Całe serce dla psa – wywiad z Dawidem Kwiatkowskim


O psie, który uwielbia oglądać bajki o zwierzętach i z którym można pogadać na Facetimie – opowiada Dawid Kwiatkowski.

Wywiad z magazynu „Mój Pies i Kot” nr 2(49)/2020Z Dawidem Kwiatkowskim rozmawia Paulina Król.

W Dniu Psa obok fotki swojego ukochanego boston terriera Weediego Dawid napisał na Instagramie, że to dzień największego szczęścia w życiu. Co prawda jako szczeniak Weedy pogryzł kilka par butów, ale Dawid nosił wtedy gorsze obuwie, wiedząc, że może je stracić. Ten hardcorowy czas trwał zaledwie dwa tygodnie. Bostony są inteligentne, więc Weedy, łasy na profity, szybko pojął, że lepiej nie gryźć, a wtedy zawsze znajdzie się dla niego kość. Szybko też się nauczył chodzić bez smyczy. I to, że jest taki grzeczny, i to, że tak łatwo dostosował się do trybu życia swojego pana, Dawid kocha w nim najbardziej. Dzięki temu jest im obu ze sobą bardzo dobrze.

Dawid Kwiatkowski i Weedy
fot. Celestyna Król

Kochanemu psu dużo się wybacza?

Weedy szaleje czasem na jasnej wykładzinie w sypialni, ale nigdy się na niego nie złoszczę. Dalmatyńczyk, wielki jak dog niemiecki, którego miałem w dzieciństwie, był niesforny, ciężko mi było utrzymać go na smyczy. Zdemolował nam cały dom, ale kochałem go z całego serca, bo każdego psa da się pokochać. Oprócz dalmatyńczyka przez mój dom przewinęły się jeszcze husky i pudel. Tata starał się je układać i były jego oczkiem w głowie, ale to były moje psy. Po przeprowadzeniu się do Warszawy poczułem tęsknotę, brakowało mi tej małej duszy w domu, tego tupotu łapek gdzieś tam w salonie. Jestem dość kochliwy i mam potrzebę opiekowania się kimś, więc kiedy akurat nie ma przy mnie bliskiej osoby, pies wypełnia pustkę.

Myślałem o psie ze schroniska, ale one często są po traumatycznych przeżyciach i wymagają specjalnego podejścia. Przy moim trybie życia – wypełnionym trasami koncertowymi – obawiałbym się, czy nie krzywdzę takiego zwierzaka. Wybrałem boston terriera, który lubi podróżować. Podobał mi się też jego wygląd; z twarzy taki bezbronny, taki do pokochania. Weedy okazał się urodzonym podróżnikiem. Wziąłem go w październiku, na koniec sezonu koncertowego, żeby go odchować, zanim w maju ruszę w kolejną trasę.

Przystosowaliśmy dla jego potrzeb nasz koncertowy bus, montując – zamiast siedzeń – wielką kanapę, na której może się wygodnie zatopić w pościeli, pod kołderką, co bardzo lubi. Kierowca ma zawsze miski, zabawki, kocyki, a kiedy Weedy puszcza bączki, częściej otwieramy okno, i nawet jeśli gdzieś nabrudzi, to nikt się nie oburza. Weedy stał się po prostu częścią zespołu. Przejechaliśmy już razem 200 tysięcy kilometrów. Czas ze mną spędzony – czy to w trasie, czy na próbach – jest dla niego największą atrakcją.

Bostony bardzo przywiązują się do opiekuna. Jak sobie radzicie, kiedy nie możecie być razem?

Podobno psy myślą, że kiedy wychodzisz, to już na zawsze. Postanowiłem nauczyć go uspokajającego zwrotu „zaraz wracam”. Mówię tak, kiedy wyskakuję na chwilę do sklepu. Podczas wyjazdów, na które nie mogę go zabrać, zostaje u przyjaciół. Oni znają jego wymagania, prowadzą go bezpiecznie bez smyczy, bo znają komendę „ksz, ksz”, na którą zawsze przybiega. Weedy czuje się z nimi doskonale, bawi się w najlepsze, co śledzę na filmikach, które obowiązkowo muszą mi podsyłać. Czasem mają mnie dosyć, bo kiedy lecę gdzieś na dłużej, a Weedy – jak wszystkie psy o skróconych kufach – nie może latać, już po kilku dniach tak tęsknię, że zamęczam ich pytaniami, jak on się czuje, czy na pewno je, domagam się zdjęć, filmików. Gadam też z nim na Facetimie. Słysząc mój głos, przekrzywia główkę zaciekawiony. Mówię wtedy to magiczne „zaraz wracam” i to go uspokaja. Na przywitanie tak się cieszy, że nie opuszcza mnie przynajmniej przez pierwszą godzinę, a mnie brakuje rąk, żeby go wygłaskać.

Weedy
fot. Celestyna Król

Bostony nazywane są amerykańskimi dżentelmenami. Czy to określenie pasuje do Weediego?

Nienaganna sylwetka, dostojny wygląd i bardzo przyjazny charakter – to w stu procentach Weedy. Czasami z Paryża, kilkanaście godzin autokarem z wykupionym miejscem dla psa, przyjeżdża mój brat Michał z Weefim, o dwa lata młodszym bratem Weediego. Weedy zawsze czeka grzecznie przy misce, dopóki Weefy nie zje pierwszy, taki z niego dżentelmen. Patrzyliśmy ze zdumieniem, jak starszy brat nosem podnosił nogę półrocznemu szczeniakowi Weefiemu, kiedy ten się załatwiał, i szybko nauczył go „męskiego” sikania.

O jego aż nazbyt przyjazne usposobienie czasami bywam zazdrosny, myślę: „Kurczę, mogliby mi go zabrać, taki jest ufny!”. W domu zwykle siedzę z gitarą albo przy komputerze, a Weedy gryzie wtedy kosteczkę; jeden szanuje ulubione zajęcia drugiego. Pies nie zwraca już uwagi na moje gitary, a ja nie ruszam jego kości. Za to w niedzielę wołam go do łóżka i puszczam na laptopie „Króla Lwa”, jego ulubioną bajkę o zwierzętach. Przez godzinę patrzy zaciekawiony w ekran! Ciekawe, czy spodoba mu się najnowsza wersja tej bajki.

Na Instagramie napisałeś, że szare byłoby Twoje życie bez niego…

Weedy daje dużo ciepła w domu. Wzruszam się, patrząc na psa, który z lubością zajmuje się swoją kostką. Budzę się co rano w lepszym humorze. Kiedyś po obejrzeniu horroru musiałem z kimś gadać przez telefon do drugiej w nocy, a teraz mam jego, bardzo czujnego stróża, i już jestem odważny. Doskonale wyczuwa moje nastroje i kiedy mam gorszy dzień, przytula się do mnie. Podobnie zachowywały się moje poprzednie psy. Kładłem wtedy na nich rękę i zabierały wszystkie złe emocje. To daje motywację, żeby oddać psu to, co on daje nam, by zapewnić mu komfort psychiczny i przyjemność bycia ze mną w każdej sytuacji. Uważam, że psa powinno się stawiać na pierwszym miejscu, ponad swoimi potrzebami. I zawsze pamiętać, że pies to nie zabawka, ktoś, kto tylko biega koło nogi. To nasz przyjaciel i powinien być traktowany tak, jak ludzki przyjaciel. Trzeba mu oddać całe swoje serce.

Dawid Kwiatkowski i Weedy
fot. Celestyna Król

Bostony są mało odporne na mróz. Ubierasz go tak modnie jak siebie?

Weedy ma swoją szafkę z garderobą i dbam o to, żeby było mu i wygodnie, i modnie. Czekam właśnie na paczkę od firmy szyjącej bliźniacze ubrania dla psa i jego pana. Weedy nie przepada za ubrankami, więc wkładam mu je tylko, kiedy jest śnieg. Wtedy uwielbia bieganie za białym puchem, który mu rozkopuję. W mróz bez śniegu wychodzi jedynie szybko się załatwić, więc go nie ubieram. Wolę, żeby był szczęśliwy. Na dłuższe spacery wybieram jego ulubioną kurtkę, do której podchodzi „z uśmiechem”. Dla podkreślenia nastroju świąt zakładam mu świąteczny sweterek, niekrępujący jego ruchów. Nosi też czerwoną bandankę z napisem „Drużyna Dawida”, taką samą, jaką dostają dzieciaki z mojej drużyny w „The Voice Kids”. A sobie do programu uszyłem garnitur w psy i koty, a także w same koty. Uczestnicy programu mają od 9 do 15 lat i bardzo emocjonalnie reagują na zwierzaki, więc chciałem swoją aparycją pokazać im, że się z nimi identyfikuję. Garnitury są dziecięce, kolorowe, ale też pasują do mojego stylu.

Sam jestem bardziej psiarzem, ale wśród moich przyjaciół są też kociarze. Chciałem pokazać, że szanuję ich miłość do kotów. Zresztą nie wyobrażam sobie przyjaźnienia się osobami, które nie są miłośnikami zwierząt. Jeden z moich menedżerów, Igor, uratował dwa psy. Drake, mieszaniec border collie, został uwolniony z łańcucha, a Riri to suczka owczarka niemieckiego porzucona przez kogoś na drodze do Augustowa. Jest po amputacji łapy, ale świetnie sobie radzi. Drugi menedżer, Sebastian, ma przygarnięte koty. Ja staram się wykorzystać swoją popularność, by pomagać zarówno zwierzętom, jak i dzieciakom z domów dziecka. Zaapelowałem do rodziców dzieci przyjeżdżających na moje obozy, by zamiast słodyczy przywoziły karmę dla psów, którą przekazujemy potrzebującym zwierzakom. Wspieram akcję „Zerwijmy łańcuchy”. To moje naturalne odruchy i nawet nie czuję, że robię coś specjalnego.

Co najfajniejszego podarowałbyś Weediemu?

Chciałbym mu podarować wielki ogród, żeby co rano, kiedy wstajemy, mógł się w nim wybiegać. Byłby wtedy na pewno przeszczęśliwy.

Dawid Kwiatkowski – idol nastolatek, jeden z najbardziej popularnych piosenkarzy młodego pokolenia; autor tekstów; zdobywca wielu nagród, w tym Europejskiej Nagrody Muzycznej MTV dla najlepszego polskiego wykonawcy (dwukrotnie) oraz najlepszego wykonawcy Europy Wschodniej. Od 2018 roku trener w „The Voice Kids”.

Autor: Paulina Król