Bardzo zgodne stado – wywiad z Julią Rosnowską


Jak ratowała suczkę z głębokiej traumy oraz pieska po wypadku, prawie bez szans na przeżycie - opowiada Julia Rosnowska.

Wywiad z magazynu „Mój Pies i Kot” nr 7(54)/2020. Z Julią Rosnowską rozmawia Paulina Król.

Babcia Julii ze strony mamy opiekowała się psem znalezionym na torach kolejowych, brat mamy przygarnął pieska, który się przybłąkał. Tata Julii zarzekał się, że nie chce w domu ani psa, ani kota, ale gdy ten kot już jest, to właśnie tata jest jego największym fanem. Z miłości do chorej suczki, która nie mogła się ruszyć, spał razem z nią na jej posłanku. A mama Julii to prawdziwy anioł dla zwierząt. Trudno zliczyć, iloma kotami się opiekowała, żadnego nie zostawi w potrzebie.

Pies Rudolf żył w najgorszych warunkach, jakie można sobie wyobrazić: nigdy nie spuszczano go z łańcucha, był bardzo chory, jadał obierki od ziemniaków, nie miał nawet miski z wodą. Mama wykupiła go od jego właścicielki, która sama żyła w nędzy. To mama Julii w pierwszy dzień świąt w grudniu 2016 roku jako jedyna nie przejechała obojętnie obok ledwie żywego psa potrąconego przez auto. Gdyby nie jej wrażliwość, na pewno by umarł. Jak mówi Julia, cała rodzina – zwłaszcza ze strony mamy – bardzo kocha zwierzęta i nawiązuje z nimi niesamowitą więź. Trudno się dziwić, że także w życiu Julii dobro zwierząt odgrywa tak istotną rolę.

fot. Celestyna Król

Wszystkie Twoje zwierzaki są przygarnięte. A zaczęło się od…?

Pantalon to był mój pierwszy kot, niestety bardzo schorowany, żył tylko dwa lata. Straciłam mojego największego przyjaciela. Chcąc jakoś zaczarować przyszłość, dwóm następnym kotom dałam imiona postaci kojarzących się z siłą i walecznością. Popeye, znaleziony na ulicy i adoptowany przeze mnie z zaprzyjaźnionej lecznicy, dostał imię ze znanej kreskówki. Jej główny bohater Popeye jadł dużo szpinaku i dzięki temu był silny. Mój Popeye to jedyny kot, którego rodzice wpuszczają do sypialni, ponieważ umie pukać łapą do drzwi tak długo, aż pozwolą mu wejść. Jest i przytulakiem, i zawadiaką.

Podczas kręcenia serialu „Julia” mieszkałam z nim w Krakowie. Miałam tam nad łóżkiem lampkę zapalaną na sznureczek. Popeye potrafił wielokrotnie pociągać za ten sznureczek, oczywiście nocą, i robić mi dyskotekę. Inspiracją w kwestii imienia dla mojej kotki była Pippi Pończoszanka, najsilniejsza dziewczynka na świecie. Pippi jest jednym z kociąt, które urodziła dzika kotka pod płotem mojej mamy. Popeye i Pippi przebywają teraz u rodziców, ponieważ to koty wychodzące, a tam mają więcej swobody.

Wyjątkowo trudną drogę przeszła suczka Sepia, którą wyprowadziłaś na prostą.

Sepię zobaczyłam na stronie internetowej schroniska. Jest psem o przepięknej kasztanowo-rudej sierści. Dziwiłam się, dlaczego nikt jej nie chce. Pojechałam ją poznać i zakochałam się jeszcze bardziej. Okazało się, że trafiła do schroniska cztery lata wcześniej potwornie zmaltretowana, pełna lęków, w tym ogromnego strachu przed człowiekiem. Nie pozwalała się pogłaskać ani założyć sobie szelek, więc był problem, żeby wziąć ją na spacer. Jednak podjęłam wyzwanie, nie do końca zdając sobie sprawę, jak trudną drogę będziemy musiały przebyć. Przez pierwsze dwa tygodnie w domu

z przerażenia miała tak ściśnięty pęcherz, że nie była w stanie załatwić się na spacerze, musiałyśmy jeździć na cewnikowanie. Kiedy się do niej zbliżałam, zwijała się w zaciśniętą kulkę, dostawała ślinotoku, a serce waliło jej tak, że miałam obawy, czy jej nie wyskoczy z piersi. Na dodatek nie była łasa na smaczki, więc budowanie zaufania z wykorzystaniem jedzenia się nie sprawdzało. Wymagało to niezwykłej cierpliwości. Próbowałam z nią ćwiczyć podstawowe polecenia „siad” i „czekaj”, ułatwiające życie z psem w mieście. Nie zawsze rozumiała, o co mi chodzi, i bardzo się tym stresowała, zapewne sądząc, że wydarzy się coś złego. Na szczęście nic takiego się nie wydarzało, co ją uspokajało. I tak małymi kroczkami zdobywałam jej zaufanie. Ta niełatwa praca trwała pół roku. Kiedy moja mama zobaczyła Sepię po raz pierwszy, powiedziała, że to piękne, iż wzięłam takiego psa, ale nie będzie mi dawał radości. Jakże się – na szczęście – myliła! Dziś Sepia jest nie do poznania: uwielbia głaskanie, szczególnie gdy położy się brzuszkiem do góry, i nareszcie widzi przyjemność w zabawie.

fot. Celestyna Król

Sepia nie jest jedynym psem, któremu dałaś nowe życie.

Cztery lata temu mama znalazła pokiereszowanego pieska po wypadku. Zadzwoniłam z prośbą o pomoc do śp. pani Joli Boczkowskiej, szefowej i dobrej duszy fundacji Znajdki. Uratowała tyle psich istnień, którym nikt nie dawał szansy, i także w Mikołajku, bo takie imię dostał w fundacji, dostrzegła iskierkę nadziei i postanowiła o niego walczyć. Wiele osób przyczyniło się do jego wyzdrowienia, ale to pani Joli zawdzięcza, że żyje.

Z mamą woziłyśmy go do specjalistów, których pani Jola nam doradziła, lekarze robili, co mogli. Pies miał m.in. obrzęk mózgu, złamaną łopatkę, niewydolność oddechową. Nie było wiadomo, czy jeśli przeżyje, będzie chodził, czy odzyska wzrok. Wreszcie wzięłam go do siebie na tzw. tymczas. Nadal wymagał stałej opieki i rehabilitacji, miał napady padaczki (ma je do dzisiaj). Tymczas stał się całymczasem. Psiak jest kochany i śmieszny, nie wiem, czy najpiękniejszy, ale po prostu słodki, taki Dzidek – stąd jego obecne imię.

Domowym kumplem Dzidka jest teraz Dorian, a Sepia rezyduje u rodziców.

Pewnego dnia, jak zwykle, byłam w parku z Sepią i Dzidkiem. Nawiązałam rozmowę z chłopakiem, który spacerował z psem, też przygarniętym ze schroniska. Ten pies to Dorian, kudłacz w kolorze pszenicznym, rasowy kundel o cudownym charakterze. A jego opiekun to mój obecny partner i ojciec mojego dziecka. Musieliśmy połączyć stada. Dzidek wymagał szczególnej opieki, której się podjęłam, nie chciałam obarczać tym obowiązkiem rodziców. Wzięli więc do siebie Sepię, która jest najszczęśliwsza, gdy może się wybiegać. U rodziców ma las i ogród i czuje się tam cudownie.

fot. Celestyna Król

Dziecko urodziłaś w domu, a na Instagramie napisałaś: „Były też z nami psy, które całym swoim jestestwem czuły wyjątkowość chwili”.

Miło było mieć wtedy przyjaciół wokół siebie. Psy były ciche i spokojne, trwały przy mnie, a ja czułam ich wsparcie. Poza tym, będąc przy narodzinach, naturalnie i bez zazdrości przyjęły nowego człowieka w domu. Nasze zwierzaki są tak wychowane, że mamy kontrolę nad tym, co się dzieje. Większym wyzwaniem jest nauczenie dziecka, jak ma się odnosić do zwierząt, czuwanie nad tym, jak podchodzi do psa, jak go dotyka. Najczęstszym błędem rodziców jest krzyczenie na zwierzaka, gdy on np. warczy, dając sygnał, że nie odpowiada mu jakaś sytuacja. Pies, który nie warczy, może ugryźć bez ostrzeżenia i nie będzie to jego wina. Dlatego tak ważne jest, by nauczyć się mowy ciała psa.

Podczas kontaktów dziecka i psa musimy zapewnić zwierzęciu jak największy komfort, dać mu poczucie bezpieczeństwa – szczególnie gdy jest to pies po przejściach. Wtedy ich relacje będą właściwe. Zresztą jeśli w domu zwierzęta są traktowane odpowiedzialnie i z miłością, to zakładam, że moje dziecko będzie się kierowało takimi samymi wartościami w stosunku do zwierząt, do naszej planety, jak ja. Jestem weganką dlatego, że leży mi na sercu dobrostan zwierząt. Wiem też, że nie da się wszystkiego zmienić, ale jestem za metodą małych kroków i sama staram się robić tyle dla dobra przyszłych pokoleń, ile w danym momencie mogę. Moje dziecko, póki ja mam na to wpływ, też nie je mięsa, a jak będzie w przyszłości, zadecyduje samo.

Czy któreś z Twoich zwierząt jest Ci szczególnie bliskie?

Każdy zwierzak zajmuje inne miejsce w moim sercu, ale każdy jest dla mnie równie ważny. U rodziców spotyka się cała sfora: Dorian, Sepia, Dzidek i Rudi. Uwielbiają być razem. A my kochamy je wszystkie tak samo. To nasze psio-kocio-ludzkie zgodne stado, nasza rodzina.

Julia Rosnowska – aktorka teatralna i filmowa, największą popularność przyniosła jej rola tytułowej bohaterki w serialu „Julia”. Jest także znana z serialu „Drogi wolności”, gdzie wystąpiła jako Lala Biernacka. W teatrze często obsadzana w rolach komediowych (np. „Lekko nie będzie” w Teatrze Kamienica), w których czuje się doskonale. Zagrała też w kilku brytyjskich produkcjach telewizyjnych.

Autor: Paulina Król