Czy psy uratowane z Radys mogą stać się domowymi pupilami?


Uratowane z Radys czworonogi mają za sobą ciężką przeszłość. Czy pobyt w psiej mordowni zostawił trwałe ślady na ich psychice?

Psy uratowane z Radys przeszły prawdziwe piekło. Nikogo nie dziwiłoby więc, jeśli czworonogi te miałyby poważne traumy, które uniemożliwiałyby im normalne życie przy człowieku. Czy tak się stało? Poznaj prawdziwe historie psiaków wyciągniętych z mordowni!

Jak czują się psy uratowane z Radys?

Interwencja w Radysach wykazała, że przetrzymywane tam psiaki żyją w tragicznych warunkach. Wiele czworonogów pozbawionych leczenia potrzebowało natychmiastowej pomocy i trafiło pod opiekę lecznic i fundacji. Te, których życiu nie zagrażała choroba, wywiezione zostały do przeróżnych schronisk na terenie całego kraju. Nikt nie wiedział, jak traumatyczne lata wpłynęły na ich psychikę i jak będą się zachowywać… Oto historie czterech psiaków uratowanych z obozu koncentracyjnego dla zwierząt – przeczytajcie, jak naprawdę wyglądała praca z radysiakami!

Migdał – pies, który chciał przełamać swój lęk

Migdał to dostojny pies w typie owczarka niemieckiego, którego spotkał ogromny pech – pobyt w psiej mordowni. Stał się przez to nieufny wobec ludzi i ostrożny, ale na szczęście nie agresywny. Przede wszystkim panicznie reagował na widok smyczy i nie rozumiał dotyku. Na widok wyciągniętej ręki lub smyczy w dłoni wolontariusza od razu uciekał do budy. Ale w jego oczach widać było iskrę, ciekawość, chęć pokonywania swoich lęków i nawiązania kontaktu z człowiekiem.

owczarek z radys
fot. Schronisko na Paluchu

Na szczęście wolontariusze szybko odkryli, że Migdał na widok skrawka paróweczki gotów był zaryzykować wiele. Korzystając z systemu małych łapówek, dbające o Migdała osoby wchodziły do boksu bez smyczy, a następnie przesuwały ją sobie pod kratami boksu. I tak powoli przemycali jej widok, zapach i obecność w świadomość psiaka. Paróweczki musiał sobie wywęszyć z leżącej zwiniętej smyczy. Stopniowo zaczął pozwalać na delikatny dotyk w okolicy uszu, pod pyskiem…

Po kilku dniach intensywnej pracy wolontariuszy Migdał w końcu się przełamał. Każdego następnego dnia robił niesamowite postępy i widać było, że napawa go to ogromną dumą! W przeciągu kolejnych dwóch tygodni Migdał pozwolił na drapanie po karku, grzbiecie, w okolicy łap, założenie obroży, zapięcie smyczy, która tak go przerażała, i wyjście kilka kroków poza boks. Stopniowo zaczął wychodzić coraz dalej, aż w końcu wybrał się na swój pierwszy od wielu lat normalny spacer!

pies z radys
fot. Schronisko na Paluchu

Dziś, zaledwie półtora miesiąca od trafienia do schroniskowego boksu, z psa patrzącego nieufnie z dystansem Migdał zamienił się w psa, który skacze jak szalony i piszczy ze szczęścia na powitanie swoich wolontariuszy. Pies, który nie chciał przekroczyć progu boksu, obecnie wpycha nos w furtkę – byle szybciej iść na spacer! Jest bardzo ciekawy, odważny, chłonie wszystko nowe, co spotyka na spacerach, tak jakby chciał nadrobić czas stracony w Radysach… Jeszcze chwilę potrwa, nim psiak będzie gotowy na adopcję. Natomiast patrząc na tempo przemian tego inteligentnego owczarka, wolontariusze widzą, że nie zajmie mu to długo i wkrótce będą szukać dla niego wymarzonego domu.

Przejdź na następną stronę, by zobaczyć przemianę Toma!

Autor: Aleksandra Prochocka