Trudno jej się oprzeć – wywiad z Olivierem Janiakiem


Co łączy Barbrę Streisand i Boba Marleya z cavalierką Funny, opowiada dziennikarz Olivier Janiak.

Piesek noszony w torbie przez Charlotte, jedną z bohaterek serialu „Seks w wielkim mieście”, którego fanką była moja żona Karolina, tak jej się spodobał, że zapragnęła mieć takiego samego. Na pomysł, aby kupić psa, zareagowałem lekko alergiczne, bo obawiałem się, jak sobie poradzimy z dodatkowymi obowiązkami. No i moje doświadczenia ze zwierzętami nie były imponujące, bo w dzieciństwie miałem tylko krótko rybki, a potem kanarki i kota.

Kiedy decyzja zapadła, przestudiowaliśmy prasę kynologiczną i strony internetowe poświęcone czworonogom, żeby się dowiedzieć jak najwięcej o rasie cavalier king charles spaniel.

I okazało się, że cavaliery są łagodne, towarzyskie, przyjazne dla ludzi i innych zwierząt i generalnie niekłopotliwe, a o takim właśnie czworonogu marzyliśmy. Suczka Funny nas nie rozczarowała. Tak wyobrażałem sobie psa przyjaciela. Jej niewiarygodny urok sprawia, że nawet kiedy zaczepia przechodniów, wzbudza od razu sympatię. Temu urokowi trudno się oprzeć.

Czekam zawsze na moment powrotu do domu po kilkudniowej nieobecności, kiedy najpierw dopadają mnie stęsknieni synowie, a za chwilę przybiega radosna Funny, i czas, kiedy nie było mnie w domu, nadrabia razem cała trójka.

Funny vel Dzbanek

Imię Funny cavalierka zawdzięcza ulubionemu musicalowi mojej żony „Funny Girl” z Barbrą Streisand w roli głównej. Przyjaciele przezywają naszą suczkę Dzbanek, bo w pierwszych tygodniach lało się z niej jak z dzbanka. Akurat w okresie dzbankowym realizowaliśmy z żoną przez kilka tygodni program wyjazdowy „Projekt Plaża”, więc musieliśmy szczeniaka zabrać z sobą. W hotelach z kamienną posadzką nie było problemu. Gorzej, kiedy mieszkaliśmy w pokojach z wykładziną dywanową. Funny vel Dzbanek siusiała, gdzie popadnie. Trochę nas to kosztowało. I nerwów, i pieniędzy.

Opiekuńczy myśliwy

Najbardziej zadziwia mnie u cavalierów ich niespotykana opiekuńczość. Zosia, która nam pomaga w domowych porządkach, tuż przed urodzeniem naszego syna Fryderyka odwiedziła nas ze swoją kilkumiesięczną córką. Byliśmy ciekawi, jak Funny zareaguje na dziecko. Zachowała się wzruszająco. Najpierw przyniosła Julce wszystkie swoje zabawki, a potem usiadła przy niej i nie oddaliła się ani na chwilę.

Zaskakująca była też inna historia. Świętowaliśmy z kolegami urodziny pierworodnego syna. W czasie imprezy jeden z nich nagle bardzo źle się poczuł. Jednak zanim się położył, Funny dała nam znak, że dzieje się coś niedobrego. Siedziała cały czas obok niego i lizała go po dłoni.

Ten niepozbawiony szlachetnych cech piesek ma też głęboko zakodowany instynkt myśliwski. W parku Praskim, do którego często chodzimy na spacery, gdy tylko dostrzeże wiewiórkę, obiera ją sobie na cel i zapomina o całym świecie. To jedyny moment, kiedy udaje kompletnie głuchą i nie reaguje na żadne komendy.

Kumpelka dzieci

Nigdy nie izolowaliśmy psa od dziecka. Czuliśmy, że przy jej łagodności nie ma takiej potrzeby. Później się okazało, że jest nawet zbyt spolegliwa wobec natarczywej miłości niemowlaka. Czasem ukrywała się przed nim, żeby uniknąć niekontrolowanych pieszczot, ale dzisiaj trzymają sztamę – najbardziej z półtorarocznym Christianem. Raz on daje Funny coś do ugryzienia i potem sam to zajada, innym razem ona przynosi Christianowi swój kawałek parówki. I tak się nawzajem dzielą jedzeniem.

Czworonożny Bob Marley

Obowiązki związane z opieką nad małym Fryderykiem spowodowały, że nie zauważyliśmy, kiedy Funny zaczęła przypominać Boba Marleya. Długie, poskręcane w dredy włosy zaczęły jej ciążyć na uszach i trzeba było skorzystać z usług spa dla psów.

Normalnie kąpię Funny niezbyt często, zwykle wtedy, kiedy śmierdzi, bo na przykład wytarza się w czymś według niej pachnącym. Ten męski obowiązek sam sobie narzuciłem i, szczerze mówiąc, po prostu to lubię. Mam wtedy poczucie, że równoważę emocje, którymi obdarza mnie Funny. Spacery to też moja specjalność. Szczególnie te wieczorne i weekendowe. Funny może się wtedy wybiegać do woli, aportując przez kilka godzin. W tym jest niezniszczalna.

Tata do kwadratu

Sądziłem, że nikt nie chrapie tak głośno jak mój tata. Okazało się, że chrapanie w wykonaniu Funny to mój tata do kwadratu. Funny wydaje niemiłosierne dźwięki, które słychać nawet przez zamknięte drzwi. Kiedy sypiała z nami, trzeba było zasypiać przed nią. Inaczej na sen nie było szans.

Kiedy Funny schodzi po schodach, trwa to wieki, bo zanim leniwie postawi kolejną łapkę, daje nam do zrozumienia, jakie to dla niej przykre. Trzeba jej towarzyszyć do samego dołu, powtarzając wielokrotnie polecenie, żeby zeszła. Tylko podczas burzy i w czasie karnawału pozwalamy jej spać pod łóżkiem w sypialni. Funny bardzo boi się wystrzałów i grzmotów, więc szuka wtedy bliskości z nami.

Lubię to

Dość dużo podróżujemy, ale nigdy nie oddawaliśmy Funny ani do znajomych, ani do hotelu, bo jakoś trudno mi to sobie wyobrazić. Funny jest członkiem rodziny. Teraz wyruszamy na wakacje nad morze. A na punkcie wody nasza suczka ma świra.

Skoro Karol II, zwany „The Cavalier King” z powodu sympatii do tej rasy, już kilkaset lat temu wydał w Anglii edykt, który uprawniał cavaliery do wchodzenia do wszystkich miejsc publicznych, w tym do parlamentu, nie widzę przeszkód, żeby zabierać pupila z sobą. Warunek jest jeden: właściciel musi wziąć za niego odpowiedzialność, szczególnie jeśli chodzi o bezpieczeństwo innych ludzi. To fajne, że mamy coraz więcej hoteli i restauracji przyjaznych czworonogom, w których pies dostaje wodę, a czasem także miskę z jedzeniem.

Kupozbieracz nieobciachowy

Złości mnie, że właściciele nie sprzątają po swoich psach. Sam nie wychodzę na spacer bez woreczka w kieszeni. Gdyby każdy opiekun psa o nim nie zapominał, to skończyłyby się narzekania, że trzeba uprawiać slalom po chodnikach. Najważniejsze, żeby dawać przykład. Pokazywać, że to nie jest obciachowe. Zdarzyło mi się, że jacyś młodzi ludzie nieprzychylnie komentowali to, że zbieram kupę po psie. Gdy spytałem, czy woleliby w nią wdepnąć, uśmiechnęli się i przeprosili. Z dużymi psami i ich dużymi kupami jest pewnie trudniej, ale na szczęście nie są to krowy.

To widzę

Od kiedy mam własnego psa, dostrzegam wokół wiele sytuacji, na które wcześniej nie zwracałem uwagi. Kiedy wczoraj wychodziłem z Funny na wieczorny spacer, spotkałem w windzie sąsiadkę z jej 19-letnim psem. Staruszek nie widzi i nie załatwia potrzeb we właściwym momencie. Jego właścicielka, chcąc zająć go czymś innym, daje mu przysmaki, żeby nie popuścił w windzie.

Na moim piętrze mieszkał pies, który był chory na raka. Jego właściciele musieli mu amputować jedną łapę, potem drugą, stracił wzrok, znosili go na rękach, żeby mógł się załatwić. Byli z nim do końca. Chcieli, żeby umarł wśród ludzi, którzy go kochali. To przykłady niewiarygodnej więzi między człowiekiem i psem, którą i ja poznałem, dzięki naszej cavalierce Funny.

Olivier Janiak, dziennikarz i prezenter telewizyjny. W TVN prowadzi magazyn „Co za tydzień”. Jest redaktorem naczelnym miesięcznika „Malemen”.

Autor: Paulina Król