Apetyt na życie – wywiad z Jakubem Mrozem


Wszystko, co od niego dostałem, teraz z miłością mu oddaję – o 12-letnim goldenie z czułością mówi Jakub Mróz.

Wywiad z magazynu „Mój Pies i Kot” nr 3(40)/2019Z Jakubem Mrozem rozmawia Paulina Król.

W szkole teatralnej na zajęciach z Januszem Gajosem studenci wpatrzeni w profesora tylko potakująco kiwali głowami. Jedynie Atos, pies Kuby, nagle ciężko westchnął. – Widzę, że to jedyny słuchacz, który nie udaje i ma odwagę powiedzieć to, co naprawdę myśli – zażartował wtedy Gajos. Atos, od kiedy został przyjacielem Kuby, regularnie uczestniczył w zajęciach i planach filmowych. Nie lubił zostawać w domu.

Jakie były początki Waszej przyjaźni?

Atos trafił do mnie, gdy miał pięć miesięcy. Bardzo tęsknił za swoją mamą i bratem. Kiedy po raz pierwszy wnosiłem go na rękach do domu, dostał biegunki i załatwił się na moje spodnie i buty. Przerażony nową sytuacją z jednej strony chował się w moich ramionach, a z drugiej nie mógł zapanować nad fizjologią. Obawiałem się wtedy, czy będę w stanie dać mu coś wystarczająco ciepłego, żeby ukoić jego serduszko. Ze zrozumieniem i cierpliwością, bez odrobiny złości zmagałem się z jego traumą. Wtedy bardzo związaliśmy się ze sobą i to, jaki on jest dla mnie, pokazuje, że było i jest mu ze mną dobrze.

Wiele osób mi zazdrości tego, jak bardzo jest na mnie skupiony. Chciałem, aby był blisko mnie, aby czuł, że jego dom jest tam, gdzie ja. Zabierałem go na zajęcia, na próby. Wystarczyło parę razy powiedzieć, jakie są zasady, i Atos w mig wszystko rozumiał. Na zajęciach spokojnie leżał, w teatrze nie wchodził na scenę. Na początku nie umiał jednak rozróżnić, co jest rzeczywistą emocją, a co grą, i musiałem wtedy zostawiać go w garderobie. Gdy zaniepokoił go mój krzyk, piszczał. Kiedyś, gdy mój partner sceniczny zaczął mnie w bójce mocno szarpać, Atos skoczył, żeby mnie ratować. Najbardziej lubił przerwy, to był czas tylko dla niego.

Jakub Mróz na planie filmowym
fot. Michał Stawowiak/TVN

Mieliście jakieś przygody na planie?

Tamtego dnia czekał mnie wielogodzinny plan, więc uprzedziłem, że będę z psem. Była późna jesień, pełno gnijących liści i niesprzątniętych – niestety – psich kup. Podczas półgodzinnej przerwy na posiłek wyszliśmy na spacer i Atos, jak to golden, z lubością wytarzał się w tej cuchnącej mieszance. Na planie nie było oczywiście wody, żeby go umyć. Najadłem się wstydu, ale nie miałem wyjścia. Pozawijałem go w to, co miałem w aucie, jakieś ręczniki i kocyk, i taki śmierdzący musiał dotrwać do końca planu.

Mieliśmy też przygodę dramatyczną. Wracaliśmy nocą z planu i tiry z naprzeciwka wymusiły na mnie zjazd na pobocze. A tam był uskok i żwir. Zrobiłem zbyt gwałtowny ruch kierownicą, żeby uciec przed tirami, i skończyło się podwójnym dachowaniem. Auto skasowałem, ale ani mnie, ani Atosowi nic się nie stało. Większość rzeczy wypadła z auta, na szczęście pies był zapięty w specjalne szelki i to go uratowało. Kiedy wyciągnąłem go z wraku samochodu, był przerażony, podobnie jak ja. Mamy też miłe wspólne historie, jak choćby pierwsze wakacje na Mazurach. Atos okazał się genialnym pływakiem i nurkiem. Wchodził też na górkę przy brzegu i tarzając się, zjeżdżał do wody. To ogromna radość widzieć, że psu jest tak dobrze.

Czy nurkowanie to jedyna rzecz, jaką Atos Cię zadziwił?

Raczej prawdziwie mi zaimponował. Zachorował mój tata i musiałem pomóc mamie przeorganizować życie i przystosować mieszkanie na czas jego rekonwalescencji. Wiązało się to z dużym stresem i cierpieniem, tak fizycznym, jak i psychicznym. Atos lubił odwiedzać rodziców, ale dotąd na noc przychodził do mojego pokoju. Teraz sam z siebie kładł się i spał przy łóżku taty i tak się nim opiekował. Wszystko czuł i starał się łagodzić nasze, a przede wszystkim taty emocje. Z czasem, kiedy tata odzyskiwał siły, zaczęliśmy wychodzić z nim na spacery. Atos chodził zupełnie inaczej niż ze mną, nawet tempo marszu dostosowywał do najsłabszego, czyli ojca. Jego obecność bardzo tacie pomogła.

Atos - pies Jakuba Mroza

Kiedy zauważyłeś, że Atos się starzeje?

W zeszłym roku, pod koniec lata Atos zaczął chudnąć, stracił apetyt i chęć do życia. Robiłem mu regularne badania krwi, USG, sprawdzano mu wszystkie newralgiczne dla starszego psa miejsca i nic nie wskazywało na chorobę, więc myślałem, że to właśnie starość. Dopiero moja mama, która jest lekarzem, dokładnie go obmacała i zaleciła gruntowne badania. Okazało się, że to nowotwór jąder. To był szok dla mnie, ciężko mi było ze świadomością, że mogę go stracić. Atos miał już 11 lat, co jest sędziwym wiekiem dla dużego psa. A operacja wiązała się z dużym ryzykiem.

Na szczęście trafiłem na wspaniałych weterynarzy, którzy nie tylko fachowo zaopiekowali się psem, ale potrafili się też wczuć w moje emocje. Wyjaśnili mi, że serce wytrzyma, nie ma przerzutów i jest duża szansa na wyzdrowienie Atosa. To, co działo się później, jest niesamowite. Obserwowałem z radością, jak Atos wraca do formy, jak pojawia się znany błysk w oku, jak odzyskuje apetyt i energię. Ta jego odrodzona wola życia spowodowała, iż przestałem myśleć o tym, że on odejdzie za jakiś czas, w zamian za to myślę o czasie, który jeszcze mamy dla siebie i który może być bardzo piękny. Zacząłem doceniać mojego psa takim, jakim jest w tym momencie. Może bardziej bolą go stawy, ma mniej siły, słabiej słyszy, ale potrzeby ma ciągle te same – spacery, zabawa, pieszczoty. Robię, co mogę, żeby mu się zrewanżować za to, co on mnie i mojej rodzinie dał przez te 12 lat.

Jak zatem opiekujesz się staruszkiem Atosem?

Spacer poświęcam w pełni jemu. Starszy pies potrzebuje ruchu dla serca, mięśni, metabolizmu, ale teraz zapewniam mu ruch w jego rytmie, żeby się nie męczył. Finalnie i ja na tym korzystam, bo skupiam się na Atosie i moja głowa ma więcej spokoju. Nie waham się też powiedzieć na planie, że potrzebuję dłuższą przerwę dla psa, albo proszę o skrócenie zdjęć. Nie zabieram go już na wszystkie zdjęcia, bo to zbyt duże obciążenie. Mam dobrych znajomych, którzy chętnie się nim opiekują. Zmieniłem mu też dietę. Atos jada teraz karmę hipoalergiczną poleconą po operacji jako zawierającą lepiej przyswajalne dla niego białko. Dobrze się po niej czuje, więc przy niej pozostaniemy. Jada też mniej, ale częściej. Zawsze spał ze mną w łóżku, ale teraz to dla niego szczególna radość. Czasem wyczuwam u niego napięcia mięśni i wtedy robię wszystko, żeby się rozluźnił. Jest przeszczęśliwy, a ja także. Ale zawsze pyta, czy może wskoczyć na łóżko.

Jakub Mróz z Atosem

Rozmawiacie ze sobą?

Dużo do niego gadam, czasem jakieś bzdury. Opowiadam mu, co mnie denerwuje, jak najlepszemu kumplowi, ale ten czworonożny kumpel jest lepszy, bo nie ma żadnych oczekiwań wobec mnie, nie chce, bym się zmienił, dla niego jestem najfajniejszy. Czasem mi zwraca uwagę: charakterystycznie przebiera łapami, robi wargi w dziubek, trąca mnie głową i poszczekuje, bo coś mu nie pasuje, jakby mówił „no weź, weź”. To się zdarza, gdy się irytuję, kiedy zapomnę worków na kupy, i kombinuję, czym to zebrać, albo jak nie mogę zapiąć szelek.

Co Atos zmienił w Twoim życiu?

Praca jest moją prawdziwą pasją, miałem skłonność do zatracania się w niej. Pies zmusił mnie do takiego planu dnia, w którym jest czas na spacery, zabawę z nim. I to nie był czas tylko dla Atosa, to był także mój czas na odskocznię od problemów. Spojrzenie w jego oczy łagodziło złe emocje, on był moją ostoją, dawał poczucie pewnej stałości, co przy pełnym niepewności zawodzie aktora było bardzo cenne. Zrezygnowałem też z realizacji marzeń o dalekich podróżach do Azji, Ameryki Południowej, ale bez żalu. Mam poczucie, że jestem mu to winien. Pies jest dla mnie najważniejszy. Dziś uczy mnie szacunku do tego, co jest tu i teraz, żeby nie przebiec swojego życia, nie zauważając, że po drodze straciło się coś fajnego, co już się nie powtórzy. Ostatnio miałem jedne z najfajniejszych świąt, kiedy pojechaliśmy z tatą, mamą, babcią i Atosem do domku w Bieszczadach i odkryłem, jak wszyscy się zmieniliśmy, jak zmienił się Atos, ale że tak naprawdę jesteśmy tacy sami, tylko na innym etapie życia.

Jakub Mróz – aktor teatralny, filmowy i dubbingowy, związany z Teatrem Wybrzeże. W serialu TVN „Zakochani po uszy” gra rolę Eryka, którego ukochanym kompanem jest Boczek, pies rasy chihuahua. Dzięki umiejętnemu podejściu Jakuba do psów Boczek w pełni zaufał filmowemu panu i tworzą zgrany duet.

Autor: Paulina Król