Gdy pies linieje… za bardzo. Kiedy to coś poważnego?


Zwierzęta gubią sierść, tak jak ludzie włosy. Rzecz zupełnie normalna. Problemy zaczynają się, gdy sierści w domu jest więcej niż na psie.

W ostatnim czasie wielu właścicieli psów zgłasza się do mnie z problemem wzmożonego linienia u swoich pupili. Zwykle tłumaczę właścicielom, że dopóki sierść jest błyszcząca i nie prześwituje przez nią skóra, nie ma czym się martwić. Zmiana okrywy włosowej związana ze zmieniającą się pogodą jest zupełnie normalna! Obecnie psy przebywające w mieszkaniach mają zaburzoną wymianę sezonową.

Podczas upałów zdarzało mi się, że kilka razy dziennie przychodzili zmartwieni opiekunowie psów. U żadnego z tych pacjentów nie wykryłam chorób. Wydaje się, że były to przypadki, gdzie organizm próbował sam ulżyć sobie w ciągłym przegrzewaniu, zrzucając nadmiar okrywy włosowej.

Gdy pies linieje do samej skóry

Ale co można podejrzewać, gdy nasz pies gubi sierść na tyle intensywnie, że zaczyna prześwitywać skóra? Albo gorzej – w zasadzie staje się łysy? Przyczyn takiego stanu rzeczy może być kilka.

Po pierwsze – alergia. Gdy psa swędzi tak bardzo, że drapie się, wyrywając sobie sierść. Po drugie – inne choroby skóry, np. pasożytnicze, nużeniec, pchły; grzybicze, bakteryjne – choć te ostatnie to najczęściej są jedynie towarzyszące, wikłające chorobę podstawową.

Dermatologia jest bardzo skomplikowaną dziedziną i do zdiagnozowania chorób skóry potrzebne są specjalne badania. To, na czym chciałabym się skupić, to zaburzenia hormonalne.

Jeśli nie alergia – to co?

Pogorszenie okrywy włosowej występuje w przypadkach niedoczynności tarczycy. Jest to jeden z wielu objawów tej choroby. Niedoczynność tarczycy diagnozuje się przez zbadanie poziomu hormonów tarczycy we krwi.

Kolejnym problemem i bohaterem tego wpisu jest choroba Cushinga. Występuje również u innych gatunków, np. koni i – z tego, co wiem – też u ludzi. U psów jest to nadczynność kory nadnerczy, która to powoduje nadmierne wydzielanie kortyzolu (naturalnego hormonu steroidowego).

Od czasu do czasu na wizycie pojawiają się pieski, które przedstawiają charakterystyczne objawy, takie jak wyłysienia, zwłaszcza brzucha i grzbietu, hiperpigmentację skóry, czyli pociemnienie jej, ale też ścieńczenie, czyli prześwitujące naczynia krwionośne. Skóra wygląda wtedy jak z papieru. Ponadto wzmożony apetyt i pragnienie, a tym samym większe ilości oddawanego moczu. Bardzo charakterystyczny jest zwiększony obrys brzucha, pies wygląda, jakby połknął piłkę.

Co wtedy trzeba zrobić? Leczyć!

Dostępny jest jeden lek na tę chorobę. Niestety miesięczny koszt podawania go jest dość wysoki, przypuszczam, że nie każdy właściciel jest w stanie sobie na to pozwolić, mimo najszczerszych chęci. Dla psa około 15 kg miesięcznie wychodzi to ponad 200 zł! I jest to koszt jedynie leków na hiperkortyzolemię. Poza tym potrzebne są regularne badania krwi i czasem leki wspomagające.

Pamiętam, jak jeszcze kilka lat temu, gdy byłam na studiach, leki na chorobę Cushinga nie były dostępne w Polsce. Trzeba było je sprowadzać zza granicy. Wtedy koszty rosły do takich rozmiarów, że bardzo nieliczni się na to decydowali.

Co, jeśli nie będziemy leczyć?

Niestety choroba jest poważna i prędzej czy później doprowadzi do śmierci naszego pupila. Dodatkowo lubią jej towarzyszyć inne choroby, przede wszystkim niewydolność wątroby tła stłuszczeniowego – stąd powiększony obrys brzucha, bo wątroba nie mieści się w jamie brzusznej.

Dodatkowo pupilowi będzie ciągle się chciało pić i ciągle będzie oddawał mocz. Obserwuje się także nadmierne podjadanie – psy wkradają się do śmietników, zjadają wszystko, co się nawinie, pochłaniają dużo większe posiłki niż zwykle, ale chudną, ponieważ wysoki poziom steroidów we krwi działa wyniszczająco.

Nieleczonemu zespołowi Cushinga towarzyszą także schorzenia serca i często rozwija się cukrzyca. To tylko część niebezpieczeństw, na które narażamy psa, nie podając leków na nadczynność kory nadnerczy.