06.11.2023
Miłość od pierwszego... zdjęcia. Adopcja Tosi to historia o wyborze serca
Marianna Adamska
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Adopcja to podróż pełna niespodzianek, emocji i wyzwań, a historia Tosi jest tego doskonałym przykładem. Przezwyciężając trudności, można znaleźć lojalnego przyjaciela na całe życie.
fot. Shutterstock
Adopcja psa to nie tylko akt miłości, który polega na daniu zwierzęciu szansy na lepsze życie. To także historia o nadziei, rodzącej się więzi między psem a człowiekiem, stawianiu czoła wyzwaniom i bezgranicznej lojalności. Opiekunka Tosi, czarnego pieska z Lublina, otworzyła przed nią drzwi do nowego, kochającego domu.
Decyzja z serca, czyli miłość od pierwszego… zdjęcia
Prawie pięć lat temu opiekunka Tosi, przeglądając profil schroniska na Facebooku, trafiła na zdjęcie suni w typie sznaucera o czarnym umaszczeniu. Z opisu wynikało, że ma ona 3 lata i została znaleziona na ulicy. Warto wspomnieć, że czarne psy czy koty owiane są złą sławą. W związku, z czym są one najrzadziej adoptowanymi zwierzętami ze schroniska. Taką świadomość miała też opiekunka Tosi.
Zobaczyłam jej zdjęcie i wiedziałam, że muszę po nią pojechać. Obietnica, którą złożyłam sobie wcześniej, była jasna – jeśli adoptuję psa, to czarnego, bo one mają najmniejszą szansę na dom – wspomina opiekunka Tosi.
Nieśmiały początek – z kojca na kanapę
Wystraszona i nieśmiała sunia pierwszy raz była widziana w schroniskowym boksie. Kilka rozmów telefonicznych z personelem schroniska, a także spacer przedadopcyjny miał zdecydować o tym, czy Tosia i jej nowa opiekunka są gotowe na wspólną przygodę. Przy drugim spotkaniu sunia mogła opuścić schronisko. Wolontariusze bez żadnych pytań – które zazwyczaj mają miejsce podczas procedury adopcyjnej, a przynajmniej mieć powinny – wydali Tosię, formalności zaś ograniczyły się jedynie do podania danych i podpisania umowy.
Była spokojna, lecz dość zdominowana przez pozostałe psy. Nie mogła do mnie podejść ani się ruszyć. Drugiego dnia pobytu w domu Tosia zrozumiała, że nie wraca do schroniska, że to jest jej miejsce. Dopiero wtedy w pełni się rozluźniła i zaczęła spać na kanapie – relacjonuje opiekunka.
Od marzenia do rzeczywistości – zatajone informacje, brak wsparcia ze strony schroniska i niezłomna miłość
Nowa opiekunka przez całe życie miała psy, dlatego była gotowa na wszelkie niespodzianki i wyzwania, jakie niesie za sobą adopcja zwierzęcia ze schroniska. Tuż po przygarnięciu Tosi okazało się, że jest ona psem bezproblemowym i szybko zaadaptowała się do nowych warunków. Stała się częścią rodziny, która dawała jej miłość i wsparcie. Sunia otwarcie przyjęła też kolejnych czworonożnych domowników – psa i kota, tworząc harmonijne „psio-kocie” stado.
Zabrałam ją 14 grudnia, więc zaraz jeździła z nami wszędzie na święta i sylwestra. Z każdym się witała i zawsze była grzecznym psem. Nigdy nic nie zniszczyła, znała podstawowe komendy, szybko się uczyła i potrafiła chodzić na spacery. Po jakimś czasie okazało się, że boi się wszelkich kabli, sznurów itp. – uciekała, jak tylko zobaczyła, że ktoś coś podnosi, co mogło świadczyć o tym, że była bita – mówi opiekunka.
Podczas badań Tosi okazało się, że wolontariusze zataili niezwykle ważne informacje. Sunia, opuszczając schronisko, nie miała 3 lat, a 7-8. Dodatkowo po czasie zaczęły wychodzić różne choroby, o których nikt nie wspomniał – Tosia niedowidzi i ledwo słyszy, ma chore serce, nerki i wiele innych przypadłości.
Obecnie Tosia przyjmuje codziennie rano cztery tabletki. Niezbędne są też krople do oczu, syrop i specjalna karma. Jest to dość spory wydatek. Mimo to kocham ją bardzo i nie oddałbym jej za nic. Myślę, że dzięki temu, że ją tak szybko adoptowaliśmy, to nadal żyje. Staram się, aby żyła z nami jak najdłużej – opowiada opiekunka suni.
Wszelkie próby kontaktowania się ze schroniskiem były bezskuteczne – pracownicy nie okazywali zainteresowania losem psinki po jej adopcji.
Nikt nigdy nie zadzwonił, a kiedy prosili na FB na profilu o informacje o psach, które ludzie od nich adoptowali, nigdy nie odpowiedzieli na moje wiadomości, ani nie udostępnili jej historii czy zdjęć, tak jakby była gorszym psem. Myślę, że dobrze wiedzieli, że Tosia jest psem starszym i chorym, więc celowo to ukryli. Teoretycznie nie mam do nich pretensji, bo Tosie i tak bym zabrała, ale trochę jest to nie w porządku, bo z takich sytuacji mogą psy wracać do schroniska – mówi opiekunka.
Dziękujemy opiekunce Tosi za podzielenie się historią.
Zobacz powiązane artykuły
31.07.2025
Nie porzucaj – reaguj! Bierność wobec cierpienia zwierząt to przyzwolenie
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Wyobraź sobie psa, który przez lata był członkiem rodziny. Pewnego dnia znika – nie dlatego, że zaginął, ale dlatego, że ktoś go porzucił. Zostawiony w lesie, przywiązany do drzewa, bez szans na przetrwanie. I choć widzimy, że sąsiad nagle przestał wychodzić z psem – milczymy. W tegorocznej edycji kampanii Nie Porzucaj mówimy wprost: bierność to współudział!
undefined
30.07.2025
Pies w miejscach pracy i przestrzeniach publicznych – co mówi prawo?
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Coraz częściej widujemy psy nie tylko w parkach i na osiedlach, ale także w kawiarniach, urzędach, centrach handlowych, a nawet w biurach. Czy obecność psa w takich miejscach jest legalna? Co mówią przepisy i kto odpowiada za ewentualne szkody lub bezpieczeństwo innych ludzi i zwierząt? Sprawdzamy, jak wygląda sytuacja prawna psów w przestrzeni publicznej i miejscach pracy.
undefined
01.07.2025
Wakacje a porzucane psy – co roku przeżywamy ten sam dramat
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Są tacy, którzy z początkiem lata kupują walizkę. I tacy, którzy zostają przywiązani do drzewa. Dla tysięcy psów wakacje to nie odpoczynek – to moment, w którym ich życie się kończy. I to nie jest metafora.
undefined