z mojego kubka, ale mnie to w ogóle nie przeszkadza.

Tina to mała niszczycielka. Fotel Marthy Stewart, który przywiozłam ze Stanów Zjednoczonych, uznała za swój drapak. Ale to tylko mebel. Nie złoszczę się, przecież kot jest najważniejszy. Czabi jest wiernym, wpatrzonym we mnie zwierzakiem. Już podczas pierwszej podróży z Nowego Sącza za żadne skarby nie chciał siedzieć w mięciutkim kontenerku, który specjalnie dla niego kupiłam. Wszedł mi na piersi, zarzucił przednie łapki na szyję jak dziecko i tak pozostał przez 4 godziny z małą przerwą na załatwienie się do kuwetki. Uwielbia kłaść się na mnie, łapy zawsze są na szyi, patrzy w oczy, barankuje i mruczy, że mnie kocha. Wtedy odpowiadam, że też go kocham.

Kot i Majka
fot. Celestyna Król

Twój taras to prawdziwe królestwo kotów.

Widziałam tyle nieszczęśliwych wypadków, kiedy koty wypadały z balkonów, że nie tylko u siebie mam profesjonalną siatkę, ale też namówiłam na nią sąsiada. W doniczkach jest kocia trawka, ustawiłam drapaki. I wygodne kanapy, na których lubimy się razem wylegiwać w słonku.

Czy masz jakieś marzenia związane z kotami?

Kilka lat temu, z powodu prywatnych spraw, dopadło mnie poczucie wypalenia. Nic mnie nie cieszyło i wydawało mi się, że nic już mnie nie czeka. Wyobrażałam sobie wtedy, że rzucę wszystko, kupię kawałek ziemi i zamieszkam ze zwierzętami: psami, kotami, owcami. To mi dawało nadzieję i siłę na przetrwanie trudnych chwil. I chociaż wolę życie w mieście, to dla kotów mogłabym się nawet przenieść na wieś.

Majka Jeżowska – piosenkarka i kompozytorka, kawaler Orderu Uśmiechu, ambasadorka dobrej woli przy UNICEF-ie, członek rady Fundacji Ronalda McDonalda. Jej najnowsza płyta „Bajkowo”, którą nagrała z orkiestrą symfoniczną, zawiera ulubione piosenki z filmów Disneya.

Autor: Paulina Król