Stokrotka z duszą – wywiad z Edytą Herbuś

O Stokrotce jak lustro i przystojnym Tuwimie ze schroniskowego boksu opowiada Edyta Herbuś.

Wywiad z magazynu „Mój Pies i Kot” nr 10(37)/2018Z Edytą Herbuś rozmawia Paulina Król.

W 2013 roku nakręciła poruszający filmik, w którym zachęca do adopcji psów, brała udział w wielu akcjach prozwierzęcych, a niedawno wraz z partnerem i jego synkiem Melchiorem adoptowała Tuwima, kundelka ze schroniska Na Paluchu. Edyta Herbuś wychowywała się na wsi, gdzie zwierzaki stanowiły nieodłączną część codziennego życia i dbano o nie tak samo, jak o ludzi. Wrażliwość na istoty żywe już jej pozostała. Wciąż nie może zrozumieć, dlaczego zwierzęta spotyka tyle okrucieństwa. Szczególnie od kiedy sześć lat temu w jej domu i sercu pojawiła się maltanka Stokrotka.

Twoją pasją jest miłość do tańca. A czym jest miłość do czworonoga?

Nie jestem jeszcze mamą, więc moja więź ze Stokrotką to pierwsze doświadczenie z tak bezwarunkową miłością. To głęboka relacja z drugim stworzeniem, którego los jest całkowicie zależny ode mnie i od tego, jak będę się nim opiekować do końca jego życia. Jest w tej relacji mnóstwo czułości i energetycznego porozumienia, zwłaszcza że psiak reaguje na każde moje słowo, każdą emocję. Nie mam wątpliwości, że tam w środku, w tym kudłatym ciałku kryje się prawdziwa dusza.

Zawsze kochałam psy. Jako młoda dziewczyna przyniosłam do domu szczeniaka. Słodkiego czarnego mieszańca. Tito miał sympatyczną mordkę podobną do rottweilera, długie łapy i zgrabne ciało wilczura. Kochałam go bardzo, ale z czasem zaczęłam dostrzegać oznaki zazdrości przejawiającej się agresją. Nie wiedziałam wtedy, że takiego psa trzeba ułożyć. Stawał się coraz większy i silniejszy, nie dopuszczał do mnie nikogo. Kiedy zaczął atakować i gryźć mnie po nogach, gdy zakładałam buty, by wyjść z domu, rodzice podjęli decyzję, aby oddać go na wieś. Uciekłam wtedy z domu na kilka godzin, bardzo to przeżyłam.

Stokrotka jest małym białym pieskiem, zupełnym przeciwieństwem Tita.

Wydawało mi się, że nie da się pogodzić intensywnego trybu życia z odpowiedzialną opieką nad zwierzakiem. Wtedy przyjechała do mnie ze Stanów Zjednoczonych na pół roku koleżanka z pomeranianem George’em. Żal mi było zostawiać go samego w domu. Patrzył na mnie oczami bajkowego Shreka, nie umiałam mu odmówić, wsadzałam go do torby i zabierałam do pracy. Tak się przekonałam, że i ja mogę mieć pieska, który będzie mi towarzyszył nie tylko w domu.

Zdecydowałam się na maltańczyka. To inteligentne zwierzaki, które szybko się uczą. Kiedy hodowczyni przyniosła na dłoni przepiękną białą kuleczkę, tak malutką, że trudno było uwierzyć, iż to prawdziwy pies, i zobaczyłam trzy czarne guziczki: oko, oko i nosek, już było po mnie. Od razu skojarzyła mi się z delikatnym białym kwiatuszkiem, stąd imię Stokrotka. Schowałam ją pod koszulkę i tak przytuloną do serca wiozłam do Warszawy. Opowiedziałam jej wszystko po drodze, co chwilę sprawdzając, czy dobrze się czuje.

Stokrotka
fot. Celestyna Król

Maltańczyki to psy bardzo wrażliwe, które mocno przywiązują się do opiekuna.

Jesteśmy ze sobą bardzo związane. Stokrotka daje się pogłaskać czy przytulić innym, ale zawsze rozgląda się, czy jestem w pobliżu. Czasem zabieram ją na plan, ale wtedy zostaje w osobnym pokoju, gdzie mnie nie widzi i nie słyszy, bo inaczej by piszczała. Pamiętam, jak na pierwszym spektaklu „Diwa”, granym dla publiczności, Stokrotka usłyszała mój płacz na scenie. Wyrwała się z garderoby i żeby mnie ratować, wbiegła na scenę, szczekając na całe gardło. Widownia była zachwycona, a Stokrotka dostała gromkie brawa. Przekonałam się wtedy, jak mocno przeżywa moje emocje.

Od niedawna jestem też kierowcą, więc zabieram ją na plan serialu do Wrocławia. Siedzi w torbie na przednim siedzeniu przypięta pasami i zwykle śpi, ale czujnie kontroluje sytuację. We Wrocławiu zostawiam ją w hotelu z zaprzyjaźnionym panem Łukaszem, jeśli wiem, że czekają mnie bardziej dramatyczne sceny. Ale i tak 90 proc. czasu spędzamy razem.

Dużo razem podróżujecie.

Wszędzie, dokąd jadę ja, jedzie i ona. Moi znajomi się śmieją, że sami przez całe życie nie podróżowali tyle, ile Stokrotka przez te sześć lat. Mam dla niej specjalne torby – jedną na zimę z kożuszkiem, drugą na lato i trzecią do samolotu. Innych psich gadżetów ona nie toleruje. Byłyśmy już dwa razy przez miesiąc w Nowym Jorku, miesiąc w Pradze, gdzie grałam w spektaklu „Salome”, a Włochy zwiedziła wzdłuż i wszerz.

Nie zabrałam jej do Tel Awiwu, ponieważ ani jej, ani moje serce nie przeżyłyby dwutygodniowej kwarantanny. Nie lata też do krajów egzotycznych, takich jak Honduras czy Tajlandia. W tych miejscach flora bakteryjna mogłaby zagrażać jej życiu, bo jest delikatna jak motylek. W Sopocie napędziła mi kiedyś strachu. Tak jej się spodobała plaża i możliwość kopania dołków, że zatraciła się w tej zabawie i przy okazji najadła piasku. W nocy, słaniającą się na łapach, wiozłam ją do kliniki. Spędziłyśmy tam dwa dni na kroplówkach, żeby porządnie wyzdrowiała.

Edyta Herbuś i jej pies
fot. Celestyna Król

Czyli Stokrotka niespecjalnie zmieniła Twój tryb życia?

Stokrotka jest jak lustro. Widząc, co jest dobre dla niej, a co jej nie sprzyja, próbuję odnaleźć w tym siebie. Jestem spod znaku Ryb. Ta jedna ryba jest wrażliwa i krucha, a druga silna i dążąca do celu. I jeśli ta delikatna się gubi, to ta druga mówi jej, co ma robić. Z tej dwoistości natury wynika ciągłe niezaspokojenie. Czasem zaciskam zęby i pędzę bez opamiętania do przodu, osiągam sukces, a potem przychodzi refleksja, jaką cenę trzeba było za to zapłacić. Stokrotka mi pomaga w odnajdywaniu równowagi, jej oddałam kawał swojej przestrzeni. Zrezygnowałam z jednego projektu, z którym jeździłam po Polsce, żeby więcej czasu spędzać w domu. Kiedyś zaniepokoiło mnie jej zachowanie, wydawała się zagubiona. Każdy mój gorszy nastrój brała na siebie, przestawała wtedy jeść.

Behawiorystka uświadomiła mi, że ona „trawi moje emocje”, żeby mi pomóc. Partnerstwo niekoniecznie sprawdza się w relacji z psem. Jest szczęśliwszy, kiedy ma swoje psie życie i więcej kontaktów z psimi kolegami. Częściej zostawiam ją teraz w domu, żeby mogła spokojnie przespać te swoje 16 godzin na miękkim posłaniu ze swoimi zapachami. Wystarczy, że jej wytłumaczę, dlaczego zostaje i kiedy wrócę. I ona to rozumie. Nigdy niczego mi nie zniszczyła.

Od niedawna Stokrotka ma nowego kumpla.

Melchior, 10-letni synek mojego partnera, bardzo chciał mieć psa. Jego tata podszedł do tego odpowiedzialnie. Przez dwa tygodnie razem jeździliśmy do schroniska Na Paluchu, żeby zaznajomić się z wybranym pieskiem. Tuwima znaleziono, gdy był szczeniakiem, gdzieś na działkach. Musiał się ze wszystkim oswajać: pierwsza obroża, spacery, różni ludzie wokół, budynek, samochód. Miał zadatki na niszczyciela.

Melchior musiał wykazać dużo cierpliwości i włożyć sporo wysiłku, żeby przekonać go do siebie. Jednego dnia pies był przyjazny, a następnego traktował nas jak obcych. Zanim stał się oddanym przyjacielem, próbował nas zniechęcić, okazując dystans i zjadając przy tym tony parówek. Daliśmy szansę Melchiorowi, aby swoją postawą pokazał, że potrafi sam zbudować relację z Tuwimem, że umie z pokorą podejść do psa, szanując jego potrzeby, i to się naprawdę udało. Miał to być trudny pies, ale sprawdziła się moja maksyma, że miłością można wszystko zmienić.

Pies Tuwim
fot. Celestyna Król

Wkrótce Boże Narodzenie. Czy Wasze psy przemówią ludzkim głosem w noc wigilijną?

Jak zawsze podzielimy się z nimi opłatkiem. Stokrotka nie musi nic mówić, jesteśmy na bieżąco. Wiem o niej wszystko, a ona jeszcze więcej o mnie. A Tuwim? Sądzę, że byłoby to kilka słów: dziękuję za miłość, ufajmy sobie. Bo zaufanie i miłość to podstawowe wartości, które każdy powinien w sobie pielęgnować. A pies je wspiera.

Edyta Herbuś – znakomita tancerka, aktorka. Popularność przyniósł jej udział w programie „Taniec z gwiazdami”. Aktualnie jest jurorką programu „World of Dance – Polska” w Polsacie.

Autor: Paulina Król