Talizman na czterech łapach – wywiad z Łukaszem Zagrobelnym

O swoim psie, który uwielbia telewizję, a pana z miłości całuje w ucho, po raz pierwszy opowiada Łukasz Zagrobelny.

Wywiad z magazynu „Mój Pies i Kot” nr 9(36)/2018Z Łukaszem Zagrobelnym rozmawia Paulina Król.

Kafar to określenie dużego, postawnego mężczyzny. A także imię psa rasy chihuahua, który od siedmiu lat jest nieodłącznym przyjacielem Łukasza Zagrobelnego. Kafar, chociaż niewielki, ma charakterek, jest temperamentny i nie zawaha się zaczepić większego psa, którego uważa za godnego siebie przeciwnika. Bo chihuahua to w gruncie rzeczy duży, pełnowartościowy pies, tylko w małym opakowaniu. Łukasz nie wyobrażał sobie, aby na swojego pupila wołać Sweet Candy, jak nazwano psa w hodowli, a tym bardziej jakiś Czesio czy Pysiek. Imię Kafar, przewrotne i dowcipne, było jego pierwszym skojarzeniem z tym niezwykłym rudzielcem.

Czy to wrodzona intuicja zodiakalnego Raka podpowiedziała Ci wybór szczeniaka?

Kafarek pochodzi z renomowanej hodowli, w której było parę pięknych szczeniaków i wszystkie od razu z ufnością do mnie przybiegły. Z wyjątkiem jednego. Był trochę inny: stał z boku i przyglądał się z dystansem. Miał też coś fajnego w oczach, nie był tak roześmiany jak jego rodzeństwo. Zaintrygowało mnie to, więc pomyślałem: „No, czarcie, spróbujemy”. Hodowczyni prognozowała, że Kafarek ma zadatki na czempiona, ale mnie wystawy nie kręcą, to zajęcie dla hodowców. Dla mnie pies jest po prostu przyjacielem. Kafar to i tak najpiękniejsza chihuahua, jaką w życiu widziałem. On nie potrzebuje medali, żeby to udowodnić.

Na początku był trochę ostrożny, ale krok po kroku przekonywał się do mnie, zaczynał się tulić. Jak się okazało, to niebywały pieszczoch, mógłby cały dzień przesiedzieć na kolanach. Jego charakter bardzo przypomina mój, typowego Raka. Na początku jest nieufny, ale gdy już kogoś pozna, otwiera swoje serce na oścież. Doskonale wyczuwa też moje emocje. Kiedy mam wesoły dzień, to i on ma doskonały humor, a kiedy jestem smutny, to Kafar bardzo się tym przejmuje, przychodzi do mnie i widzę w jego oczach pytanie: „No, co się znowu stało?”.

Chihuahua w samochodzie
fot. Celestyna Król

Chihuahua to rasa kojarzona zwykle z Paris Hilton czy legalną blondynką.

Kiedyś i mnie ta rasa kojarzyła się bardziej z maskotkami niż psami z krwi i kości. Bawią mnie opinie, że mały piesek nie pasuje, mówiąc delikatnie, do faceta. Znakomici aktorzy, tacy jak Adrien Brody czy Mickey Rourke, też zakochali się w tej rasie. Nie ma dla mnie znaczenia, czy pies jest mały, czy duży, najważniejsze jest to, jakie ma serce i jak się go traktuje. Niektórzy ubierają chihuahua w wymyślne ubranka, wiążą kokardki, ale Kafarek tego nie znosi. Dostał od mojej mamy, która mieszka niedaleko Chicago, żółty płaszcz przeciwdeszczowy, ma dresy, czapkę, szalik, ale cokolwiek mu zakładam, siada jak sparaliżowany. Zresztą jego grzeje długa sierść, a w zimne dni chodzimy po prostu na krótsze spacery i tylko na mróz smaruję mu łapki wazeliną.

Kafarek, jak widzę, jest bardzo dobrze wychowanym psem.

Kiedy go wziąłem, miałem trzy wolne tygodnie, więc spędzaliśmy ze sobą 24 godziny na dobę. Jeśli ktoś mówi, że małego pieska nie trzeba wychowywać, to plecie bzdury. To psy bystre i bardzo pojętne. Niezwykle ważna jest nauka czystości. A ten minipiesek oprócz rozumu wszystko ma małe, także pęcherz, więc często robi siusiu. Są tacy, którzy z lenistwa wykorzystują kuwetę. Kuweta to toaleta dla kota! Pies musi wyjść na spacer, musi powęszyć, inaczej robimy mu krzywdę. Wychodziłem z nim po kilkanaście razy dziennie i na efekty nie musiałem długo czekać.

Zna także podstawowe komendy, a ostatnio w ciągu zaledwie dwóch dni nauczył się przewracania na grzbiet, żeby pokazać brzuszek. Kiedy pytam: „Czy kochasz pana?”, całuje mnie w ucho, a na pytanie, czy chce iść na spacer – jak jogin wyciąga przednie łapki na mojej piersi. Przy Kafarku nauczyłem się wcześniej wstawać. Gdybym chciał sobie pospać, to on i tak o swojej porze wymusi wyjście: staje nade mną i zaczyna drapać. Ale decydując się na psa, wiedziałem, że pod tym względem mój tryb życia musi się zmienić. Pies uczy systematyczności, tego, że jest się za kogoś, bo to jest ktoś, odpowiedzialnym.

W domu rodzinnym mieliśmy i kota, i psy. Kota o imieniu Kotek mama znalazła wybiedzonego na przystanku autobusowym. Był z nami aż 18 czy 19 lat. Dobermanka Diana wyglądem budziła respekt, ale miała gołębie serce. Była też suczka Alaska rasy siberian husky, ale tej rasy nie polecałbym komuś, kto nie ma dużego, zabezpieczonego ogrodu i czasu na uprawianie jakiegoś sportu z psem.

Zagrobelny z pieskiem
fot. Celestyna Król

Dlaczego zdecydowałeś się na tak małego psa?

Brakowało mi psa i od dawna o tym myślałem, ale ciągle coś stało na przeszkodzie. A to koncerty, a to kolejna premiera, a to nagrywanie płyty. No i rzadko bywałem w domu. Tam był już jeden sierściuch, kot Diesel. Jego mogłem zostawić na dzień czy dwa, zapewniając mu jedzenie, picie, dostęp do kuwety i znajome przedmioty, ale pies ma zupełnie inne potrzeby i wymaga większego zaangażowania. W końcu uznałem, że da się to jakoś pogodzić. Mały pies to też pies, a można wszędzie się z nim przemieszczać. Kafarek od szczeniaka jest podróżnikiem. To chyba jedyny pies, który zna większość hoteli w Polsce.

W moim większym aucie ma specjalny, certyfikowany fotelik, który mama, zakochana w nim jak cała rodzina, przysłała mi ze Stanów. Jest umieszczony na lekkim podwyższeniu, do szelek przypina się normalny pas przymocowany do fotelika. Kafarek lubi w nim siedzieć i obserwować wszystko dookoła albo sobie spać. Podczas koncertów grzecznie na mnie czeka. Zawsze zostawiam mu namiastkę siebie – czy to otwartą walizkę, czy moje buty, na których uwielbia spać. Ma też ulubioną zabawkę, ostatnio to szop pracz, trochę już niestety poturbowany, bo ten łobuziak potrafi w 15 minut rozprawić się z pluszakiem. Zabawnie to wygląda, kiedy mały pies paraduje po całym domu z zabawką większą od siebie. Kiedyś dostałem od fanek wielkiego misia. Nie mógł go przenieść, ale siadał na nim, targał za uszy i był zadowolony, że tak duży stwór mu się nie przeciwstawia.

Zawsze jest z Tobą?

Zabieram go na każdy koncert. Czasem się zdarza, że zostaje na parę godzin w domu, ale wtedy zapalam mu światło i włączam stację National Geographic. Kafar uwielbia oglądać telewizję. Kiedyś obejrzał ze mną cały film „Ostatni samuraj”. Nie wiem, czy Tom Cruise mu się podobał, czy klimat filmu! Słonie, psy i inne zwierzaki w telewizji najchętniej by zjadł razem z ekranem.

Jako samozwańczy członek jury Eurowizji obszczekał reprezentantkę Izraela, której śpiew mu nie odpowiadał, przyznając jej tym samym 0 punktów. Mój śpiew lubi i nierzadko mi wtóruje, wyjąc w odpowiedniej tonacji. W domu chodzi za mną jak cień. Zawsze musi mnie mieć w zasięgu wzroku. Na spacerach to ja muszę mieć go na oku, bo to pies zaczepno-obronny, on zaczepia, zwykle tylko duże psy, a ja muszę go bronić.

Zagrobelny na spacerze
fot. Celestyna Król

Rude chihuahua według legend Azteków przynosiły szczęście. Ty jesteś numerologiczną „trójką”, a to także oznacza szczęście.

Myślę, że zwierzaki, czy to jest Kafar, czy inny pies lub kot, wnoszą do życia każdego człowieka sporą dawkę szczęścia i radości. Ten malutki Kafar daje mi czasem potężnego kopa energetycznego. Patrzę na niego i gęba sama mi się śmieje. Jeśli więc można by nazwać Kafarka moim talizmanem, to kurczę, od kiedy go mam, jakoś w życiu fajnie mi się wszystko układa!

Łukasz Zagrobelny – znakomity wokalista, od lat związany również z największymi teatrami muzycznymi w Polsce. Chętnie angażuje się w liczne akcje charytatywne na rzecz zwierząt.

Autor: Paulina Król