Księżniczka ma szczęście! – wywiad z Eweliną Lisowską


Ewelina Lisowska opowiada o miłości swojego życia, ukochanej maltance Lucy, która przewróciła jej świat do góry nogami.

Wywiad z magazynu „Mój Pies i Kot” nr 6(15)/2016Z Eweliną Lisowską rozmawia Paulina Król.

Większość życia Ewelina spędziła na wsi w otoczeniu różnych zwierząt, ale wtedy nie zwracała na nie uwagi. Były tam też psy, jednak żaden nie mieszkał w domu, więc nie była do nich przywiązana. Przez jakiś czas miała chomika, ale się okazało, że był to słomiany zapał, bo bała się nawet wziąć go na ręce. Kiedy zamarzyła o koniach, przez pół roku namawiała na ich zakup tatę rolnika. Dostała je na gwiazdkę. W Wigilię rodzina dzieliła się opłatkiem z dwoma dodatkowymi zwierzakami. Ewelina chętnie chodziła je karmić, czesała, a nawet wyrzucała koński nawóz. Tata i jej młodszy brat wciągnęli się w hodowlę koni, a ona, jak to nastolatka, miała już inne rzeczy na głowie. Kiedy więc przyjechała do domu z maleńką maltanką Lucy rodzina przestrzegała, że pies to obowiązek. Choć wtedy nie miała pojęcia, na co się decyduje, to dziś doskonale daje sobie radę.

Powiedziałaś kiedyś, że jesteś osobą w gorącej wodzie kąpaną i nie masz czasu na przemyślenia. Jak to było z Lucy?

Decyzja o wzięciu psa była spontaniczna i przewróciła moje życie do góry nogami. Nie dało się jednak nie pokochać tego uroczego malucha. Jako szczeniak przypominała pluszową zabawkę. Nosiłam ją czasem w kieszeni bluzy, a każdy mnie pytał: czy to żywe? I to jak żywe! Lucy miała w sobie tyle energii, że czasem trudno ją było poskromić. Odkąd skończyła rok, stała się nieco poważniejsza. Często nie mogę jej wyciągnąć z łóżka. Jest śpiochem zupełnie jak jej pani.

Maltańczyk to arystokrata do kochania, obdarza swojego opiekuna miłością odwrotnie proporcjonalną do rozmiarów. Czy przy wyborze tej rasy kierowałaś się czymś szczególnym?

Rok wcześniej miałam styczność z półrocznym maltańczykiem. Już wtedy wiedziałam, że taki pies będzie mi towarzyszył. Artykuły o tej rasie upewniły mnie w wyborze. Nie bez kozery mówię o Lucy „księżniczka”. Jest dla mnie jak dziecko, które codziennie trzeba czesać, przy okazji robiąc różne fryzury, a także ubrać. Śpi ze mną w łóżku, jeździ na wycieczki. Jesteśmy do siebie bardzo przywiązane. Lucy czeka na mnie, a ja już po jednym dniu chcę do niej wracać. Nie odstępuje mnie na krok. Kiedy widzi, że się szykuję do wyjścia, nie zje niczego, dopóki nie wrócę. Często wskakuje na mnie i chce, żebym ją wzięła na ręce. To jedne z najpiękniejszych chwil.

Podobno jesteś złośnicą i często ponoszą cię emocje, a maltańczyki to psy bardzo wrażliwe i nie wolno na nie krzyczeć. Masz dość cierpliwości dla Lucy?

Nie jestem specem od układania psów i popełniłam już wiele błędów. Lucy ma silny charakter. Dokładnie wie, czego chce, potrafi to pokazać, a jeśli nie dostanie, buntuje się jak małe dziecko. Nie pozwalam jej jednak sobą rządzić. Obie mamy wybuchowe charaktery, więc trafił swój na swego! Muszę być dla niej czasem surowa, bo wszyscy dookoła strasznie ją rozpieszczają. Trudno się oprzeć tym ślicznym czarnym oczkom!

Ty uwalniasz nadmiar energii na koncertach, a maltańczyk, wbrew opiniom, że to piesek kanapowy, też lubi dużo ruchu.

Często zabieram ją na wieś, gdzie może swobodnie pobiegać i pobawić się z innymi psiakami. To dla niej najlepsza zabawa, zawsze musi być w niej górą. Pierwsza podgryza ogon i robi zadymę, gdy na horyzoncie pojawi się osobnik większy od niej, o co nietrudno.

Maltańczyk pozostawiony dłużej w samotności zamieni się w kupkę nieszczęścia. Lucy to chyba nie grozi – dbasz o to, by była jak najwięcej z tobą: w studiu nagraniowym, kiedy malujesz obrazy, na zakupach, na treningach do „Tańca z gwiazdami”, ponoć nawet kibicowała z tobą podczas mistrzostw Europy w piłce nożnej.

Choć ciągle żyję na walizkach, mogę liczyć na pomoc najbliższych. Lucy jest wtedy w najlepszych rękach. Zabieram ją w trasę, gdy hotel akceptuje zwierzęta, pod warunkiem że nie będzie musiała długo na mnie czekać w pokoju. Największym problemem są restauracje. Zwykle nie mogę z nią do nich wejść i kończy się jedzeniem na dworze w niezbyt sprzyjających warunkach atmosferycznych. Ale zdarzyło nam się bez proszenia dostać miseczkę wody.

Lucy na urwisku
fot. Ewelina Lisowska

Lucy jest także wytrawną turystką: była z tobą między innymi w Saint-Tropez i Mediolanie, zwiedziła pół Polski.

Utkwił mi w pamięci jej pierwszy wyjazd do Włoch. Miała wtedy trzy miesiące i po przyjeździe okazało się, że ma robaki! Największym wyzwaniem było dogadanie się z weterynarzem, który nie mówił po angielsku. Musiałam zrobić listę włoskich słówek, m.in „pies wymiotuje”. Z kolei najpiękniejszy zapamiętany widok to Lucy stojąca na urwisku na Lazurowym Wybrzeżu, podczas gdy jej białe włoski rozwiewa wiatr. Pomyślałam wtedy: Maluchu, ale ty masz szczęście! Niektórzy przez całe życie nie zobaczą tyle co ty…

Urodzeni 23 sierpnia, jak ty, to osoby obdarzone zdolnościami artystycznymi, ale też poczuciem estetyki. Lubisz w modzie wszystko, co rzuca się w oczy, twoje stroje są starannie zaprojektowane. Lucy też ma swoją szafę z fajnymi ubraniami?

Nie lubię tandety, a niestety dominuje ona wśród ubranek dla psów. Wybieram te najmniej obciachowe. Stąd tylko jedna mała szufladka, bo jestem dość wybredna. Lucy uwielbia się ubierać – jest to dla niej znak, że wychodzi. Podoba mi się w kombinezonach i bluzach z kapturem, ale przede wszystkim jest jej w nich ciepło jesienno-zimową porą. Latem oszczędzam jej przebieranek.

Ewelina Lisowska z Lucy
fot. Ewelina Lisowska

Kiedyś wyznałaś, że w torebce masz zestaw błyszczyków i szminek. Czy od kiedy jest z tobą Lucy, trzymasz w niej akcesoria dla psa?

W mojej torebce? Lucy ma swoją wielką torbę! Są tam miski, karma, zabawki, chusteczki i grzebień. Ostatnio pakowałam walizkę i na chwilę się odwróciłam. W tym momencie w mojej kosmetyczce znalazła się jej ulubiona zabawka. Przecież nie mogę zapomnieć o najważniejszym!

Lucy jest poszukiwaczem kości, wkłada ci kapcie na nogi. Czy ma jeszcze jakieś talenty?

Pięknie śpiewa! Na swój sposób oczywiście… Jakiś czas temu nagrywałam demo przy komputerze. Były to dość wysokie chórki na samogłoskę „uuuu”. Coś mi się nie zgadzało w harmonii. Nie wierzyłam, że mogę aż tak fałszować! Odwracam się, a Lucy siedzi obok i wyje. Zagadka się rozwiązała. Czasem robimy sobie wspólne lekcje wokalu, rozgrzewamy gardełko, ale nie chcę jej tym zamęczać.

Ewelina Lisowska z Lucy
fot. Ewelina Lisowska

Powiedziałaś, że jeśli jeszcze wystąpisz w jakiejś reklamie, to wyłącznie w takiej, do której będziesz przekonana z całego serca. Czy wzięłabyś udział w reklamie na rzecz zwierząt?

Staram się pomagać potrzebującym. Wpłacałam pieniądze na karmę dla zwierząt ze schroniska, na leczenie pieska, którego zdjęcia zobaczyłam w internecie. Odkąd mam Lucy, jestem bardziej wyczulona na krzywdę zwierząt. Gdybym mogła, przygarnęłabym jeszcze kilka psów, ale nie wiem, jak zareagowaliby rodzice, gdybym im przywoziła cały zwierzyniec.

W życiu zawodowym stawiasz sobie cele, które starasz się realizować. Czy masz jakieś cele związane z Lucy?

Marzę o domu z ogrodem, w którym Lucy mogłaby się codziennie wyszaleć, ale przede wszystkim chcę, żeby była zdrowa. Zajmuje bardzo duży kawałek mojego życia i niech tak będzie jak najdłużej.

Ewelina Lisowska – popularna piosenkarka młodego pokolenia, kompozytorka i autorka tekstów. Z Tomaszem Barańskim wygrała czwartą edycję „Tańca z gwiazdami”.

Autor: Paulina Król