Lilu w Krainie Czarów – wywiad z Martą Wierzbicką


Kokietka i szefowa, hrabina i fanka masełka. Kim jest ta tajemnicza istota, zdradza Marta Wierzbicka.

Fragment wywiadu z magazynu „Mój Pies i Kot” nr 1(58)/2020. Z Martą Wierzbicką rozmawia Paulina Król.

Miłość do zwierząt Marta wyniosła z domu. Tata sprowadzał do niego psy znalezione na ulicy, dla których potem znajdowali domy. Kiedyś przyniósł tak zapchlonego kociaka, że mimo rudego futerka wyglądał, jakby był czarny. Mama Marty wielokrotnie zastrzegała, że nie zgodzi się na kolejne zwierzaki, ale kiedy już się pojawiały, nikt tak troskliwie jak ona nie potrafił się nimi opiekować.

W dzieciństwie Marta miała myszoskoczki oraz chomiki i koty, które na nie polowały, więc pilnowała, żeby nie wydarzyła się tragedia, no i oczywiście psy. Jednym z nich była Fotka, gończy polski, z którym jeździła na wystawy. Nawet miała zamiar ukończyć kurs junior handlera, czyli osoby ocenianej na ringu za umiejętność prezentowania psa, ale Fotka była niesforna i Marta musiała odpuścić. Marta namiętnie studiowała ulubioną książkę o rasach. Jak później się okazało, w tej samej zaczytywał się jej partner Jaś. Oboje czerpali też wiedzę o psach z magazynu „Mój Pies”. Kiedy Marta się dowiedziała, że ma udzielić wywiadu i znaleźć się na okładce tego magazynu, dziś o tytule „Mój Pies i Kot”, była przeszczęśliwa, bo marzyła o tym od dawna.

W październiku spełniłaś też inne marzenie z dzieciństwa.

Od dziecka fascynowały mnie charty, na początku saluki, potem także borzoje. Myśl, by przygarnąć charta, kiełkowała od dawna. Ograniczenia z powodu pandemii przyspieszyły decyzję, bo możemy wolny czas poświęcić zwierzakowi. W fundacji Pomoc Chartom trafiłam na zdjęcie Lilu, suczki znalezionej koło Częstochowy, gdzie błąkała się wychudzona, z wypadniętymi drogami rodnymi i wyciągniętymi sutkami po karmieniu szczeniąt. Po operacji usunięcia macicy trafiła do domu tymczasowego wolontariuszki Karoliny, która ma dwa swoje charty i jeszcze dwa inne pieski. Trudno było ją rozpoznać w tej gromadzie chartów za pierwszym razem, ale ona od razu podbiegła do nas się przywitać. Po kilku wspólnych spacerach byliśmy gotowi, by ją adoptować.

Lilu, bardzo przywiązana do swojej tymczasowej opiekunki i do psich kumpli, w dniu odbioru nie odstępowała nas na krok. Mimo że każde z nas miało już psy, byliśmy bardzo przejęci. Magię chwili dopełniło zachowanie Lilu, która na pożegnanie wskoczyła przednimi łapami na ramiona Karoliny i zaczęła ją całować po twarzy, po czym podbiegła do drzwi, wyszła z nami i bez wahania wsiadła do samochodu. Doskonale wiedziała, co się dzieje. Na początku załatwiała się w domu, bo tu czuła się bezpiecznie, a poza tym cały tydzień lało i nie mogła poznać dobrze terenu, jednak nawet przez sekundę nie przyszło nam do głowy, aby jej powiedzieć, że to nie na miejscu. Przecież cały jej świat zmienił się w ciągu półtora miesiąca. Jednak już po kilku dniach zaczęła się pozytywnie zmieniać, ufać nam, co było budujące i dodawało energii.

Lilu to typowy chart?

Imię, pochodzące od żółtawookiej bohaterki filmu „Piąty element”, idealnie do niej pasuje. Lilu do wszystkiego odnosi się…

Ciąg dalszy wywiadu przeczytasz w magazynie „Mój Pies i Kot” – szukaj w sieci sklepów Biedronka!

Marta Wierzbicka – popularna i lubiana aktorka telewizyjna i teatralna. Najbardziej znana z roli Oli Zimińskiej w serialu „Na Wspólnej”. Swojego głosu użyczyła Alicji w polskim dubbingu „Alicji w Krainie Czarów”. Występuje na deskach teatru Capitol w Warszawie.

Autor: Paulina Król