Czy agresywny pies już nigdy się nie zmieni? To zależy od ciebie!

Ugryzł, więc jest niebezpieczny? Czy agresywny pies już zawsze powinien być traktowany jak groźne, nieobliczalne zwierzę?

Agresja u psów to temat niezwykle kontrowersyjny i owiany tajemnicą. Wiele z psów, które choć raz ugryzły, dożywotnio dostaje łatkę agresora i skazywanych jest na izolację w kojcu lub życie w schronisku. Jednak agresja u psów jest często wynikiem niezrozumienia zwierzęcia przez opiekuna. Także złe traktowanie psiaków może skutkować pogryzieniami, które nie będą winą psa! Czy agresywny pies już zawsze będzie gryzł i nie nadaje się do mieszkania z ludźmi? Oto dwie historie psiaków, które do schroniska trafiły jako niezwykle agresywne, a mimo wszystko znalazły kochające domy!

Miś – podhalan z łańcucha

Ten niepowtarzalnej urody pies trafił po raz pierwszy do schroniska za poważne pogryzienie człowieka. Z relacji ówczesnych właścicieli wynikało, że zwierzak najpierw rzucił się na osobę, która przyszła w gości. Pogryzł ją do krwi. Następnie nawarczał na swojego opiekuna, który chciał skarcić go za agresję.

agresywne psy
fot. Schronisko na Paluchu

W kolejnych dniach czworonóg stawał się coraz bardziej agresywny wobec swoich właścicieli. Pokazywał zęby, gdy opiekunowie próbowali przymusić go do różnych czynności i ugryzł właścicielkę podczas domowej przeprowadzki. Został więc odwieziony do schroniska. Jednak już po dwóch dniach właściciele po niego wrócili… Tylko po to, by za pół roku psiak znowu trafił za kraty! Tym razem przywieziony przez straż miejską jako zwierzę stwarzające zagrożenie dla swojego otoczenia.

Powyższa historia może mrozić krew w żyłach – ponad czterdziestokilowy pies atakujący ludzi powinien dla bezpieczeństwa wszystkich zostać od razu uśpiony! Okazało się jednak, że przedstawiona przez właścicieli sytuacja nie do końca była zgodna z prawdą…

Złe traktowanie psa może być przyczyną agresji

Owczarki podhalańskie to psy niezwykle samodzielne. Niechętnie uczą się komend czy posłuszeństwa, co czyni je bardzo trudnymi do wychowania psami. Mają także bardzo silny instynkt stróżowania i nie przepadają za obcymi. O tym wie każdy, kto posiada psa rasy wyhodowanej do pilnowania owiec (takiego jak owczarek środkowoazjatycki czy kaukaz). Jednak w dalszym ciągu takie psy potrzebują regularnych spacerów, aktywności fizycznej i zaspokajania podstawowych potrzeb właściwych dla swojego gatunku. Inaczej mogą zrobić się sfrustrowane i reaktywne, a w następstwie lękliwe lub… agresywne.

Tak właśnie było w sytuacji Miśka. Nie wiadomo, czy ten piękny, śnieżnobiały psiak miał być maskotką domowników czy podwórkowym alarmem. Jednak pewne jest, że jego właściciele nie mieli żadnego pojęcia o rasie, jaką kupują. Trzymanemu w ogrodzie od małego psiakowi nie zapewniali żadnego kontaktu ze światem poza ogrodzeniem. Nie socjalizowali go także z innymi ludźmi ani psami. Trzymany na posesji psiak godzinami potrafił szczekać na przechodzących za płotem obcych ludzi, a domownicy nie zwracali na takie zachowania uwagi. Miś nauczony był co prawda kilku podstawowych komend, ale również one nie pozwalały na zapanowanie nad czworonogiem. Za złe zachowanie pies karcony był głośnym krzykiem. Po pierwszej wizycie psa w schronisku właściciele niestety nie zmienili swojego postępowania, jedynie umieścili psiaka na łańcuchu przy budzie. Zachowanie zwierzaka uległo więc znacznemu pogorszeniu – sfrustrowany, młody psiak wykazywał coraz silniejsze zachowania agresywne również wobec swoich właścicieli.

W schronisku psiak zmienia się nie do poznania

Oddany przez właścicieli Miś trafił pod opiekę wolontariuszy schroniska. Już przy pierwszym kontakcie z nową osobą nie wykazał żadnej agresji! Pozwolił obcemu wolontariuszowi wejść do swojego boksu, przypiąć sobie smycz i wyprowadzić na spacer. Brak socjalizacji i kontaktów z innymi psami odbił się jednak na zachowaniu psiaka. Miś na spacerze szarpał się w stronę każdego mijanego czworonoga i groźnie go obszczekiwał. Poza tymi momentami był jednak bardzo grzeczny i nie sprawiał innych problemów. Uwielbiał wręcz kontakt z człowiekiem, głaskanie za uchem i drapanie po plecach. Przed swoimi wolontariuszami nie bronił budy ani innych zasobów i pozwalał na wszelkie zabiegi pielęgnacyjne.

Agresję do psów również udało się stopniowo wypracować dzięki zapewnieniu psu dużej dawki ruchu w postaci intensywnych spacerów. Pomogło także wprowadzenie elementów podstawowego posłuszeństwa i wymaganie od psa opanowania się przed wyjściem na spacer. W końcu Miś zaczął brać udział w spacerach socjalizacyjnych w towarzystwie innych dużych psów i niezwykle szybko nauczył się, jak zachować spokój w obecności innych czworonogów.

Wolontariusze psa zauważyli, że młody psiak, mimo swojej słusznej postury, potrafi się czegoś wystraszyć lub po prostu odmówić współpracy z opiekunem. Miś potrafił zaprzeć się na przykład przy wchodzeniu po spacerze do boksu lub do gabinetu weterynarza. Jednak w takiej sytuacji wystarczyło dać mu chwilę na oddech, namyślenie się i po kilku sekundach spróbować ponownie. Uspokojony w ten sposób psiak już za drugim podejściem zgadzał się z człowiekiem i grzecznie za nim podążał. Okazało się, że krzyczenie i przymuszanie Misia do czegokolwiek w ogóle nie jest potrzebne!

Miś idzie do adopcji!

Kilka miesięcy pracy z psem pozwoliło przeznaczyć go do adopcji. Psiak nie wykazywał żadnych zachowań, za które w przeszłości trafił za kraty, a podczas całego swojego pobytu w schronisku nie ugryzł ani jednej osoby. Wśród wielu osób zainteresowanych psem ze względu na jego wyjątkową urodę znalazła się rodzina, która gotowa była stworzyć Misiowi warunki, jakich potrzebował. Świadomi specyfiki podhalanów ludzie okazali się mieszkać prawie 300 km od schroniska. Jednak tak długa podróż w bagażniku – z niemal zupełnie obcymi osobami – nie okazała się dla psiaka jakimś problemem.

agresywne psy
fot. Schronisko na Paluchu

Młody podhalan w nowym domu regularnie chodzi na spacery, na których ma okazję poznawać nowych ludzi i psy. Przy rodzinie, która potrafi zapewnić mu odpowiednie warunki i właściwą opiekę, Miś okazuje się łagodnym i przyjacielskim czworonogiem!

Sonia – sunia, która się bała

Jednak nie tylko psy rasowe wymagają odpowiedniego podejścia i wychowania, by stać się zrównoważonymi, łagodnymi psami. Także kundelki muszą być traktowane odpowiednio. Brak empatii do istoty żywej i odpowiedniego wyczucia ze strony człowieka mogą być przyczyną psiej agresji. Właśnie w takiej sytuacji znalazła się Sonia – drobna suczka, która do schroniska trafiła za ugryzienie dziecka.

agresywne psy
fot. Schronisko na Paluchu

W wypadku Soni nieznane są dokładnie warunki, w jakich doszło do ugryzienia. Wiadomo jednak, w jakim stanie psychicznym była sunia, trafiając do schroniska. Bardzo przestraszona, reagowała ucieczką na gwałtowniejsze ruchy, a przed wyciągniętą ręką próbowała bronić się zębami. Głośniejszy ton głosu człowieka sprawiał, że psina zamierała ze strachu w całkowitym bezruchu. Nie wiadomo, czy Sonia była w domu bita, jednak wolontariusze schroniska musieli włożyć wiele wysiłku, by sunia zaufała im na tyle, by pozwolić przypiąć sobie smycz. Spokojna, cierpliwa praca z psem sprawiła, że Sonia coraz bardziej otwierała się na ludzi, wciąż jednak podchodziła do nich ostrożnie.

Nieudana adopcja

Sonia wypatrzona została przez mężczyznę, który potrzebował psa do ogrodu. Typowe wiejskie warunki i szorstki sposób bycia adoptującego ją człowieka nie zapowiadały jednak niczego dobrego… Sunia już po kilku dniach wróciła za kraty. Oddający ją człowiek przyznał, że został przez nią ugryziony tuż po adopcji, kiedy próbował siłą wciągnąć przerażoną sunię do samochodu. Następnie pozostawiona samopas w ogrodzie psina zagryzła mu kilka kur. Jednak to ostatnie ugryzienie, również przy wpychaniu psa do auta, skłoniło człowieka do oddania Soni. Szybko uczący się na błędach pracownicy schroniska wraz z wolontariuszami zdecydowali, że suczka wymaga wyjątkowo wrażliwych opiekunów i domu, w którym będzie traktowana delikatnie.

agresywne psy
fot. Schronisko na Paluchu

Sonia znajduje dom już na zawsze

Drobna psina – oprócz swojej delikatności i ciężkiej przeszłości – nie sprawiała żadnych problemów. Znajomym ludziom pozwalała na coraz więcej i domagała się nawet głaskania, a z innymi psiakami dogadywała się bez zarzutu. Półtora roku po nieudanej adopcji, Sonia została wypatrzona przez pewną dziewczynę. Zainteresowana adopcją Soni kobieta nie zraziła się przeszłością suni i łatki psa agresywnego, jaką zyskała po ugryzieniach. Zarówno kobieta, jak i jej mąż okazali się bardzo spokojnymi osobami o dużej wrażliwości – wolontariusze nie mieli więc wątpliwości, że ten dom będzie dla Soni odpowiedni.

Sonia w nowym domu przebywa od 2015 roku. Od tego czasu ani razu nikogo nie ugryzła. Spokojna atmosfera, ostrożna praca nad psimi lękami i nieprzymuszanie suni do rzeczy, których się boi, sprawiły, że Sonia czuje się bezpiecznie i ufa swoim opiekunom. Półtora roku temu w rodzinie pojawiło się dziecko. Jednak dzięki odpowiedniemu nadzorowi rodziców nad psem i dzieckiem, Sonia ani razu nie zachowała się wobec niego agresywnie. Mało tego – suczka bez problemu pozwala dziecku całować się w nosek przed wyjściem do żłobka i cieszy się, gdy dziecko wraca do domu. Chętnie bierze smakołyki z jego ręki i uczestniczy w codziennych zabawach. Dzięki zaangażowaniu swoich opiekunów stała się prawdziwym psem rodzinnym!

Pies agresywny, czyli nie do adopcji?

To tylko dwie historie, w których agresywny pies stał się domowym pupilem dzięki odpowiedniej opiece człowieka. Jednak takich przypadków jest o wiele więcej. Zdecydowana większość pogryzień i agresji ze strony psa jest wynikiem licznych zaniedbań ze strony opiekunów lub niewłaściwego traktowania i braku empatii wobec zwierzęcia. Nie powinno się skreślać agresywnych psów – często niewielkie zmiany ze strony właściciela lub jednorazowa pomoc behawiorysty pozwolą na szybkie i skuteczne rozwiązanie problemu!

Autor: Aleksandra Prochocka