Czy kastracja to dobry pomysł?


Zwolenników kastracji psów jest pewnie tyle samo, co jej przeciwników. Nie chodzi o przekonywanie kogokolwiek do mojego zdania, ale miałam przypadek psa, o którym warto przeczytać.

Kastracja to całkowite usunięcie gonad, a w przypadku psa samca – jąder. Skutkuje to bezpłodnością. O plusach kastracji długo by mówić, ale nie o to w tym wpisie chodzi. Przytrafił mi się bardzo ciekawy i smutny  przypadek, którego nie byłoby, gdyby właściciel psa zdecydował się na kastrację, zanim zaczęły się problemy.

Pojawił się, gdy byłam na studiach, ale tego psa zapamiętam do końca życia. Pełen energii pies rasy rhodesian ridgeback w wieku około 11 lat.  Jak na tak dużą rasę, sam w sobie był już emerytem. Przyszedł do przychodni z mocno obrzękniętą moszną. Zdarzało mu się także lekko zataczać na spacerach, jakby tylne łapki odmawiały współpracy. Ponieważ był to duży pies, właściciel nie zmartwił się bardzo przejściowymi problemami z poruszaniem się psa. Normalna kolej rzeczy u staruszków. Natomiast zaczerwienienie i obrzęk moszny wyglądały na coś poważniejszego. Pies bowiem ciągle się lizał, widać było, że coś sprawiało mu ból.

Leki przeciwzapalne i antybiotyki

W trakcie wizyty okazało się, że moszna sprawia psu tak wielki ból, że nawet ciężko było go zbadać. Wył i płakał, ale nie próbował gryźć. W badaniu wyszło, że ma powiększoną prostatę. Nic w tym dziwnego, bo u niekastrowanego samca zwykle z wiekiem ta prostata się powiększa. Problemem było to, że bardzo go bolała.

Pies dostał leki przeciwzapalne i antybiotyki. Już następnego dnia na kontroli okazało się, że moszna wygląda lepiej, jest zdecydowanie mniej zaczerwieniona, mniej obrzęknięta i mniej boląca. Pacjent dał się porządnie zbadać. Jedno jądro było zdecydowanie większe i twardsze. To mogło wskazywać na stan zapalny, ale zdecydowanie częściej tak objawiają się nowotwory jądra.

Kosztowny rezonans

W dalszej kolejności zalecono USG i RTG. Niestety pies coraz gorzej chodził. Początkowo nikt nie wiązał problemów z poruszaniem się z jądrami. Prześwietlenie nie wykazało zwyrodnień mogących być przyczyną zaburzeń poruszania się. Ale niestety USG potwierdziło podejrzenie guza jądra. Martwiący był fakt, że pies coraz gorzej chodził.

Trzeciego dnia rodezjan już w ogóle nie wstawał. Nie był w stanie utrzymać się na łapach. To zmusiło lekarzy do poszukiwania problemu głębiej. Skierowano psa na rezonans komputerowy. Kilka lat temu dostępność tego badania była bardzo ograniczona, ale udało się znaleźć miejsce, gdzie zostało wykonane. O kosztach nie będziemy może wspominać… Nadal kosztuje to kilkaset złotych, w dodatku potrzebny jest na miejscu anestezjolog, bo badanie u zwierząt wykonuje się w narkozie.

Nie było już nadziei

Diagnoza była piorunująca. Guz z jądra dał przerzut do kości. To właśnie do tych tkanek najczęściej wędrują przerzuty z jąder. Nieszczęściem było to, że kością tą był kręg kręgosłupa. Guz, rozrastając się, zaczął uciskać na rdzeń kręgowy, a to stało się przyczyną niedowładu.

Załamany właściciel, obdarty ze złudzeń, podjął decyzję o eutanazji ukochanego psa. Wszystko mogłoby wyglądać inaczej, gdyby kilka lat wcześniej rodezjan został wykastrowany.