Miłość od pierwszego... zdjęcia. Adopcja Tosi to historia o wyborze serca

author-avatar.svg

Marianna Adamska

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Adopcja to podróż pełna niespodzianek, emocji i wyzwań, a historia Tosi jest tego doskonałym przykładem. Przezwyciężając trudności, można znaleźć lojalnego przyjaciela na całe życie. 

adopcja psa – historia Tosi

fot. Shutterstock

Adopcja psa to nie tylko akt miłości, który polega na daniu zwierzęciu szansy na lepsze życie. To także historia o nadziei, rodzącej się więzi między psem a człowiekiem, stawianiu czoła wyzwaniom i bezgranicznej lojalności. Opiekunka Tosi, czarnego pieska z Lublina, otworzyła przed nią drzwi do nowego, kochającego domu. 

Decyzja z serca, czyli miłość od pierwszego… zdjęcia

Prawie pięć lat temu opiekunka Tosi, przeglądając profil schroniska na Facebooku, trafiła na zdjęcie suni w typie sznaucera o czarnym umaszczeniu. Z opisu wynikało, że ma ona 3 lata i została znaleziona na ulicy. Warto wspomnieć, że czarne psy czy koty owiane są złą sławą. W związku, z czym są one najrzadziej adoptowanymi zwierzętami ze schroniska. Taką świadomość miała też opiekunka Tosi.

Zobaczyłam jej zdjęcie i wiedziałam, że muszę po nią pojechać. Obietnica, którą złożyłam sobie wcześniej, była jasna – jeśli adoptuję psa, to czarnego, bo one mają najmniejszą szansę na dom – wspomina opiekunka Tosi.

Nieśmiały początek – z kojca na kanapę

Wystraszona i nieśmiała sunia pierwszy raz była widziana w schroniskowym boksie. Kilka rozmów telefonicznych z personelem schroniska, a także spacer przedadopcyjny miał zdecydować o tym, czy Tosia i jej nowa opiekunka są gotowe na wspólną przygodę. Przy drugim spotkaniu sunia mogła opuścić schronisko. Wolontariusze bez żadnych pytań – które zazwyczaj mają miejsce podczas procedury adopcyjnej, a przynajmniej mieć powinny – wydali Tosię, formalności zaś ograniczyły się jedynie do podania danych i podpisania umowy.

Była spokojna, lecz dość zdominowana przez pozostałe psy. Nie mogła do mnie podejść ani się ruszyć. Drugiego dnia pobytu w domu Tosia zrozumiała, że nie wraca do schroniska, że to jest jej miejsce. Dopiero wtedy w pełni się rozluźniła i zaczęła spać na kanapie – relacjonuje opiekunka. 

Od marzenia do rzeczywistości – zatajone informacje, brak wsparcia ze strony schroniska i niezłomna miłość 

Nowa opiekunka przez całe życie miała psy, dlatego była gotowa na wszelkie niespodzianki i wyzwania, jakie niesie za sobą adopcja zwierzęcia ze schroniska. Tuż po przygarnięciu Tosi okazało się, że jest ona psem bezproblemowym i szybko zaadaptowała się do nowych warunków. Stała się częścią rodziny, która dawała jej miłość i wsparcie. Sunia otwarcie przyjęła też kolejnych czworonożnych domowników – psa i kota, tworząc harmonijne „psio-kocie” stado. 

Zabrałam ją 14 grudnia, więc zaraz jeździła z nami wszędzie na święta i sylwestra. Z każdym się witała i zawsze była grzecznym psem. Nigdy nic nie zniszczyła, znała podstawowe komendy, szybko się uczyła i potrafiła chodzić na spacery. Po jakimś czasie okazało się, że boi się wszelkich kabli, sznurów itp. – uciekała, jak tylko zobaczyła, że ktoś coś podnosi, co mogło świadczyć o tym, że była bita – mówi opiekunka. 

Podczas badań Tosi okazało się, że wolontariusze zataili niezwykle ważne informacje. Sunia, opuszczając schronisko, nie miała 3 lat, a 7-8. Dodatkowo po czasie zaczęły wychodzić różne choroby, o których nikt nie wspomniał – Tosia niedowidzi i ledwo słyszy, ma chore serce, nerki i wiele innych przypadłości.

Obecnie Tosia przyjmuje codziennie rano cztery tabletki. Niezbędne są też krople do oczu, syrop i specjalna karma. Jest to dość spory wydatek. Mimo to kocham ją bardzo i nie oddałbym jej za nic. Myślę, że dzięki temu, że ją tak szybko adoptowaliśmy, to nadal żyje. Staram się, aby żyła z nami jak najdłużej – opowiada opiekunka suni. 

Wszelkie próby kontaktowania się ze schroniskiem były bezskuteczne – pracownicy nie okazywali zainteresowania losem psinki po jej adopcji. 

Nikt nigdy nie zadzwonił, a kiedy prosili na FB na profilu o informacje o psach, które ludzie od nich adoptowali, nigdy nie odpowiedzieli na moje wiadomości, ani nie udostępnili jej historii czy zdjęć, tak jakby była gorszym psem. Myślę, że dobrze wiedzieli, że Tosia jest psem starszym i chorym, więc celowo to ukryli. Teoretycznie nie mam do nich pretensji, bo Tosie i tak bym zabrała, ale trochę jest to nie w porządku, bo z takich sytuacji mogą psy wracać do schroniska – mówi opiekunka. 

 

Dziękujemy opiekunce Tosi za podzielenie się historią. 

Pierwsza publikacja: 06.11.2023

Podziel się tym artykułem:

author-avatar.svg

Zobacz powiązane artykuły

Adoptowałeś lękliwego psa? Radzimy, jak zabezpieczyć go przed ucieczką!

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Adoptowane psiaki, które wcześniej nigdy nie mieszkały w domu, mogą mieć skłonności do ucieczek. Jak zabezpieczyć psa przed ucieczką?

lękliwy pies

undefined

Bohaterowie nie zawsze noszą pelerynę. Poznajcie historię, która przywraca wiarę w ludzi

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Sergio Florian, 44-letni maratończyk z Hawajów, często zachwyca się niezwykłymi widokami. Jednak to, co zobaczył podczas swojego treningu po górach O’ahu, było zaskakujące – nawet jak na jego standardy.

bohaterowie

undefined

„Dawno nie mieliśmy przypadku, w którym tak upodlono psa”. Pieski los na posesji wartej miliony

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Z pseudohodowli trafiła do prywatnego przytuliska, a później do wielkiego domu. Mogłoby się więc zdawać, że historia starszej suczki zakończyła się szczęśliwie. Nic bardziej mylnego. 

Beza na opuszczonej posesji

undefined

null

Bądź na bieżąco

Zapisz się na newsletter i otrzymuj raz w tygodniu wieści ze świata psów!

Zapisz się